smutek
Wstyd który wydawał się nie mieć końca – cz.31
Listopad 13, 2014
pudełko
Dla Gabrysi
Listopad 23, 2014
Pokaż wszystkie

Anioł na drodze do wybawienia z opresji – cz.32

skrzydła

Podziękowałam w okienku za udzielenie mi informacji i z duszą na ramieniu odwróciłam się w stronę ochrony.
— Czy ten pan, jak twierdzi on sam, jest z panią? Bo z nim nie
idzie się dogadać!? — zapytał jeden ze strażników.
— Tak, a o co chodzi? — odpowiedziałam, udając lekkie zdziwienie, choć dobrze wiedziałam, o czym, a raczej o kim chcą ze mną poważnie porozmawiać. Nie pomyliłam się ani trochę.
Mój dręczyciel zaczynał być agresywny w stosunku do pasażerów lotniska w czasie, kiedy ja byłam zajęta rozmową.
Dostałam pouczenie, jak należy zachowywać się na lotnisku.
Nakazano też, abym dopilnowała, by mój partner nie przebywał na terminalu, będąc pod wpływem alkoholu, w przeciwnym razie zostanie aresztowany i odprowadzony do celi.
Byłam wściekła na niego. Nikt mnie nigdy w moim życiu nie pouczał, nie miałam konfliktu z prawem, zawsze potrafiłam i potrafię znaleźć się w każdej sytuacji. Spotykałam i spotykam na swojej drodze wielu ludzi i nigdy nie miałam problemu, aby się porozumieć. Tylko z ojcem moich dzieci nie mogłam się dogadać.
Przeprosiłam za jego zachowanie i obiecałam, że dopilnuję, aby nie zakłócał spokoju innym pasażerom.
— Ciekawa jestem, jak ja to zrobię!? To jakaś abstrakcja! Mój facet zwariował! Taki wstyd?!!! — powtarzałam do siebie te słowa jak mantrę, zaciskając usta ze złości.
Potrafił wycinać numery, ale publicznie i na dodatek w innym państwie nigdy go takiego nie widziałam.
— Co ja mam z nim zrobić? To przecież jeszcze kilka godzin!!! A on jest zwyczajnie pijany?!!! — pytałam samą siebie, czekając na oświecenie wprost z nieba.
Wyszłam z lotniska. On z wielkim niezadowoleniem na twarzy, jakby cały świat go właśnie obraził, podszedł do mnie. Nie wspominałam mu nic o tym, co mówił jeden ze strażników lotniska. Wolałam zachować to dla siebie. Wiedziałam, że go to jeszcze bardziej rozzłości i będzie chciał pokazać, na co go stać, co w rezultacie skończy się aresztem, a wtedy na pewno będzie trzeba zostać o jedną noc dłużej.
Czułam się za niego odpowiedzialna. Przebywał w obcym kraju, ja u siebie, co podwójnie zobowiązywało mnie do wsadzenia go w samolot, bez względu na wszystko. Kiedy już przekroczymy granicę i znajdziemy się w domu, będzie mógł robić, co tylko chce!!!
Nie było sensu tłumaczyć pijanemu, że zachowuje się skandalicznie. Próbowałam wyciszyć jego emocje, na ile się tylko da.
Kiedy na chwilę zamilkł, odetchnęłam.
Pomyślałam, że ma dość spektakularnego pokazu: upokarzania mnie i robienia z siebie przy okazji totalnego błazna.
Kiedy tak siedzieliśmy na murku przed lotniskiem w milczeniu, nagle się odezwał słabo zrozumiałym dla mnie angielskim:
— Zobacz, hotel!? Idziemy coś zjeść?
Nie miałam ochoty na jedzenie, pragnęłam tylko wyciszenia wewnętrznych emocji i świętego spokoju. Spojrzałam na niego zupełnie zrezygnowana. Co on znowu wymyślił?!!! — zapytałam siebie. Nagle zapaliło się w mojej głowie zielone światło. Może przy tak beznadziejnej sytuacji jest to jakiś pomysł, aby odciągnąć go od lotniska? Ale czy i tam nie narozrabia??? — wertowałam swoje myśli jak kartki w notatniku.
Sytuacja, jaka panowała w obrębie lotniska, i wzrok strażników w kierunku mojego męża, czego on nie był zupełnie świadomy, przyczyniły się jednak do akceptacji jego kolejnego pomysłu.
Weszliśmy do środka.
W ogromnym hotelowym holu rozstawione były stoły, gdzie można było podejść i nabrać sobie na talerz coś, na co miało się tylko ochotę. Od razu zorientowałam się, że to impreza zamknięta i nie ma tu dla nas miejsca. Ogarnął mnie lęk, nie byliśmy zameldowani ani zaproszeni.
Boże, znowu nas ośmieszy!!! — pomyślałam.
Zatrzymałam się tuż za drzwiami, natomiast on swobodnie wmieszał się w tłum bez żadnych zahamowań. Wodziłam wzrokiem w jego kierunku. Widziałam, jak z kimś rozmawia, zupełnie normalnie, bez żadnej agresji.
Byli tam goście z różnych stron świata, więc nietrudno było mu znaleźć wśród tłumu osobę, z którą mógłby porozmawiać w ojczystym języku.
Po dłuższej chwili podszedł do mnie z mężczyzną, z którym prowadził dłuższą konwersację.
Przystojny dżentelmen podał mi rękę, w wielkim skrócie przedstawiając swoją osobę. Mężczyzna był pochodzenia hinduskiego, mieszkał na stałe w Polsce, Dyrektor Europejskiego Centrum… mieszczącego się w Warszawie. Dość wysoko postawiona, wykształcona osoba. Organizator trwającej imprezy o puchar w szermierce.
