mieszkanie
Nadszedł czas aby się przeprowadzić – cz.23
Sierpień 15, 2014
leki
Małe kłamstwo w imię dużej sprawy – cz.25
Sierpień 25, 2014
Pokaż wszystkie

Nocne upokarzające sekretne szepty – cz.24

rozmowa

Częste wstawanie do córki o różnej porze nocnej, spowodowane karmieniem na żądanie, mocno wyczuliło mnie na każdy szmer, docierający z mojego otoczenia. Była noc, dzieci spały, ja też leżałam już w łóżku i próbowałam zasnąć, mąż zaś siedział w salonie ze szklanką whisky i coś oglądał w telewizji. Nie chciałam towarzyszyć mu w nocnych przesiadywaniach. Wszystkie obowiązki, nowy dom, jego remont oraz malutkie dziecko powodowały u mnie totalne zmęczenie.
Kiedy za oknem zapadał zmrok, po prostu marzyłam o ciepłej pościeli.
Tej nocy coś mnie wybudziło ze snu. Nie były to krzyki z zewnątrz ani czas na karmienie małej, żaden zły sen ani nawet głos w telewizorze. Jednym słowem panowała błoga cisza. Nie potrafię tego wytłumaczyć, stawiałabym bardziej na intuicję. Otworzyłam oczy, po chwili, nie wiem dlaczego, zamiast je z powrotem zamknąć i usnąć, usiadłam na łóżku. Popatrzyłam w stronę miejsca, gdzie spał mój facet. Nie było go tam. Posiedziałam tak jeszcze przez chwilę, spojrzałam na zegarek, dochodziła czwarta nad ranem, po czym wstałam. Nie paląc światła w holu, powolnym krokiem, kierowałam się w stronę salonu.
Na końcu korytarza zobaczyłam kolory migającego telewizora odbijające się na ścianie. Zatrzymałam się przed samymi drzwiami. Coś mnie tknęło, żeby nie wejść od razu do środka z pytaniem, dlaczego on jeszcze nie śpi. Z miejsca, gdzie stałam, nie widziałam dokładnie mojego męża, który siedział na tapczanie, ale usłyszałam jego szepty. Prowadził rozmowę przez telefon. Znałam dobrze jego głos pod wpływem alkoholu. Brzmiał jak głos, porządnie pijanego faceta. Wsłuchałam się w treść rozmowy, choć słowa jego nie do końca były wyraźne, bo zamroczony dużą ilością whisky zwyczajnie seplenił. Rozmowa, jaką prowadzili w języku angielskim, była dość jednoznaczna, jeżeli można to nazwać rozmową. Nie będę przedstawiać treści perwersyjnych słów, jakie padały z jego ust, miały podłoże seksualne. Jednym słowem, seks przez telefon bez żadnych zahamowań. Stałam i nie wierzyłam własnym uszom, co jakiś czas wychylałam się zza drzwi. Mąż w ogóle mnie nie zauważył mnie, był całkowicie pochłonięty rozmową, a raczej masturbacją. W pewnej chwili rozładował mu się telefon. Nie radząc sobie z podłączeniem go do ładowarki, po uporczywych staraniach, zasnął jak dziecko. Odczekałam jeszcze chwilkę, weszłam do pokoju, delikatnym ruchem wysunęłam telefon spod jego ramienia i włączyłam go ponownie, po czym odszukałam ostatnie połączenie. Nie był to numer, który wskazywałby na połączenie z agencją, ale zwykły miejscowy numer, w dodatku z tej samej sieci, z której oboje korzystaliśmy. Kto chciałby z półprzytomnym facetem nad ranem prowadzić takie pozbawione skrupułów rozmowy?! Jaką trzeba być kobietą?! – myślałam, spisując numer telefonu, tak na wszelki wypadek…
