rysunek
O miłości bardzo krótko w wierszowanym stylu
Wrzesień 22, 2014
tulipany
Życzenia urodzinowe dla Jarosława
Wrzesień 23, 2014
Pokaż wszystkie

Moja decyzja zmieniła bieg wydarzeń – cz.27

klapsydra

Otworzyła mi kobieta, wyższa ode mnie tylko o głowę, o blond włosach niedbale upiętych na czubku głowy w dużego koka, schludnie ubrana…
Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że to ta sama osoba, która dotknęła moich włosów w zakładzie fryzjerskim.
Wyciągnęła do mnie rękę na znak powitania, wypowiadając w tym samym momencie swoje imię. Płynnym ruchem dłoni wskazała pokój, w którym miała mnie przyjąć. Zaproponowawszy mi coś do picia, poprosiła, aby chwilkę na nią poczekać. Siedziałam w fotelu, a sandałowy zapach kadzidełka rozchodził się po całym pokoju. Dwa rasowe koty biegały wokół mnie jak zwariowane, a ja co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek.
Wróciła z kartami w ręku i usiadła naprzeciwko mnie w milczeniu. Patrzyłam na nią z zaciekawieniem, była taka spokojna i opanowana, nie to, co ja, kłębek nerwów. Z całej talii pozytywnych i negatywnych kart wyciągnęłam te, które miały symbolizować obecną sytuację.
Układ kart wskazywał na to, że mój ukochany obraca się w kręgu wielu kobiet, nie miał kochanki na stałe, ale nie narzekał na brak towarzystwa płci przeciwnej.
Kiedy z naciskiem pytałam o konkretną kobietę, trudno było spośród wielu znaleźć tę, z którą łączą go wyjątkowe uczucia oraz regularne relacje intymne. To jak szukanie igły w stogu siana, każda mogłaby być potencjalną podejrzaną. O nas samych karty niewiele mówiły. Informowały tylko dość wyraźnie, że oddalamy się od siebie.
Najdziwniejsze i wręcz denerwujące było to, że kiedy rozmawiałyśmy, ona jakby odsuwała rozkład kart i to, co w nich zobaczyła, na dalszy plan. W moim wewnętrznym odczuciu dawała mi do zrozumienia i bardzo stanowczo stawiała nacisk na to, żebym zaczęła zwracać uwagę na własne życie, a nie żyła życiem mojego męża.
Taka informacja, aby zatroszczyć się o siebie, dochodziła do mnie zbyt opornie, nawet czułam niezadowolenie i mały niedosyt z tej wizyty. Jej słowa zrozumiałam dopiero kilka miesięcy później i przyznałam jej rację…
Odłożyła karty i kiedy już poznała cel mojej wizyty w Polsce, zapadła cisza, po czym powiedziała tylko jedno zdanie:
— Powiedz jemu prawdę o wszywce, w przeciwnym wypadku narazisz go na śmierć! Otworzyłam szeroko oczy, nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.
— Sugerujesz, żebym powiedziała mu to, co przed nim zataiłam, i zapytała go, czy on tego naprawdę chce?
— Tak! Niech sam zdecyduje. To w końcu jego życie!?
Zaniepokoiły mnie jej słowa. Nie chciałam, aby coś mu się stało, a myśl, że musiałabym żyć z poczuciem winy, że chcąc dobrze dla niego i dla naszej przyszłości, bezmyślnie spowodowałam śmierć faceta, którego kocham, nie dawała mi spokoju.
Sesja dobiegła końca, zeszło nam dłużej, niż się spodziewałam. Oprócz rozłożonych kart i szczerej rozmowy dodatkowo otrzymałam małą lekcję.
Nauczyła mnie fajnej metody pozbywania się stresu, czyli techniki emocjonalnej wolności. Widziała i czuła, że nie wyrabiałam na zakrętach, choć bardzo się starałam, by udawać spokojną, kiedy patrzyła mi prosto w oczy.
Z biegiem czasu ta metoda wniosła dużo zmian w moim życiu i pozwoliła mi w innym świetle oceniać oraz interpretować wydarzenia, które działy się wokół mnie każdego dnia.
Pożegnałyśmy się serdecznym uściskiem dłoni, zapewniłam ją, że przemyślę wszystko i zadzwonię z informacją o podjętej przeze mnie decyzji.
Wyszłam z klatki na ulicę, w mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Czułam się jakbym była na zupełnie innej planecie. Na dodatek przejechana przez czołg emocjonalnej przepaści.
Nieopodal zauważyłam ławkę, usiadłam na niej z zamiarem poukładania sobie wszystkiego jeszcze raz. Czas biegł nieubłaganie. Nagle moje myśli przerwał dźwięk telefonu. Czułam, że nie będzie to miła rozmowa.
— Jesteś nieodpowiedzialna!!! Gdzie ty się podziewasz?! — z frustracją w głosie zadawała pytania moja ciocia.
— Zaraz będę i wszystko ci wytłumaczę!? — odpowiedziałam.
Poniosło ją wtedy trochę, ale byłam w stanie zrozumieć jej zachowanie. Choć oskarżenie mnie o brak odpowiedzialności wywołało łzy w moich oczach, przez telefon jednak nie chciałam jej niczego wyjaśniać.
Siedziałam tak jeszcze przez chwilę. Z każdą minutą byłam coraz bardziej pewna tego, że powiem mu wszystko to, co świadomie i celowo pominęłam. Przekonując go, aby jednak poddał się zabiegowi.
Decyzja zapadła! Wstałam z ławki, już nie biegłam do domu, ale szłam wolnym krokiem. Choć czasu do umówionej wizyty zostało niewiele, przestałam się spieszyć, emocje i strach opadły. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Było mi wszystko jedno, co postanowi mój mąż. Poczułam wewnętrzną ulgę, po raz pierwszy od kilku dni przestałam się zwyczajnie bać.
Weszłam do domu. Ciocia, powitała mnie w milczeniu ze srogą miną, wskazując palcem na zegar wiszący tuż nad moją głową.
— Ciociu, wiem która jest godzina!
— Jesteś jakaś nieprzytomna czy co?! Przecież zaraz musimy wychodzić! Ile można na ciebie czekać!?
— Proszę, daj mi chwilkę, wszystko ci wytłumaczę, tylko najpierw porozmawiam z nim.
Ściągnęłam buty i i wolnym krokiem weszłam do pokoju. Bez zbędnych wstępów zwróciłam się do swojego męża.
— Muszę ci coś powiedzieć!
Spojrzał na mnie. W oczach miał obojętność, a zarazem złość. Mogłam się tylko domyślać, że powodem takiego spojrzenia była moja całodniowa nieobecność. Po chwili sarkazm rozbrzmiał po całym pokoju:
— Tyle godzin u fryzjera! Ciekawe?!
Niczego nie tłumaczyłam: gdzie byłam i co robiłam. Nie było czasu, ja sama nie byłam do końca pewna, jaką podejmie decyzję? Choć w głębi serca przeczuwałam negatywną odpowiedz.
Pomimo tego i tak chciałam usłyszeć ostatnie słowo od niego, jeszcze żyła we mnie iskierka wiary w to, że mogę się mylić.
— Za chwilę jedziemy na zabieg! Ale najpierw powiem ci coś.
Coś, co powinieneś wiedzieć przed wizytą u lekarza, a ty sam już zdecydujesz, czy dzwonić po taksówkę.
Wysłuchał w skupieniu, co miałam mu do powiedzenia. Wszystkich za i przeciw. Kiedy skończyłam, zapadła cisza…
CDN

