nadzieja
Dla Mamy
Październik 28, 2014
smutek
Wstyd który wydawał się nie mieć końca – cz.31
Listopad 13, 2014
Pokaż wszystkie

Nieplanowana noc we dwoje – cz.30

światło

Pożegnaliśmy się z rodziną i wsiedliśmy do pociągu. Napięta sytuacja po wydarzeniach hotelowej nocy całkowicie się rozluźniła. Choć było mi jeszcze trochę przykro, że nie zrozumiał mojego przekazu związanego z obrączką, nie wracałam już więcej do tego tematu.
Zawsze zbyt szybko mu wybaczałam, a złe wspomnienia szufladkowałam gdzieś głęboko w mojej pamięci. Uważałam, że nie ma sensu mówić o czymś, co i tak nie jest zrozumiałe w jego pojmowaniu i nawet jakbym zdemolowała cały pokój, uznałby zapewne, że zwariowałam, i zamiast zapytać mnie, co się stało i jaki jest tego powód, wykręciłby numer po ambulans, prosząc o kaftan bezpieczeństwa dla mnie.
On również tego poranka sprawiał wrażenie zrelaksowanego. Wyjątkowo dopisywał mu humor.
Podróż do Warszawy minęła dość miło, nawet znaleźliśmy wspólny język. Cieszyłam się każdą chwilą, kiedy mogłam spędzać czas przy jego boku. Na co dzień w domu nie miałam zbyt wielu okazji. Nie pamiętałam już, kiedy razem piliśmy poranną kawę. Przyczyna była prosta, wstawałam dużo wcześniej od niego i szłam do pracy, a kiedy wracałam, jego nie było w domu. W weekendy natomiast widziałam go rano jak spał, a kiedy już się obudził, brał prysznic i wychodził do pracy.
Prywatny biznes rządził się własnymi prawami, więc nie miał wolnych weekendów. Bardzo rzadko robił sobie wolne, ale i tak nie spędzał tego czasu ze mną i dziećmi, jak wspominałam wcześniej.
Nawet kiedy nadchodziły jego święta, a ja chciałam je wtedy obchodzić razem z nim, coś wspólnie zaplanować, przygotować świąteczny posiłek, dać mu odczuć, że szanuję jego tradycje, aktywnie uczestnicząc we wszystkich uroczystościach, on jednak tego unikał, jak umiał najlepiej.
Choć sam twierdził, że rodzinne święta powinno się spędzać w gronie rodziny, jego poglądy na ten temat były tylko pustymi słowami rzucanymi na wiatr. Zamiast z nami, wolał spędzać je razem z kolegami.
Brakowało mi jego obecności i ten mój niedosyt powodował u mnie różne stany emocjonalne. Niekiedy ni stąd, ni zowąd wybuchałam nieokreśloną złością, co w większości odbijało się na dzieciach, potrafiłam czepiać się o nic, zupełnie bez uzasadnionej przyczyny.
Sama siebie nie poznawałam. W pracy byłam radosna, pełna życia, z każdym potrafiłam nawiązać dobry kontakt. W domu zaś smutna, zamyślona, wiecznie czekająca na swojego „pana i władcę” z nadzieją na lepsze jutro.
Podróż pociągiem dobiegła końca. Wyszliśmy ze stacji kolejowej i wsiedliśmy do taksówki, która miała nas zawieźć prosto na nasze docelowe lotnisko.
Do odlotu mieliśmy jeszcze sporo czasu. W taksówce jednogłośnie stwierdziliśmy, że moglibyśmy coś zjeść przed wejściem na lotnisko. Wizja kilku godzin oczekiwania na odprawę nie wyglądała zbyt zachęcająco. Zza okna samochodu zauważyliśmy hotelowy taras. Zgodnie uznaliśmy to miejsce za odpowiednie na chwilowy przystanek. Poprosiłam taksówkarza, aby się zatrzymał, krótko wyjaśniając panu kierowcy, dlaczego zmieniliśmy plany co do trasy.
Weszliśmy za ogrodzenie należące do hotelu i usiedliśmy pod parasolem. Tego dnia było bardzo słonecznie, aż chciało się posiedzieć na zewnątrz. Ciepłe powietrze oraz wiosenne promienie słońca dawały odczuć zbliżające się wielkimi krokami lato. Po ostatnich wydarzeniach, jakie miały miejsce u cioci w jej mieście, nie miałam czasu, aby nacieszyć się piękną pogodą, jaka towarzyszyła nam w czasie całego naszego pobytu.
Znalazł się wreszcie moment, niedaleko Okęcia, aby na chwilę „zatrzymać się” i odetchnąć. Przynajmniej ja odczuwałam taką potrzebę. Musiałam zwyczajnie odpocząć.
Z oddali widać było wznoszące się i lądujące samoloty. Mogłabym tak siedzieć i patrzeć godzinami jak startują, bardzo lubiłam i nadal lubię przyglądać się tym metalowym, podniebnym,
olbrzymich rozmiarów ptakom.
Z menu wybraliśmy to, co chcieliśmy zjeść, oczywiście nie obyło się bez mocniejszego drinka dla mojego męża. Nie bardzo podobał mi się ten pomysł. Za niedługo mieliśmy lot, a ja w związku z tym obawy, że mąż zapewne nie poprzestanie na jednym zamówieniu czegoś mocniejszego, a jeśli celnicy wyczują od niego alkohol, samolot odleci bez nas.
