leki
Małe kłamstwo w imię dużej sprawy – cz.25
Sierpień 25, 2014
Mój aniele kocham Cię – poezja dla Klaudii
Wrzesień 22, 2014
Pokaż wszystkie

Los sam układa scenariusz – cz.26

farbowanie

Przed samym wyjazdem do Polski chciałam trochę podciąć włosy i odświeżyć kolor. Pamiętam, był weekend i moja sprawdzona fryzjerka, której jako jedynej bez żadnego stresu powierzałam swoje włosy, nie mogła do mnie przyjechać, choć zawsze służyła pomocą, kiedy tylko jej potrzebowałam…
Postanowiłam więc zaraz po przylocie do Polski skorzystać z usług jakiegoś fryzjera, którego poleci mi moja ciocia. W mieście, w którym miał się odbyć zabieg mojego męża, nie znałam dobrego salonu fryzjerskiego. Nie było to miasto, w którym się urodziłam i wychowałam, ba, w ogóle nie znałam okolicy, gdzie gościliśmy z wizytą.
Muszę tu wspomnieć o zaobserwowanym przeze mnie dość dziwnym fakcie, który miał miejsce, zanim doszłam do zakładu fryzjerskiego.
Zapytałam zaraz po przylocie o jakiegoś fryzjera moją przeuroczą ciocię.
Długo się zastanawiała i nic nie przychodziło jej do głowy w wyborze dla mnie odpowiedniego salonu. Dosłownie dostała „zaćmy”. Dała mi adres zupełnie inny, zapominając totalnie, że od lat ma swojego zaufanego fryzjera, z którego usług często korzysta, a co śmieszniejsze, zawsze poleca go znajomym.
Niekiedy wspominamy razem minione wydarzenia, a ona za każdym razem do dzisiaj zastanawia się, jak mogło do tego dojść. Z upływem czasu, analizując już całe zdarzenie i zamieszanie, związane z wyborem fryzjera, stwierdziłyśmy jednogłośnie, że nie był to przypadek, a moja wizyta w zakładzie miała kluczowe znaczenie dla tego, co wydarzyło się później. W końcu nie zapomina się ot, tak sobie, jak to było w przypadku cioci, adresu własnego zakładu fryzjerskiego, który świadczy dla niej usługi od dawna.
Z samego rana wstałam i pobiegłam pod wskazany adres, który dostałam od cioci. Chciałam zdążyć przed zabiegiem męża, choć umówieni byliśmy z lekarzem dopiero na wieczór…
Weszłam do środka. Po chwili z zaplecza wyszła mi naprzeciw właścicielka zakładu. Serdecznym uśmiechem powitała mnie o kilka lat ode mnie starsza kobieta, po czym wskazała mi fotel, na którym miałam usiąść.
Zanim jeszcze przekroczyłam próg zakładu, zauważyłam zza uchylonych drzwi prowadzących na zaplecze, że pani fryzjerka ma gościa. Odniosłam wrażenie, że korzystała z usług wróżki. Na stoliku widziałam rozłożone karty, a obok kobietę, która trzymała talię w dłoni.
Od lat chciałam skorzystać z takich usług. Nie ukrywam, lubiłam i nadal lubię tę tajemną dziedzinę życia. Oczywiście traktuję ją z przymrużeniem oka, trzymając lekki dystans do informacji, nie naruszając granic rozsądku, ale nigdy jakoś nie miałam okazji umówić się na takie spotkanie.
Nawet pierwszego dnia po przylocie zwrócił moją uwagę szyld z napisem „wróżka”, który wisiał niedaleko mieszkania mojej kochanej cioci.
Przystanęłam wtedy na chwilę.
— Może skorzystałabym z takiej usługi? — głośno pomyślałam, patrząc na męża.
— No co ty, oszalałaś!!! Co ci może powiedzieć taka wróżka? — skomentował mój pomysł z lekkim zdenerwowaniem, po czym dodał:
— Niech najpierw sobie taka wróżka przepowie przyszłość! A najlepiej numery w totolotka! A potem niech zabiera się za innych naiwnych!
— Może i masz rację!? — przytaknęłam ze skrzywioną miną.
Nie w głowie miałam wtedy rozrywkę. Siedziało we mnie wewnętrzne uczucie strachu wywołane moim bezpodstawnym proroctwem, że mój facet zrezygnuje z zabiegu w ostatniej chwili i trzeba będzie odwołać wizytę.
