kwiaty
Życzenia urodzinowe z okazji urodzin dla Moniki
Październik 3, 2014
ksiązka
Dlaczego postanowiłam zapisać elektronicznie Historię jednego związku?
Październik 12, 2014
Pokaż wszystkie

Złota obrączka symbol naszego związku – cz.29

białe złoto

Weszliśmy do środka wynajętego apartamentu. Po chwili ktoś z obsługi hotelowej przyniósł nam szampana i butelkę whisky oraz małą przekąskę zamówioną w trybie niemalże natychmiastowym przez mojego męża. Zaskakując mnie jednocześnie tym faktem.
Usiedliśmy w fotelach. Rozejrzałam się wokół siebie. Duży przestronny salon z gustownie dobranymi elementami… Zapalone świece, przyciemnione światło oraz muzyka w tle współgrały ze sobą znakomicie, tworząc harmonijną, romantyczną atmosferę wymarzoną dla dwojga.
Nie czekał zbyt długo, szybko otworzył szampana i wypełnił nim po brzegi nasze kieliszki. Mimo panującego nastroju nie składaliśmy sobie żadnych obietnic i nie wznosiliśmy tradycyjnych toastów. Wypił swoją zawartość jednym tchem i otworzył whisky. Nie był zwolennikiem napojów musujących, zamówił go z myślą o mnie, sam wolał mocniejszy trunek.
Po kilku „głębszych” nabrał odwagi do rozmowy, zresztą zawsze tak robił, nie potrafił na trzeźwo wyrażać swoich myśli zbyt głośno, jakby się czegoś obawiał.
Mówił o tym, że naprawdę chciał coś zmienić w swoim życiu i wierzył w to, że ta wszywka to dobry początek. Nie zgodził się tylko dlatego, że zamierzał od czasu do czasu coś wypić.
Wcale się nie zdziwiłam, że miał takie, a nie inne podejście do zabiegu. Pomyślałam nawet, że robił to dla świętego spokoju, ze względu na mnie. Bym wreszcie przestała nalegać i mówić w kółko o tym samym.
Jego nocny tryb życia, tzw. rzekome spotkania biznesowe, jak tłumaczył po przyjściu do domu, przeciągające się nieraz do białego rana, które tak naprawdę zamieniały się w klubowe spotkania spędzane w towarzystwie kobiet, o czym dowiedziałam się później, zupełnie przypadkiem, wykluczały niestety całkowitą abstynencję. Po raz kolejny, tym razem w fotelu hotelowym zdałam sobie sprawę, że to ja chciałam, aby mąż przestał regularnie pić alkohol, a nie on sam…
Za oknem zaczynało powoli świtać, w mojej głowie zresztą też. Zaczynałam zdawać sobie sprawę z tego, że droga, którą szłam, była błędna, tak jak i błędne było postrzeganie przeze mnie rzeczywistości, w której się znajdowałam każdego dnia.
Tego wieczoru coraz częściej wracały do mnie słowa wróżki „nie jesteś odpowiedzialna za to, co robi twój facet i pomimo tego, że macie razem dzieci, to jest jego życie i on jest za nie odpowiedzialny, a nie ty”. Budziłam się z głębokiego snu.
Kobieta, u której byłam na sesji, nie tylko świadczyła usługi karciane, ale od lat zajmowała się i nadal zajmuje psychologią. Prowadzi wszelakie warsztaty i spotkania. Choć sama ukończyła medycynę, zdecydowała się pomagać ludziom w wybrany przez siebie sposób, stąd karty i rozmowa o tym, co symbolizują. Wiedziała jednak dobrze, że przepowiednia nie jest mi do niczego potrzebna, i tak z wróżki zmieniła się w psychologa.
Opróżniałam kieliszek jeden za drugim, nie wiem, co we mnie wstąpiło. Zapewne chciałam się upić i pójść spać, aby choć na chwilę przestać o wszystkim myśleć.
Bąbelki zaczęły szumieć mi w głowie, nie musiałam długo pracować na taki stan własnego samopoczucia: zmęczenie i brak apetytu wykonały zadanie perfekcyjnie. Zaczęłam zadawać mu coraz więcej pytań, na które dostawałam niekompletne odpowiedzi, co zaczynało wyzwalać we mnie pokłady niezadowolenia i złości. Czułam, że nie jest ze mną do końca szczery i perfidnie mnie okłamuje.
Pytałam wtedy o spotkania biznesowe, które wydawały mi się zbyt częste i które nie wnosiły żadnych zmian w naszych dochodach, jakie mieliśmy każdego miesiąca. Pytałam o kobiety, temat, który mnie intrygował już od dawna i na dodatek karty też o tym wspomniały.
Niestety, moje podchwytliwie konstruowane pytania nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Czego ja się wtedy spodziewałam, nie mam pojęcia, było to przecież do przewidzenia, że nie będzie mi się zwierzał z przygodnego seksu.
Zamiast odpuścić, bo nasza dyskusja i tak zmierzała donikąd, świadomie podkręcałam niemiłą już atmosferę. Nie wiem, co chciałam wtedy osiągnąć.
Patrząc na to po latach, rozumiem, że zachowałam się jak niedojrzała emocjonalnie gówniara.
Wiedziałam tylko jedno. To, co zrobię za chwilę, nie będzie zgodne z moim charakterem, ale na pewno w stu procentach zrobi to na nim duże wrażenie. Dawałam wiarę temu, że coś w nim pęknie i sam się zmieni, że mój pomysł czekający na realizację jest słuszny, uzasadniony i będzie wysoce skuteczny.
Skoro słowa i błagania nie pomagały, myślałam, że w taki sposób dam mu do zrozumienia, że wszystko się kiedyś kończy i że zauważy, że ja też mam serdecznie dość takiego życia razem.
Liczyłam w głębi duszy, że się wreszcie obudzi z obawy, aby mnie na zawsze nie stracić i zacznie nad sobą pracować.
