buty
Maleńka miłość zapukała do życia – cz.22
Sierpień 15, 2014
rozmowa
Nocne upokarzające sekretne szepty – cz.24
Sierpień 20, 2014
Pokaż wszystkie

Nadszedł czas aby się przeprowadzić – cz.23

mieszkanie

Nadchodzący cud, oparty na moim wewnętrznym pragnieniu połączonym z wizją radykalnych zmian charakteru mojego męża, który miał nastąpić według mnie, jak i według moich oczekiwań, zaraz po narodzinach naszego dziecka, musiałam jeszcze trochę poczekać.
Priorytetem nie była moja ciąża, która przebiegała prawidłowo i nie było się o co martwić. Do porodu zostało jeszcze kilka miesięcy, rozwiązanie jej przypadało dopiero na koniec maja 2010 roku, ale bardziej zwróciła naszą uwagę wiadomość, jaka przyszła do nas pocztą.
Mianowicie list od właściciela apartamentu, u którego wynajmowaliśmy nasze mieszkanie, z sześciomiesięcznym wypowiedzeniem umowy o wynajem, motywowany sprzedażą całej kamienicy. Nie chcieliśmy już niczego wynajmować, a raczej ja nie chciałam, dla mojego męża było to bez znaczenia i tak przebywał więcej poza domem niż w domu.
Zrodził się w mojej głowie pomysł, że można by coś kupić na własność, półki jeszcze jestem na kontrakcie, który to lada moment z chwilą porodu zostanie rozwiązany. Po narodzinach chciałam zostać z córką w domu i trochę ją podchować do momentu ukończenia przez nią 2,5 roku życia.
– Kupmy coś, najlepiej mały domek z ogródkiem w cichej dzielnicy, trochę za miastem. Co ty na to? – zapytałam pewnego wieczoru mojego męża.
– Niegłupi pomysł, oboje mamy odpowiednie dokumenty, nie będzie problemu z kredytem – odpowiedział kiwając głową na znak, że kupno domu dobry pomysł. Po czym zakomunikował, żebym się za czymś powoli rozglądała…
Zaczęłam surfować po internecie, przeglądać ogłoszenia w gazecie i pytać dookoła wszystkich znajomych, czy nie widzieli przypadkiem czegoś ciekawego do kupienia.
Wraz z rosnącym płodem coraz mniej wierzyłam w zmiany zachowania mojego partnera z momentem, kiedy na świat przyjdzie nasza maleńka miłość. Przeglądałam oferty domów i choć bank oferował nam wysoki kredyt, ja i tak szukałam czegoś mniej standardowego.
Gdzieś głęboko w podświadomości coraz częściej pukała do mojej głowy myśl, że pewnego dnia odejdę od niego… Wtedy założyłam hipotezę: jeżeli po rozstaniu z mężem zostanę w nowym domu, który mamy zamiar oboje kupić, sama z dziećmi, to niech czynsz miesięcznych rat będzie taki, bym mogła swobodnie go spłacać. Oczywiście nie omieszkałam wcześniej, indywidualnie zapytać o kredyt w moim banku, który chciałam wziąć tylko na siebie. Niestety kwota proponowana przez bank wystarczałaby tylko na kawalerkę. Nie zmieścilibyśmy się w niej wszyscy, więc kredyt na nas oboje był oczywisty. Razem jeździliśmy oglądać domy… Wreszcie znaleźliśmy coś, co odpowiadało moim oczekiwaniom, i choć mój partner życzył sobie więcej luksusów, upierałam się przy swoim. Znając jego brak odpowiedzialności, wolałam nie ryzykować, tak na wszelki wypadek, gdybym i ja pewnego dnia dojrzała i nabrała odwagi w stu procentach do rozstania z nim na zawsze. Z brzuchem pod nosem załatwiałam wszelakie formalności. Co zrobił mąż w tej sprawie? Tylko składał podpisy na dokumentach, które mu podsuwałam. Czas biegł do przodu jak szalony. Administracyjne zadanie domowe zostało odrobione. Czekaliśmy już tylko na spotkanie u notariusza i klucze do naszego nowego domu.
