pudełko
Dla Gabrysi
Listopad 23, 2014
pauza
Długo wyczekiwana emocjonalna pauza – cz.34
Grudzień 13, 2014
Pokaż wszystkie

Tak bardzo długo wyczekiwany lot – cz.33

samolot

Wiele bym wtedy dała, by zniknął, ale on wciąż był obecny. Był tuż obok. Siedział na skwerku i coś mamrotał pod nosem. Nie chciałam nawet wsłuchiwać się w jego słowa i tak nie miał nic konkretnego do powiedzenia.
Dyskutował sam ze sobą, ja natomiast stałam kilka kroków dalej i wręcz bałam się go zapytać, kiedy raczy się podnieść i ruszyć w kierunku drzwi wejściowych lotniska.
W końcu zdobyłam się na odwagę i wydusiłam z siebie kilka przemyślanych na szybko słów:
— Zostajesz czy lecisz ze mną?
Przerwał swój monolog wewnętrzny i spojrzał na mnie. Odniosłam wrażenie, że nie dosłyszał. Powtórzyłam pytanie jeszcze raz. Po dłuższej chwili milczenia chyba dotarły do niego moje ze strachem wypowiadane słowa.
W końcu wstał i ruszył w moim kierunku, a raczej za mną.
Unikałam jego wzroku jak tylko się dało, aby od nowa nie zaczął przede mną odstawiać tanich teatrzyków, które niestety bardzo pobudzały moje emocje. Weszliśmy do środka terminala.
Serce biło mi jak szalone. Modliłam się, by znowu swoim kompromitującym zachowaniem nie ośmieszył nas oboje i tak na odległość było czuć od niego alkohol, co zmniejszało jego szanse wejścia na pokład.
Modlitwy moje zostały wysłuchane…
Odprawa ku mojemu zdziwieniu odbyła się nienagannie, choć wzrok ochrony dawał wiele do myślenia i stawiał pod wielkim znakiem zapytania jego wejście na pokład…
Odniosłam wrażenie, jakby dostał przez chwilę przebłysku świadomości, że powinien zachowywać się jak na człowieka przystało w miejscu publicznym. Wiele zależało w tym momencie od niego, czy zostanie wpuszczony na pokład samolotu w stanie wskazującym, czy też nie. Jednak miał farta. Przeszedł kontrolę pozytywnie. Ale kiedy już znalazł się na pokładzie, znowu zaczęło mu odbijać. Nie usiadł obok mnie, ale w rzędzie przede mną, gdzie było jedno wolne miejsce. Zapewne sądził, że zrobi mi na złość takim zachowaniem. Niestety nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie, jego głupi pomysł nawet mi się spodobał. Przynajmniej nie musiałam wdychać alkoholu wydobywającego się z jego ust. Poparłam jego decyzję.
Samolot wystartował.
To tylko półtorej godziny rejsu i później niech robi, co chce! — pomyślałam zmęczona całodziennym czuwaniem.
W trakcie samego lotu próbował zaczepiać pasażerów, nawet stewardessa zwróciła mu uwagę.
Co jakiś czas odwracał się w moim kierunku i z demoniczną twarzą pełną nienawiści wymawiał obraźliwe słowa kierowane pod moim adresem.
Udawałam senną, ze stoickim spokojem dawałam mu do zrozumienia, że nie słyszę, co do mnie mówi, ale wewnątrz mnie dosłownie wszystko się gotowało. Gdybym tylko mogła, udusiłabym go własnymi rękoma i nawet łza nie pociekłaby mi po policzku, tyle było we mnie żalu oraz nienawiści do niego. Widząc moją obojętność i brak reakcji na jego obelgi, wreszcie odpuścił i w końcu zasnął. Odetchnęłam z ulgą…
Dolecieliśmy na miejsce. Wszyscy pasażerowie zaczęli opuszczać pomału pokład samolotu.
— Pora wstawać! Wylądowaliśmy! — powiedziałam, lekko potrząsając go za ramię.
Obudził się, wydawał się lekko zdezorientowany tym, co się dzieje. Rozejrzał się wokół siebie, przecierając oczy. Po chwili wstał i bez słowa ruszył w kierunku wyjścia. Teraz niech robi, co chce! Krzyczy! Ubliża! Kopie, w co popadnie. Nie obchodzi mnie to!!!
Znaleźliśmy się w kraju, w którym on był pełnoprawnym obywatelem i jeżeli aresztowaliby go, nie zaprzeczę, zapewne byłoby mi raczej przykro. Nie miałam serca z kamienia i nadal go nie mam, a on niestety nie był mi do końca obojętny, ale tym razem zdecydowanie nie reagowałabym aż tak emocjonalnie. Zwyczajnie byłam tym wszystkim bardzo zmęczona i na pewno nie broniłabym go przed tutejszą policją.
Noc w areszcie dobrze by mu zrobiła i do domu miałby niedaleko. Co innego w przypadku aresztu w Polsce. Wtedy musiałabym zapewne nocować na lotnisku, czekając na niego. Jednym słowem, miałam go serdecznie dość, najchętniej posłałabym go do diabła…
On natomiast, ku mojemu zdziwieniu, zachowywał się jakby nic się nie stało. Opanowany, lekko zamyślony, szedł w wyznaczonym kierunku. Zniknęło całe cwaniactwo, ucichły obelgi kierowane do mnie. W wielkim skrócie: wsiadłam do samolotu z rozwścieczonym, bez granic moralności człowiekiem, a wysiadłam z kimś zupełnie innym, spokojnym, uśmiechniętym, od którego kultura biła na odległość. Aż nie dowierzałam.
Lot nie był aż tak długi, aby on miał czas całkowicie wytrzeźwieć, a mimo tego potrafił się zachować, kiedy odbieraliśmy nasz bagaż i w drodze do domu. Byłam mocno zdezorientowana, już nie ogarniałam w swoim umyśle jego zachowania…
— Jak tylko wejdziemy do domu, urządzę mu piekło, jakiego
jeszcze nigdy nie doświadczył z mojej strony!!! — Powtarzałam w kółko te same słowa.
Obiecywałam sobie przez całą naszą podróż, że nie daruję mu tego, jak się zachowywał, i z pewnością nie ujdzie mu to na sucho i że teraz ja zamienię się w bestię. Gdy otworzyłam drzwi, przywitała nas tylko przyjaciółka. Dzieci już spały w swoich łóżeczkach.
Niestety, kiedy tylko przekroczyliśmy próg domu, czułam się już na tyle zmęczona, że nie chciałam wracać do przeszłości sprzed kilkunastu godzin. W dodatku nie chciałam obudzić dziewczynek. Postanowiłam odłożyć rozmowę na później.
Rano w kilku zdaniach skomentowałam jego zachowanie z pobytu w Polsce, odświeżając minione wydarzenia. Popatrzył na mnie jak na wariatkę, odwrócił się na pięcie i bez słowa wyszedł do pracy.
Nie wiem, czy było mu głupio, może nawet miał wyrzuty sumienia, albo zwyczajnie niczego nie pamiętał. Być może było mu obojętne to, jak się zaprezentował w Polsce, i w jego ocenie nie czuł się z tego powodu winny. Obstawiać można było dosłownie wszystko… To jak zgaduj zgadula.
Coś we mnie pękło, coś się wypaliło. Byłam zmęczona i pomimo tego, że miałam niedosyt, bo nie otrzymałam od niego żadnej odpowiedzi, tylko widok zbitego psa z podkulonymi uszami, nie kontynuowałam już tej rozmowy, kiedy wrócił wieczorem do domu. Sama myśl wywoływała we mnie toksyczne emocje.
Zastanawiało mnie tylko jedno i często zadawałam sobie to pytanie, bo nie dawało mi spokoju.
Dlaczego cały organizator spotkania o puchar w szermierce mimo tego, że nie byliśmy zaproszonymi gośćmi, poświęcił nam sporo uwagi, co wyraźnie dało się odczuć podczas trwających w owym czasie zawodów…
Dopiero rok później otrzymałam odpowiedź na moje pytanie w rozmowie telefonicznej, która brzmiała następująco:
— Widziałem w twoich oczach ogromny strach i niepewność! Sam nie wiem, dlaczego postanowiłem ci pomóc? Widziałem jak zachowywał się twój partner w stosunku do ciebie!!! A ja nie lubię, jak lekceważy się kobiety…
Byłam pozytywnie zaskoczona, a nawet towarzyszył mi lekki szok. Obcy dla mnie człowiek, nie dość, że zadzwonił sam z pytaniem, co u nas, jak żyjemy, to jeszcze cały czas miał mój numer telefonu i nie zapomniał.
Wymieniliśmy się wtedy numerami na wypadek, gdybym miała problemy na lotnisku z moim nie do końca przytomnym partnerem i potrzebowała pomocy.
Otrzymałam ją, chociaż nie prosiłam, i za każdym razem będę mu bardzo wdzięczna.
Kiedy wszystko było jasne i nie miałam więcej pytań, pozostawała w mojej głowie tylko jedna myśl: jakaś niewidzialna siła na górze pozwoliła mi na chwilę odetchnąć, zsyłając taki, a nie inny przebieg wydarzeń.
Minęło zaledwie kilka dni od naszego powrotu z Polski.
Pewnego wieczoru mąż wrócił po pracy do domu, ku mojemu zdziwieniu wcześniej niż zwykle. Usiadł w jadalni i sprawiał wrażenie nieobecnego.
— Co się stało?
— Dziwne??? Muszę natychmiast lecieć do Pakistanu.
— Dlaczego? — Ze zdziwioną miną patrzyłam na niego.
— Brat chce sprzedać sklep i potrzebny jest mój podpis? Ale ja niczego nie podpisywałem przy zakupie tej nieruchomości?!
Nic z tego nie rozumiem?!…
CDN