Kiedy nasza rozmowa nie była już rozmową, tylko rozpamiętywaniem przeżytych lat, wypominaniem i oskarżaniem siebie nawzajem, rozdrapywaniem wszystkich ran, uznałam, że nadszedł odpowiedni moment na zrealizowanie mojego szybkiego planu, wymyślonego na poczekaniu.
Zdjęłam złotą obrączkę, którą on włożył mi na palec w Pakistanie w obecności najbliższej rodziny i rzuciłam nią z całej siły o podłogę, po czym wstałam z fotela i szybkim krokiem udałam się w stronę drzwi wyjściowych. Zupełnie zaskoczony moim zachowaniem, czego się spodziewałam, krzyknął za mną kilka razy, abym została.
Nie zatrzymałam się nawet na moment, na dodatek zamanifestowałam swoje niezadowolenie dość głośnym trzaśnięciem drzwiami, po czym szybko zbiegłam po schodach.
Wyszłam z hotelu. Zdawałam sobie sprawę, że zostawiłam go samego w obcym państwie i mieście, którego sama nie znałam. Moim plusem był język ojczysty, on natomiast musiał sobie radzić w języku angielskim. Nie miał nawet kartki z adresem, fakt, nie było daleko. Hotel był położony w pobliżu mieszkania cioci, ale można było łatwo pomylić kręte ulice.
Szłam szybkim krokiem. W tamtym momencie było mi zupełnie obojętne, czy mąż trafi, jak będzie chciał wrócić, czy nie.
Idąc w półmroku uliczkami, analizowałam moje zachowanie, zastanawiając się, czy dobrze zrobiłam, rzucając obrączką. Sama zepsułam zapowiadający się romantycznie wieczór. Złość, a zarazem żal, również wracały ze mną do domu. Rozmawiałam sama ze sobą. Czy powinnam dalej ciągnąć ten związek? Który i tak już od dawna nie był prawdziwym związkiem, a raczej jego fikcją.
Nie pamiętałam drogi, którą szłam, ani, jak długo szłam, ale udało mi się jakoś bez problemu dotrzeć do domu. Ciocia otworzyła mi drzwi ze zdziwioną miną, z jej wzroku wpatrzonego we mnie wyczytałam zaskoczenie, a zarazem niepokój. Pytała, dlaczego wróciłam i na dodatek sama, uświadamiając mi przy okazji, że to niebezpieczne spacerować samej kobiecie skoro świt.
Nie chciałam niczego tłumaczyć. Zrobiło mi się głupio i wstyd za nas oboje. Przeprosiłam za zbyt wczesną porę i położyłam się spać.
Gościliśmy u cioci razem po raz pierwszy. Znała mojego męża tylko z opowiadań, które nie były do końca szczere z mojej strony. Dużo z jego zachowania ukrywałam przed bliskimi. Zwyczajnie grałam, że jesteśmy perfekcyjnym związkiem, a jego problem alkoholowy tłumaczyłam, że sobie nie radzi i bardzo chciałby to zmienić. Nie zauważając przy tym istotnej sprawy, dotyczącej samej mnie, że to ja sobie nie radziłam z czymś takim i to ja miałam gdzieś głęboko w podświadomości ukrytą chęć na zmianę życia, jakie prowadziłam, nie on.
Dziś wiem, że oszukiwałam samą siebie, a nie moich bliskich, broniąc go na każdym kroku i usprawiedliwiając przy każdej niekomfortowej sytuacji. Wmawiałam sobie coś, co nie istniało, i próbowałam w to wierzyć. Dziś sama potępiam swoje zachowanie z tamtego wieczoru.
Zdążyłam się lekko zdrzemnąć, kiedy wybudził mnie dzwonek do drzwi. Po chwili dotarło do mnie, że jestem u cioci.
Szybkim krokiem udałam się w stronę korytarza, by otworzyć.
Stał w progu, patrząc z dziwnym politowaniem. Po chwili wysunął rękę w moim kierunku, po czym przeniósł wzrok na wewnętrzną część swojej dłoni, w której leżała moja ślubna obrączka z białego złota wysadzana diamentami.
— Długo musiałem jej szukać!
W jego oczach widać było zmęczenie i żal.
Nic nie odpowiedziałam.
Wszedł do pokoju i położył ją na stole. Nie omieszkał skomentować swojego rozczarowania względem mnie, że tak się nie robi, że go zawiodłam, on chciał, aby było miło, a ja wszystko zepsułam i na dodatek rzuciłam symbolem naszego związku…
Nie było mi z tego powodu przykro, w duchu tylko cieszyłam się, że trafił do domu. W przeciwnym razie musiałabym pić kawę w drodze do hotelu, w którym się zameldowaliśmy, aby sprawdzić, czy dalej tam jest, czy może już zdążył pomylić ulice w drodze powrotnej.
Kochałam go i pomimo tego, że czułam się pokrzywdzona i zraniona uczuciowo z jego powodu, to i tak się o niego martwiłam. Taka babska troskliwość.
Oczywiście odebrał moje zachowanie zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Zwyczajnie próbował obarczyć mnie poczuciem winy za nieudany wieczór. W ogóle nie przyszło mu na myśl, że problem może tkwić w nim i warto, by to on sam przyjrzał się sobie z bliska, a dopiero potem wysnuwał wnioski. Cofając się choć trochę myślami, zwróciłby może wtedy uwagę na to, jak się zachowuje i jakie życie prowadzi. Podsumowując krótko, on zwyczajnie nie miał sobie nic do zarzucenia i nie widział w tym swojej winy.
Tego dnia niewiele rozmawialiśmy. Udawał przygnębionego, że rzuciłam obrączką, ja natomiast nie miałam zamiaru za nic przepraszać. Gdyby był normalnym, szanującym mnie facetem, taka sytuacja nie zdarzyłaby się…
Wróciłam z zakupów. Od razu zajęłam się pakowaniem do walizki wszystkiego, co kupiłam dla nas i dzieci, on natomiast zatapiał swoje smutki w szkockiej z pilotem w ręku.
Następnego dnia mieliśmy lot powrotny. Zanim jeszcze opuściliśmy Polskę, nieźle najadłam się wstydu z jego powodu, o mały włos nie wpuściliby nas na pokład samolotu…
CDN