Pewnego popołudnia nasilające bóle podbrzusza zaczęły dawać mi znak o nadchodzącym porodzie. Zadzwoniłam do męża z informacją, że to już, że nasza mała dziewczynka chce ujrzeć światło dzienne. Dość szybko potrafił się zorganizować, podjeżdżając pod nasz blok taksówką…
Wieczorem urodziłam śliczną, zdrową córeczkę. Był to moment, gdy oboje cieszyliśmy się z nowego życia. On towarzyszył mi przy samym porodzie, ale później niestety nie miał już dla mnie czasu. Czar cudu i zmian w jego postępowaniu wygasł jak ogień w kominku.
Nawet musiałam sama zorganizować opiekunkę do starszych dziewczynek, mój facet niestety nie miał czasu się nimi zajmować, kiedy to ja zmuszona byłam zostać cały tydzień w szpitalu z naszym maleństwem. Miała żółtaczkę poporodową i trzeba ją było naświetlać…
Wróciłam do domu ze szpitala… Kilka tygodni później trzymałam w ręku klucze do naszego nowego mieszkania. Nie wprowadziliśmy się od razu do nowego domu. Właściciel apartamentu zgodził się na przedłużenie naszego pobytu o kilka tygodni. Więc spokojnie mogliśmy przeprowadzić większy remont, który trwał o wiele dłużej niż przypuszczaliśmy.
Zadzwoniłam po swojego ojca, prosząc o pomoc. Bez słowa wsiadł w samochód i przyjechał do nas z Polski. Potrzebowałam jego pomocy do prowadzenia budowy i kontrolowania pracowników oraz przy przeprowadzce. Sama z małym dzieckiem nie byłam w stanie codziennie jeździć autobusem i pilnować robót, kiedy to mojemu partnerowi jak zwykle nigdzie się nie spieszyło.
Remonty wreszcie dobiegły końca i rozpoczął się czas przeprowadzki. Razem z moim ojcem pakowaliśmy wszystko ze starego mieszkania i przewoziliśmy do nowego. Nie było lekko, ale daliśmy oboje radę, mimo trójki dzieci i związanych z nimi obowiązków, przeprowadziliśmy się bez pomocy mojego męża, który nie tknął nic palcem, a niekiedy nawet umilał nam czas, będąc pod wpływem alkoholu, czepianiem się o nic.
Zdążył nawet rzucić telefonem prosto w telewizor plazmowy, który musiałam wyrzucić na śmietnik. Powód jego zachowania był niespodziewany i do tego zbyt błahy. Kiedy wrócił do domu, zobaczył, że świetnie się bawimy z dziewczynkami, śpiewając razem karaoke. Nie wiadomo, z jakiego powodu bardzo go ten widok zdenerwował i wyzwolił w nim agresywną reakcję, która wywołała awanturę między nami, przy okazji mieszając w nią mojego ojca, od którego dostał pięścią w twarz, żeby się uspokoił.
Zamieszkaliśmy na dobre w nowym domu, ale zanim w nim zamieszkaliśmy, na kilka tygodni wstecz pośród całego zamieszania związanego z remontem zaczynało przykuwać moją uwagę dziwne zachowanie mojego męża. Czułam, że coś z nim jest nie tak. Był bardziej nieobecny niż zwykle, czasami agresywny i jak wspominałam, nigdy nie miał dla mnie czasu, co mnie już nie dziwiło, nie mówiąc o całej pomocy przy przeprowadzce. Mimo tego postanowiłam się mu bliżej przyjrzeć. Niedługo trwało, zanim odkryłam, jaki jest powód i co jest na rzeczy…
CDN

2 Komentarze

  1. Milena pisze:

    Oto chodziło. Gratuluje autorowi

  2. Tadek pisze:

    Brawo. Gratulacje dla autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.