terminal
Znacząca pomyłka i palmy za szkłem – cz.21
Sierpień 8, 2014
mieszkanie
Nadszedł czas aby się przeprowadzić – cz.23
Sierpień 15, 2014
Pokaż wszystkie

Maleńka miłość zapukała do życia – cz.22

buty

Po wakacjach wróciłam do pracy i do codziennych obowiązków, czas uciekał nie ubłagalnie. Oficjalne małżeństwo niczego nie zmieniło w relacjach między nami. Nadal mieszkaliśmy razem, ale i tak czułam, że oddalamy się od siebie każdego kolejnego dnia. Nawet nie zalegalizowaliśmy naszego ślubu w Europie, tego, który miał miejsce w Pakistanie podczas wakacji. Mój mąż zwyczajnie nie dbał o to, by dopilnować końcowych formalności zawarcia związku małżeńskiego. Z czasem znudziło mi się o to pytać i temat ucichł raz na zawsze, aktu ślubu nigdy nie zobaczyłam…
Stary rok szybko dobiegł końca i powitaliśmy kolejny 2009.
Nowy Rok rozpoczynał się pełen obietnic i życzeń, jakie sobie nawzajem składaliśmy tej sylwestrowej nocy. Mój mąż obiecywał, że będzie mi poświęcał więcej czasu, zaangażuje się bardziej w wychowywanie naszych dzieci i przy okazji nauczy je swojego ojczystego języka. Niejednokrotnie wcześniej nalegałam, aby tak właśnie się do nich zwracał, czyli w języku urdu, Uważałam, że dzieci mają umysł jak gąbka, który wchłonie niejedno obce słowo. Sama rozmawiałam z dziewczynkami w języku polskim, pomimo tego, że byliśmy w obcym kraju i nie był on językiem priorytetowym. Kiedy zimne ognie rozpryskiwały się na niebie w różnych kształtach i kolorach, a szampany strzelały wokół nas, robiąc dużo hałasu, życzyliśmy sobie dalej. Obiecywał mi pomoc w domu, wspólne zakupy… Ja natomiast życzyłam mu sukcesów w biznesie i przede wszystkim ,żebyśmy przestali się od siebie oddalać. Oczywiście obietnice i deklaracje wypowiadane z jego strony były jak najbardziej prawdziwe, ale do zrealizowania ich wiodła bardzo go długa droga.
Wszystkie jego postanowienia, okazały się pustymi słowami rzuconymi na wiatr.
Kiedy zrobiłam zakupy w supermarkecie i potrzebowałam jego pomocy, on radził mi przez telefon żebym wzięła taksówkę. Na wywiadówkach w szkole u dzieci zawsze byłam sama, na wszystkich szkolnych przedstawieniach z udziałem dziewczynek, także w cyrku, kinie i u dentysty.
Wieczne standardowe „nie mam czasu”, choć dobrze wiedziałam, że gdyby chciał, to by go znalazł. Nigdy nigdzie mu się nie spieszyło, nawet nie podbiegł do tramwaju, wolał poczekać na następny. Ja natomiast w przeciwieństwie do niego żyłam na czas. Załatwiałam za niego wszystkie sprawy urzędowe, pilnowałam jego terminów, prowadziłam cały dom, pracując przy tym na pełen etat.
Może po drodze naszego życia w ciągłym tempie, jakie sama sobie narzuciłam, skręciłam w ślepą uliczkę prowadzącą do nikąd, gubiąc po drodze więź porozumienia między nami, której brak zamieszał nam w związku na całego… Może on oczekiwał ode mnie czegoś innego, czego nie mogłam mu dać, może chciał, bym się zatrzymała? Niestety nie potrafiłam czytać w jego myślach, a on milczał…
Były dni, że nie wiedziałam, co robić. Nie chciałam go zostawiać, choć na moim osobistym koncie, które założyłam, nie informując go o tym fakcie, uzbierała się dość pokaźna suma. Mogłam odejść od niego i świetnie dałabym sobie radę sama z dziećmi, ale nie chciałam. Nadal liczyłam, że on się zmieni, ocknie, obudzi ze snu, nadal go mocno kochałam. Żeby ratować nasz związek, pomyślałam o kolejnym dziecku z nadzieją, że taka mała istotka zbliży nas znowu do siebie. Nie wiem, skąd zrodził się u mnie tak nieodpowiedzialny pomysł. Przecież dziecko nie daje żadnej gwarancji… Zapytałam męża, co myśli o trzecim dziecku. Nie chciałam takiej decyzji podejmować sama. Nie miał nic przeciwko, nie rozwodził się długo nad moją propozycją. W końcu to nie on wziął na siebie odpowiedzialność za cały dom i w dodatku na własne życzenie, lecz ja. Odstawiłam pigułki antykoncepcyjne, których branie codzienne o jednakowej porze i tak zaczynało mnie zdecydowanie męczyć.
Przez pierwsze dwa miesiące bardzo chciałam zajść w ciążę, ale bez rezultatów. Później odpuściłam temat i przestałam zupełnie o tym myśleć.
Nie upłynęło zbyt wiele czasu, kiedy to biegłam do apteki po test ciążowy, który przyniósł wiadomość o powiększeniu się wkrótce naszej rodziny. Lekarz potwierdził ciążę, co do płci dziecka jednogłośnie czekaliśmy na syna.
Niestety w brzuchu rosła sobie zdrowo, nasza trzecia córeczka.
Podczas całej ciąży bardzo często zastanawiałam się, czy aby na pewno postąpiłam słusznie. Już przed ciążą przestało nam się układać i czy to dziecko coś zmieni między nami, czy tylko doda mi obowiązków? Szkoda, że trochę za późno mój umysł zaczął trzeźwieć. Jednym słowem, czekałam na cud, który miał się wydarzyć po narodzinach dziecka, i doczekałam się…
CDN

2 Komentarze

  1. Katarzyna pisze:

    Milo I fajnie sie czyta twoj blog

    • admin pisze:

      To bardzo się cieszę, książka będzie lepsza! Dopracowana więcej faktów, opisów, dialogów z odpowiednią korektą oraz bohaterowie imienni. Na blogu to zaledwie ułamek historii ale miło mi, że Ci się podoba.
      Pozdrawiam cieplutko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.