5 Komentarze

  1. annanas1 pisze:

    Moja droga, czekam z niecierpliwoscia. wiem, ze To jeszcze dluga droga, ale chce w koncu doczytac jak doszla Pani do momentu DOSYC, do momentu zadbania o siebie, swoje i dzieci szczescie.

  2. admin pisze:

    Ja również chciałabym znaleźć się w miejscu teraźniejszym mojej opowieści ale co mam poradzić ciągle coś lub ktoś odrywa mnie od pisania staram się jak mogę, moje zbyt długie przerwy też działają na mnie niezbyt korzystnie.
    Proszę o cierpliwość jeszcze trochę rozdziałów będzie zanim powiem „dość” ale i tak historia się na tym nie kończy.Pozdrawiam.

  3. annanas1 pisze:

    No I tutaj wlasciwie wyjasnil sie tytul poprzedniej czesci. Aniol wybawienia, faktycznie. Dobrze, ze stanal na Pani drodze. Niby tak niewiele zrobil, a ile to znaczylo.

  4. kasia 7925 pisze:

    wspaniałe,czyta się jednym tchem i czekam jak inni na dalszą część,pozdrawiam serdecznie autorkę 🙂

  5. admin pisze:

    Dziękuję a miły komentarz, piszą się następne części, piszą, własnie wkleiłam kolejną. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.