strach
Obłędne moce nie do wiary – cz.15
Czerwiec 23, 2014
materiał
Kryzys który prowadzi do ślubu – cz.17
Czerwiec 28, 2014
Pokaż wszystkie

Londyn tam się spotkałyśmy – cz.16

widok

Wyszłyśmy z peronu, wolnym krokiem zbliżaliśmy się do wyjścia na zewnątrz. Mieli już tam na nas czekać, tak jak to zostało wcześniej ustalone.
Serce zabiło mi mocniej, choć i tak biło, jak szalone, gdy na końcu korytarza ujrzałam jego matkę. Stała, coś mówiła, co chwilę unosząc głowę w górę. Pewnie nas szukała – pomyślałam.
Nie byłam w tradycyjnym stroju, kiedy ostatnio mnie widziała, włosy tez miałam inaczej pomalowane, więc zapewne szukała kogoś innego.
Kiedy podeszłam z dziewczynkami wystarczająco blisko, spotkałyśmy się wzrokiem. Poczułam zdenerwowanie i mimo tego, że słyszałam wiele pozytywnych słów na mój temat płynących z jej ust, to i tak czułam do niej dystans. Nadal jej nie ufałam. Jej obraz odświeżał mi pamięć minionych wydarzeń mojego pobytu w Pakistanie.
Sama przed sobą usprawiedliwiałam jej zachowanie, które według mnie nie było do końca świadomym postępowaniem z jej strony… Oczywistą rzeczą było to, że jego mama bezgranicznie zaufała własnemu synowi i jego opowieściom jak żyjemy. Ja natomiast nie miałam okazji się bronić i przedstawić własnego zdania na temat sytuacji, jaka panowała w domu zanim jeszcze zabrał nasze dzieci do Pakistanu bez mojej zgody… Granica i język niby nic ważnego, a jednak znaczą tak wiele w relacjach między ludźmi… Stałyśmy na przeciw siebie.
Wpatrzona we mnie, wymawiała moje imię. Zrobiła dwa kroki do przodu w moim kierunku, otworzyła szeroko ramiona i przytuliła mnie do siebie, a właściwie energicznie przycisnęła. Odwzajemniłam ty samym, choć nie czułam tego, co robię.
-Moje dziecko – wyszeptała w swoim ojczystym języku. Zaskoczyły mnie trochę te słowa. Jej akceptacja miała dla mnie duże znaczenie, choć czułam się jej dzieckiem… I tak nadal miałam wątpliwości, czy jest ze mną szczera. Odpowiedziałam tylko z wymuszonym uśmiechem na twarzy krótkie dzień dobry. Po czym symbolicznym pocałunkiem w policzek zakończyłyśmy powitanie.

Kiedy ja witałam się z siostrą mojego mężczyzny, ona jak stęskniona babcia przytulała mocno do siebie nasze dziewczynki. W ich rodzinie przeważali chłopcy, więc miała szczególny sentyment do dziewczynek, choć nie była z nimi związana zbyt emocjonalnie. Bardzo chciała je częściej widywać, niestety nie było to możliwe, odległość robiła swoje…
Przez całą drogę w aucie do domu jego siostry patrzyła na nas w milczeniu. Krępowało mnie to trochę, a bariera językowa była wręcz nie do zniesienia. Jakieś krótkie zdania grzecznościowe między nami i tyle, tłumaczone przez jej córkę. Podczas naszego pobytu w Londynie nikt nie wspominał ani słowa o porwaniu dzieci.
Matka jego ciągle nam towarzyszyła, gdziekolwiek się tylko ruszyłyśmy, głaskała po głowie wnuczki, a mnie przytulała do siebie, kiedy tylko miała ku temu okazję, a nie dawałam jej ich zbyt wiele…
Wspólne posiłki, zwiedzanie miasta, zakupy w centrum handlowym, jednym słowem, nie odstępowała nas na krok. Denerwowało mnie to trochę, czułam się znowu osaczona. Jej wzrok, był dla mnie uciążliwy. Może chciała mi się bliżej przyjrzeć w innym świetle? W końcu miała do tego prawo. Może nie zdawała sobie zupełnie z tego sprawy, jak mocno mnie drażni jej zachowanie?
Kilka dni naszego pobytu minęło w mgnieniu oka.
Nadszedł czas powrotu, pożegnanie na peronie tradycyjne jak przy powitaniu, uściski… Choć widziałam u babci dziewczynek łzy w oczach, nie czułam do końca tej chwili rozstania. Byłam jakaś zimna, jakby wyparowały ze mnie ludzkie uczucia, jakbym była robotem i przybyła z jakąś misją do wykonania… Wróciłyśmy całe i zdrowe do domu…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.