10 Komentarze

  1. Roksana pisze:

    Moj ma ten sam problem nie widzi swojego bledu zawsze to moja wina albo ja mu nie okazuje szacunku a on przeciez nic zlego nie robi.Chyba to tez taka mentalnosc pakistanczykow.

    • admin pisze:

      Nie wiem czy to mentalność, bardziej bym obstawiała charakter, albo Ty w sposób niezrozumiały dla niego przekazujesz mu swoje poglądy, choć dla ciebie są jasne i oczywiste. Umówmy się, Ty i on to dwa różne światy, zresztą większość facetów tak ma, Twoje zadanie polega na tym, abyś nie dała się wkręcać w poczucie winy i nie brała wszystkiego na siebie i do serca.
      Pozdrawiam

  2. ewa.B. pisze:

    jestes godna podziwu.ja tez zyje z pakistanczykiem juz wiele lat I jest to jak achterbahn. wzloty i upadki.

  3. Anna pisze:

    Prooooooooszę o więcej!!!!

  4. admin pisze:

    Będzie więcej, ale potrzebuję trochę czasu, dni tak szybko lecą.
    Pozdrawiam.

  5. eviaczek pisze:

    Historia nie do pozazdroszczenia. W sumie dobry material na ksiazke. Nie zastanawialas sie nad wydaniem tego, np w formie pamietnika? Czekam na dalszy ciag.

  6. admin pisze:

    Dzięki za podpowiedz, myślałam o książce ale skoro postanowiłam to opisać w internecie to już chyba trochę za późno na wydanie książki, chyba że pojawił by się ktoś, co by zajął się tym za mnie, bo mi osobiście brak czasu na szukanie wydawnictwa, polonisty itp. Choć kto wie, co wydarzy się jutro !?.
    Pozdrawiam cieplutko.

  7. Bardzo ciekawa historia. Kto wie, może znajdzie się ktoś chętny, kto ją wyda 🙂

  8. Anna pisze:

    Ja jestem polonistką i właśnie chciałam Ci zaproponować korektę, bo szkoda, żeby tak fantastyczną pod względem merytorycznym opowieść psuły błędy. Masz świetny styl. Napisz do mnie maila. Pomogę. 🙂

  9. admin pisze:

    Bardzo chętnie skorzystam z propozycji już dawno chodziło mi po głowie żeby kogoś poszukać do korekty mojego tekstu.
    Zdaję sobie sprawę, że błędów jest mnóstwo.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.