Fryzjerka bardzo szybko pożegnała tajemniczą panią z zaplecza. Ta, wychodząc z salonu, dotknęła moich włosów, mówiąc coś do szefowej zakładu. Nie pamiętam dokładnie treści słów, jakie wypowiedziała. Tematem były moje włosy. Siedziałam odwrócona tyłem do tych kobiet, tylko w lustrze odbijały się ich postacie. Tego poranka byłam jedyną klientką, więc zaczęłyśmy rozmawiać, aby jakoś milej spędzić czas podczas mojej transformacji na głowie. Nie chciałam zbytnio opowiadać o moich problemach, wstydziłam się ich, ale moja smutna twarz niestety zdradziła mnie samą mimo mojego milczenia.
Właścicielka salonu była sympatyczną kobietą. Zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Na odległość bił od niej wewnętrzny spokój, tylko pozazdrościć, choć też nie miała łatwego życia i niejedno przeszła ze swoim byłym mężem. Postanowiłam otworzyć się przed nią, bardziej szczegółowo.
Dobrze jest czasem zwierzyć się osobie zupełnie nieznanej ze swoich problemów, takiej bezstronnej, która potrafi obiektywnie spojrzeć na sytuację. Od słowa do słowa, zaczęłyśmy opowiadać sobie nawzajem zdarzenia z prywatnego życia, temat dotyczył oczywiście naszych facetów.
Kiedy tak rozmawiałyśmy, w pewnym momencie zapadła cisza.
— Ty naprawdę potrzebujesz pomocy i emocjonalnego wsparcia — poklepując mnie delikatnie po ramieniu, wyszeptała. Otworzyłam szeroko oczy i zastanawiałam się przez moment, że chyba źle odebrała moje opowieści. Przecież ja daję sobie radę emocjonalnie?! — pomyślałam z lekkim zaskoczeniem. Nic nie odpowiadając, szukałam w sobie dowodów, że może jednak ma rację i być może jest inaczej niż sądzę. Energicznym ruchem otworzyła szufladę, w oddali słychać było szelest kartek papieru.
— Mam! — wykrzyknęła.
W ręku trzymała wizytówkę.
— To jest numer do kobiety, która ma doświadczenie w takich problemach emocjonalnych — wyjaśniła, po czym dodała:
— Korzystam czasem z jej usług, a ona z moich.
— Zadzwonię i umówię cię na spotkanie. Co ty na to? — zaproponowała z przyjaznym uśmiechem na twarzy.
— Jeżeli jest taka możliwość, to bardzo chętnie i najlepiej dziś!
— odpowiedziałam, czując dreszczyk emocji.
Sama nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na to pytanie, dlaczego chcę się z nią spotkać? Miałam wtedy zamęt w głowie, ale wiedziałam jedno, że muszę. Kiedy właścicielka salonu wykręcała numer telefonu, ja zbierałam rozsypane myśli do kupy.
Wszystko potoczyło się tak szybko.
— Załatwione! Za godzinę masz spotkanie! To tu niedaleko. Masz szczęście, dziewczyno. Akurat ma wolną chwilę.
Przyjmie cię — poinformowała mnie, wsuwając telefon do kieszeni fartucha…
Podziękowałam za wszystko, pożegnałyśmy się i dosłownie wybiegłam z zakładu na spotkanie. Mój mąż natomiast nie dawał mi spokoju. Często wydzwaniał z jednym pytaniem: gdzie jestem i kiedy wrócę? Oczywiście nie omieszkał zarzucić mi, że na pewno spotkałam się z jakimś facetem na mieście… Swoje chore wizje motywował tym, że długo nie wracam.
Nie powiedziałam mężowi o fakcie, że już wyszłam od fryzjera, u którego siedziałam i tak dość długo, i że mam zamiar skorzystać jeszcze z porady psychologicznej, a raczej z kart tarota.
Szłam ulicą, a właściwie biegłam. Chciałam szybko uporać się z wizytą i wrócić do domu. Na samą myśl o tym, że mój facet przez to całe czekanie na mnie nieźle się wkurzy i na złość mi odwoła zabieg, czułam narastający strach w moim ciele, nad którym w żaden sposób nie mogłam zapanować, choć bardzo się starałam.
Dotarłam do celu. Numer budynku i adres dokładnie takie same jak na wizytówce. Nacisnęłam guzik w domofonie, po czym weszłam do klatki. Schody zaprowadziły mnie na czwarte piętro. Lekko zdyszana, wzięłam głęboki oddech i zapukałam do drzwi…
CDN