Upierał się stanowczo, tłumacząc, że to na poprawę samopoczucia. Nie chciałam się kłócić, wiedziałam, że już podjął decyzję i jej nie zmieni, a moja uporczywość tylko spowoduje niemiłą atmosferę między nami, czego bardzo chciałam uniknąć. Emocji miałam aż nadto ostatnimi dniami.
Tego popołudnia siedzieliśmy w restauracji hotelowej i było tak, jak za dawnych lat, kiedy się tylko poznaliśmy. Często wychodziliśmy razem coś zjeść do momentu, kiedy urodziło się nam drugie dziecko. Zawsze miło wspominam ten czas.
Uśmiechaliśmy się do siebie, plotkowaliśmy, z odrobiną humoru wspominaliśmy komiczne sytuacje z przeszłości. Energie, jakie nam towarzyszyły, płynęły niewidzialnym strumieniem, niczym nie zakłócane, wyjątkowe i bardzo pozytywne. Zupełne przeciwieństwo feralnej hotelowej nocy. Nie chciałam, żeby czar prysł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… Pragnęłam zatrzymać te chwile na dłużej.
Wskazówki zegara poruszały się do przodu szybko, podczas gdy my siedzieliśmy wtuleni w siebie, zapominając o całym świecie. Nieubłaganie dużymi krokami zbliżał się czas, by kończyć romantyczne popołudnie i ruszać w stronę lotniska. Kiedy nagle on zapytał mnie zupełnie niespodziewanie:
— Co myślisz o tym, abyśmy zostali tutaj jedną noc?
— Nie wiem?! Naprawdę nie wiem.
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie potrafiłam udzielić konkretnej odpowiedzi. Od razu w mojej głowie pojawiło się wiele argumentów za i przeciw.
Fajnie byłoby pobyć ze sobą trochę dłużej. Dawno nie byliśmy tak blisko siebie, jak tego dnia, zupełnie sami, bez telewizji, Internetu. Żadne z dzieci nie przeszkodziło nam w rozmowie, żadne z nas nigdzie się nie wybierało. Jednym słowem, byliśmy skazani na swoje towarzystwo i było nam z tym dobrze.
Kiedy jedna połówka mnie akceptowała spontaniczny pomysł mojego męża i gotowa była przyłączyć się do jego realizacji, druga uporczywie podsuwała myśli sprzeczne, zarzucając mi brak rozwagi, wręcz krytykując mnie. Szeptała mi do ucha, że skoro umówiłam się z niania dziś przed północą, to powinnam się z tego wywiązać. W dodatku dzieci czekają!!!
Moja krytyczna strona była zdecydowanie na „nie” i zaczęła zasypywać mnie negatywnymi spostrzeżeniami, aby wywołać we mnie poczucie winy, podczas gdy ja tylko chciałam pobyć z kimś, kogo kocham. Czy to tak dużo?! — zadawałam sobie pytanie. Dzieci były pod dobrą opieką, a moja przyjaciółka i tak nie miała planów na następny dzień.
Słońce pomału zaczynało chować się za horyzont. Kiedy on spoglądał nerwowo na zegarek, ja nadal walczyłam sama ze sobą, jak zwykle, kiedy nie było wyboru pomiędzy.
— Co robimy?!
Milczałam jeszcze przez chwilę. On patrzył na mnie i też nic nie mówił, czekał.
Choć moje opory nie do końca poniosły klęskę w „bitwie myśli”, kto ma rację, zdecydowanie odpowiedziałam:
— Zostajemy!!!
Nie wiedziałam, co się ze mną wtedy działo. Chyba bardzo brakowało mi bliskości mojego mężczyzny, że zgodziłam się na ten wariacki pomysł.
Mąż, słysząc pozytywną odpowiedź z moich ust, uśmiechnął się serdecznie. Widać po nim było, że moja decyzja bardzo go ucieszyła, że wreszcie okazałam się spontaniczna.
— Dzwonię do mojego brata! Niech przebukuje nam bilety na jutro! Obojętnie, na którą godzinę.
Dopiął swego, lot mieliśmy następnego dnia wieczorem. Pozostał tylko telefon do opiekunki, którego numer wykręcałam z wielkimi oporami. Wiedziałam, że zaraz skłamię, a nie powinnam.
Zachowałam się wtedy jak niedojrzała dziewczyna, zupełnie nie wiem dlaczego. Nie chciałam jej powiedzieć prawdy.
Była wyrozumiałą kobietą i zapewne nie skrytykowałaby mojej decyzji.
Pomimo tego, że moja historyjka miała prawo być wiarygodna, moje starania okazały się próżne, bo ona i tak mi nie uwierzyła, że nie zdążyliśmy na samolot.
Znała mnie od dawna i doskonale wiedziała, że taka sytuacja w moim przypadku nie miałaby miejsca, a jeżeli by do tego doszło, otrzymałaby telefon ode mnie o wiele wcześniej.
Cholernie było mi głupio, postawiłam ją przed faktem dokonanym, stało się i niczego nie mogłam już cofnąć, samolot odleciał bez nas na pokładzie…
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.