wzrok
Rozstanie z dziećmi bardzo bolało- cz.4
Maj 23, 2014
światło
Pozostała tylko modlitwa o sukces – cz.6
Maj 27, 2014
Pokaż wszystkie

Kierunek Pakistan to droga po własne dzieci – cz.5

lądowanie

Spotkałam się z detektywem i zaczęłam żyć nadzieją. Byłam gotowa zrobić wszystko- nawet skoczyć w ogień.
Wyjazd do Pakistanu odbierałam jak puste słowa. Nie docierała do mnie myśl, że za kilka dni już tam będę. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie może spotkać.
– Czy wrócę z dziećmi? Co jeśli ich tam nie ma? Gdzie wtedy szukać? A co jeśli nie uda się plan?
Byłam gotowa zostać tam dla nich, i nadal być jego żoną, jeśli rodzina w ogóle zaakceptowałaby mnie i zgodziliby się, żebym z nimi zamieszkała.
Tysiące pytań kłębiło się w mojej głowie, a co ciekawsze- były to pytania bez odpowiedzi.
Odwiedziłam nawet Pakistańską ambasadę z pytaniem, jakim cudem można wpisać dzieci w paszport partnera bez mojej zgody? Nie potrafili odpowiedzieć, jak to się stało. No cóż, pieniądze robią swoje. Nikt się nie przyznał. Okazali tylko zdziwienie, po czym odnotowali całe zdarzenie i to wszystko, co mogli dla mnie zrobić.
Zbliżał się dzień wylotu. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałam na lotnisko. Czekała tam już na mnie pracownica detektywa, która leciała ze mną. Na początek zrobiło się małe zamieszanie. Nie pamiętam już dziś szczegółów, ale miałyśmy problem z samolotem.
– Coś idzie nie tak, ale mówią, że jak na początku są przeszkody, to później wszystko kończy się dobrze- pomyślałam.
Samolot wystartował. Po raz pierwszy leciałam do Azji, lot był długi. To nowe doświadczenie. W samolocie nawiązałam rozmowę z Amerykaninem, który służył w armii i został oddelegowany z misją do Iraku. Pokazywał mi zdjęcie swojej żony i dzieci mówiąc mi, że już za nimi tęskni. Nic nie odpowiedziałam. Jego słowa ścisnęły mnie bardzo mocno za serce.
Przystanek w Kuwejcie. Chwilę czekałyśmy na przesiadkę. Zupełnie obcy język, kultura, krajobrazy. Z minuty na minutę byłam coraz bliżej celu.
Gdy wylądowałyśmy w Islamabadzie, ogarnął mnie stoicki spokój.
– Jestem już prawie na miejscu- westchnęłam głęboko. Nie lubiłam za bardzo podróżować samolotami.
Wzięłyśmy taksówkę i po godzinie byłyśmy w hotelu w mieście, gdzie mieszkał mój parter, a wraz z nim, nasze dzieci. Nie mogłam się już doczekać odnalezienia adresu, pod którym mieszkają. Wzięłam szybki prysznic, włożyłam na siebie tradycyjne sari, którą kupiłam w przydrożnym sklepie. Wypaliłam ostatniego papierosa, po czym kazałam towarzyszce mojej podróży zachować resztę paczki.
– Jak już będziemy wracać, oddasz mi ją- wyszeptałam z małym uśmiechem na twarzy. Przed oczami migało mi wiele scen, jak może wyglądać reakcja domowników, gdy zapukam do drzwi. Niecierpliwie czekałam, żeby spojrzeć mu w twarz i zapytać, dlaczego? Nie bałam się go, nadal go kochałam, pomimo tego, co zrobił…
Emocje, które mi towarzyszyły, były tego dnia zmienne: od żalu, poprzez strach, że plan zawiedzie, aż po radość, że tu jestem. Zarzuciłam chustkę na głowę i wyszłyśmy z hotelu. Nieopodal stała ryksza.
-Czy zawiezie nas Pan na miejsce?- zapytałam po angielsku i podałam mu kartkę. Zgodził się i już po chwili jechaliśmy pod wskazany adres. Patrzyłam na ulice, domy, ludzi. Wszystko było to dla mnie zaskakujące i nowe. Pamiętam, że mężczyzna pytał o cel wizyty, a ja z małą ironią w głosie zupełnie spontanicznie odpowiedziałam:
– Z wizytą do ukochanego, robię mu niespodziankę.
Trochę się zdziwił, że przyjechałam z tak daleka, ale po chwili uznał to za świetny pomysł.
– Ale czego się nie robi dla miłości- odparł z uśmiechem na twarzy- Facet jest szczęściarzem!
Dojechaliśmy. Wysiadłam sama, ona zaś wróciła do hotelu. Słońce już dawno zaszło i okolice pokrył zmrok, weszłam w krótką uliczkę, nie sprawiała wrażenia zadbanej, wzdłuż niej stały domy. Przy końcu uliczki ujrzałam numer mieszkania, stanęłam przed drzwiami.
-To tutaj. Serce zabiło mi mocniej, dłonie zatrzęsły, łzy cisnęły się same do oczu. Stałam nieruchomo przez chwilę. Nic już nie myślałam, miałam w głowie zupełną pustkę. Pytania zniknęły. Zapukałam…
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.