Skąd taki bałwan może znać takiego człowieka? — zastanawiałam się przez moment. Jak się okazało, nie znał go w ogóle. Usłyszał znajomy język i przyłączył się do rozmowy.
Zostałam zaproszona przez organizatora do uczestniczenia w imprezie. Zaproponował mi również, abym coś zjadła. Nie miałam na nic ochoty, grzecznie odmówiłam.
Mojej uwagi nie przyciągał obficie zastawiony stół, ale mój facet, który czuł się jak jakiś „VIP”, oczywiście, tak mu się wydawało, a ja nie wyprowadzałam go z błędu. Kamień spadł mi z serca, modliłam się tylko, aby znowu mu nie odbiło i nie zaczął się wściekać.
Zadawałam sobie w duchu pytanie, dlaczego tylko w mojej obecności odstawia przysłowiowe „szopki”, zaś w obecności innych potrafi się zachować. Czy to tylko mnie upatrzył sobie za kogoś, kogo można lekceważyć bez żadnych moralnych zasad? Przecież byłam matką jego dzieci i kobietą jego życia, jak twierdził.
Mimo tego dał sobie przyzwolenie na wykańczanie mnie emocjonalnie, a ja pozwoliłam na to zupełnie nieświadomie. Zawsze tłumacząc sobie w inny sposób jego zachowanie, podczas gdy on czuł się bezkarny. Jego tok myślenia był dla mnie niezrozumiały.
Oglądaliśmy zawody w szermierce ludzi niepełnosprawnych. Byłam pełna podziwu dla tych zawodników. Nie poddali się łatwo przeciwnościom losu i zaakceptowali swoje kalectwo. Czerpiąc przy tym ogromną radość z tego, co robią. Ja byłam zdrowa, a nie potrafiłam się prawdziwie cieszyć z mojego życia we dwoje…
Jak na scenie w jakimś podrzędnym teatrze w większości improwizowałam mój zachwyt i podziw dla zawodników.
Właściwie tylko przed moim mężem, kiedy spotykaliśmy się wzrokiem, oglądając razem rozgrywające się walki. W innych okolicznościach może wzbudziłby we mnie większe zainteresowanie indywidualny styl, jaki reprezentowali zawodnicy na wózkach inwalidzkich.
Nigdy nie miałam okazji uczestniczyć w takich międzynarodowych zawodach o puchar. W mojej głowie zadomowiła się tylko jedna myśl: zaraz ten „nieprzytomny” facet znowu coś odwali, a ja spalę się ze wstydu. Były tam tłumy ludzi i właśnie ta myśl mnie paraliżowała przed życiem chwilą i uczestniczeniem prawdziwie ciałem i duchem.
Siedziałam i kontrolowałam na zmianę raz zegarek, raz zachowanie mojego męża. Zostało niewiele czasu do wylotu, a on wcale nie trzeźwiał, biegał pomiędzy uczestnikami ze szklanką w ręce wypełnioną alkoholem. Co jakiś czas organizator przyjęcia podchodził do mnie i pytał, czy czegoś nie potrzebuję. Dziękowałam mu wtedy za uwagę i troskę, przecież nie byliśmy jego zaproszonymi gośćmi. W moich oczach był dla mnie aniołem wybawienia. Spokojny, opanowany, potrafił po mistrzowsku w kulturalny sposób „gasić” mojego męża, by zachowywał się jak należy i nie zapomniał, gdzie się znajduje.
Pomimo kontroli i moich modłów musieliśmy wyjść na zewnątrz na prośbę ochrony hotelowej, która twierdziła, że mój partner za dużo wypił i powinien zdecydowanie zaczerpnąć świeżego powietrza. Jednym słowem, kulturalnie nas wyrzucili. Wcale się nie dziwiłam…
Pijany siedział na zewnątrz z rozpiętą do połowy koszulą i krzyczał. Jednym słowem, typowy „menel”. Czuł się urażony, że go tak potraktowano. I pomimo tego, że wszyscy odnosili się do niego z szacunkiem, on i tak miał swoją wizję i przekonanie, że to banda bezwartościowych ludzi, a on, „wielki biznesmen”, jest po prostu chodzącym ideałem. Szlag mnie trafiał, jak słyszałam takie słowa z jego ust, ale cierpliwie czekałam, aż ostudzi się w nim krytyka pod adresem innych ludzi.
Nie był to czas ani miejsce na dyskusję „kto ma rację”. Nie wróciliśmy już do hotelu. Musieliśmy zgłosić się do odprawy celnej…
CDN

8 Komentarze

  1. Alicja pisze:

    Podziwiam cię Beatko…
    Ile jest w tobie cierpliwości… i mądrości życiowej… pozazdrość ..
    Mimo wszystko czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy….
    Melodramat…
    pozdrawiam…

  2. admin pisze:

    Będzie jeszcze dużo części i myślę, że przyspieszę tempo oczywiście jeżeli otrzymam wolną przestrzeń dla samej siebie bo właśnie pojawiła się w moim życiu Pani polonistka, która bardzo chętnie zrobi korektę gramatyczną moich wpisów a ja nie będę musiała tracić mnóstwo czasu na czytanie wielokrotnie jednego tekstu co chwilę poprawiając go nie będąc profesjonalistką w tej dziedzinie.
    Pozdrawiam cieplutko.

  3. admin pisze:

    Dziękuję

  4. Swietny blog 🙂 duzo w nim humoru i dystansu, ktory bardzo lubie 😉 Pozdrawiam Cie cieplo i zycze udanego tygodnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.