6 Komentarze

  1. Tego dnia wróżka była w swoim domu nie mając nic ciekawego do roboty. Bywały w jej życiu takie dni, kiedy nie miała ochoty na nic, nie było umówionych klientek a czas jakby zatrzymał się w miejscu. Usiadła więc przed komputerem i zaczęła grać w jakąś grę. Minęło trochę czasu. Nagle poczuła wewnętrzny impuls aby natychmiast wyjść z domu. Nie miała żadnych planów, ani pomysłu dokąd pójść, ale nauczona wieloletnim doświadczeniem wiedziała, że nie należy dyskutować ze swoim Wyższym Ja. Skoro trzeba wyjść… dobrze. Ubrała się i wyszła z domu. Odruchowo schowała karty do torebki. Idąc ulicą szybko dotarła do swojej fryzjerki, więc postanowiła zajrzeć na kawę. Nie miała potrzeby nic robić z włosami, weszła po prostu towarzysko, aby miło spędzić chwilę z koleżanką. Akurat nie było żadnej klientki. Kobiety usiadły na zapleczu i od słowa do słowa wróżka zaczęła stawiać karty. Zawsze znajdzie się jakiś temat do omówienia, a z rozkładu „Ścieżka mądrości” można wiele wywnioskować. Karty zawsze coś doradzą i ułatwią podjęcie decyzji. Akurat skończyły, kiedy weszła klientka – niewysoka, ładna blondynka. Fryzjerka posadziła panią na fotelu. Wróżka pozbierała swoje rzeczy i właśnie miała wychodzić, gdy fryzjerka zapytała: „Iwona, czy ten kolor będzie dla pani odpowiedni?” Zupełnie tak, jakby wróżka miała znać się również na farbowaniu włosów. Iwona podeszła, dotknęła delikatnie włosów na czubku głowy, spojrzała na klientkę w lustrze i odrzekła: „Tak, będzie dobry”. Po czym pożegnała się i wyszła. Idąc do domu zajrzała jeszcze do jakiegoś sklepu, ale głos wewnętrzny już się nie odzywał, więc uznała, że może wracać. Mniej więcej po 2 godzinach zadzwonił telefon. „Posłuchaj, ta klientka, którą spotkałaś u mnie dzisiaj KONIECZNIE potrzebuje twojej pomocy!” – odezwał się znajomy głos w słuchawce. „Ona jest z Belgii i jutro wyjeżdża, musi spotkać się z tobą dzisiaj”. „Dobrze, niech przyjdzie” odpowiedziała wróżka uśmiechając się sama do siebie. Już wiedziała dlaczego Wyższe Ja tak stanowczo zażądało, aby kilka godzin wcześniej wyszła z domu.

  2. admin pisze:

    Fajnie, że pomimo upływu czasu ten dzień naszego spotkania utkwił Ci w pamięci.
    Pozdrawiam mocno mocno.

  3. Waldi pisze:

    Bardzo dobry artykuł, zapiszę go sobię. Jak za jakiś czas będzie mi potrzbny to go łatwiej znajdę.

  4. Agness pisze:

    Witam. Nie mogę przejść do 27 rozdziału. Czemu ?

    • admin pisze:

      Sprawdziłam nic się nie dzieje, po prostu trzeba wejść od kategorii Historia… i tam odszukać kolejny rozdział.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.