6 Komentarze

  1. Anna pisze:

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy! Niesamowita historia. Czyta się jednym tchem. Jest jak dobra książka. Apeluję o więcej i szybciej!

    • admin pisze:

      Będzie więcej ale czy szybciej nie obiecuje, dni pędzą jak szalone, przy trójce dzieci to nie lada sztuka usiąść i zebrać myśli, pozdrawiam.

  2. sylwia pisze:

    Przeczytalam jednym tchem… Chcialabym miec w sobie sile jaka pani ma! swietnie pani to wszystko opisala, czekam na wiecej! Pozdrawiam 🙂

  3. admin pisze:

    Każda z nas ma siłę, tylko nie do końca jesteśmy tego świadome i niekiedy boimy się z niej skorzystać, dzięki za miły komentarz. Pozdrawiam

  4. Iwona pisze:

    Otworzyłam drzwi. Tym razem na moją czarodziejską wieżę ukrytą wśród starych kamienic wdrapała się miła pani z Belgii. Była nerwowa i jakby gdzieś się spieszyła. Na pierwszy rzut oka – nerwica. Ciekawa byłam czym jest spowodowana. Zaprosiłam ją do pokoju. Usiadłyśmy i zaczęła opowiadać. Rozłożyłam karty. Oprócz rozlicznych kochanek męża był tylko smutek, żal i chaos w głowie. Zrozumiałam, że będzie ciężko.Klientka trajkotała jak najęta: mąż to, mąż tamto, czy ma kochankę? Powinnaś raczej zapytać ile ma kochanek – pomyślałam w duchu. Pan MĄŻ zdominował całą przestrzeń. Patrzyłam na nią i prawie jej nie widziałam spod szarej chmury ciemnych myśli. A ty gdzie jesteś, kobieto? – odezwał się głos w mojej głowie. Kiedy ostatnio pomyślałaś o sobie? Okazało się, że pan mąż jest alkoholikiem, kto wie, czy nie narkomanem. Ponadto rozrzutnym playboyem. Kiedy powiedziała mi, że chce mu zrobić wszywkę, zapytałam tylko, czy on wie? Nie wiedział. Alkoholik, czy playboy, to jednak jego ciało i jego życie. Powinna była mu powiedzieć. Nie mogła zrozumieć co do niej mówię. Gdzie jesteś kobieto? – tym razem spytałam na głos. A gdzie jest twoje życie? Nie usłyszała. Znowu mąż i mąż. Nie tylko nerwica – nerwica natręctw, współuzależnienie od toksycznej relacji z NIM – PANEM i BOGIEM jej życia. To będzie długa droga przez mękę pomyślałam, ale od czegoś trzeba zacząć.

  5. admin pisze:

    Wreszcie teraz piszesz co mówiły karty a wtedy nie chciałaś, choć pytałam i nalegałam a Ty jedynie tylko delikatnie opisałaś rozkład, który mnie nie satysfakcjonował do końca.
    Z perspektywy czasu patrząc, widocznie tak miało być.
    Wtedy nie rozumiałam dziś wiem że wszystko co się wydarzyło i wydarza w życiu jest po coś i jest zgodne z Boskim planem. Buziaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.