Następnego dnia nie poinformowałam o tym fakcie mojego faceta. Wiedziałam, że wymyśliłby coś na poczekaniu i na przyszłość byłby bardziej ostrożny. Nauczona doświadczeniem sprzed lat, wolałam być bardziej czujna. Pozostało mi tylko czekać, aby upewnić się, czy z jego strony był to jednorazowy wybryk związany z upojeniem alkoholowym, czy też nie. Nie chciałam dopuścić myśli o kolejnej zdradzie, choć jego teksty, znacząco mówiły o tym, że się widują, a nawet dobrze znają.
Dni mijały, nieraz kontrolowałam jego sms-y, a że nigdy ich nie czytał, bo nie umiał czytać w języku angielskim, miałam nad nim sporą przewagę. Nie wiem ile tekstów wykasował, ale i tak czasami było co poczytać. Wiadomości różnej treści; doładuj mi telefon, czekam, obiecałeś, dlaczego nie przyszedłeś… Raz odpisałam, podszywając się pod niego. W trybie natychmiastowym otrzymałam zwrotnego sms-a o treści; „zachowujesz się jak dziecko i wszystko mówisz żonie, to koniec między nami”. Nie wspomniałam mu i o tym fakcie, milczałam. Pośród zaskakujących niejednokrotnie mnie treści były i takie, które zwyczajnie bagatelizowałam, choć nieraz podnosiły mi ciśnienie we krwi. Czekałam na jeden numer, który miał dla mnie dość duże znaczenie. Po prostu się uparłam. Historia, niestety, ma to do siebie, że lubi się powtarzać.
Wydarzył się ponownie bardzo podobny scenariusz jak wcześniej, tym razem nie było bardzo późno, a on był w miarę przytomny. Byłam u dzieci w pokoju, nie pamiętam, co wtedy robiłam, ale moment, kiedy stałam pod drzwiami już tak. Zwabił mnie tym razem jego głos. Śpiewał w swoim języku i szeptał do słuchawki – Kocham cię. Tym razem puściły mi nerwy, wbiegłam do pokoju i dosłownie wyrwałam mu telefon z reki, przyłożyłam do swojego ucha i w milczeniu czekałam na głos z drugiej strony słuchawki. – Hallo?! Halo? – rozbrzmiał głos kobiety.
Oboje nie spodziewali się takiej reakcji z mojej strony. On, że zupełnie niespodziewanie, całkowicie go zaskakując, wyrwę mu telefon. Ona natomiast nie zdążyła się zorientować, że trzymam słuchawkę już ja.
– Czego chcesz do cholery!!! – zapytałam dość agresywnym głosem. Niestety usłyszałam tylko sygnał, rozłączonego połączenia, czego się i tak spodziewałam. Jeszcze raz spojrzałam na numer, był to ten sam numer, na który czekałam. Patrzył na mnie jak osłupiały. Nic nie mówił, ale widać było w jego zachowaniu dość wyraźne zdenerwowanie.
– Chcesz mi coś powiedzieć?!!! – zapytałam, oddając mu energicznym ruchem telefon.
Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, burknął coś pod nosem, czego i tak nie zrozumiałam. Wyszłam z pokoju, ale zatrzymałam się tuż za rogiem. Wiedział o tym i ja wiedziałam, cokolwiek powie od tej pory przez telefon, to ze świadomością, że ja podsłuchuję. I tak się stało.
Wykręcił ponownie ten sam numer i z tonacją głosu raz wysoką, raz niską prowadził rozmowę.
Głośno wypowiadał słowa „przecież jesteś moją klientką w biznesie”, cichutko zaś „ nic się nie martw i nie bój, ja wszystko z nią załatwię”.
Nie wróciłam do salonu, nie chciałam go już widzieć tego wieczoru.
Myśl, że dopięłam swego, przyłapując go na gorącym uczynku, dając mu jednocześnie do zrozumienia, że to koniec zabawy, nie przyniosła mi oczekiwanej satysfakcji. Wręcz przeciwnie, rozczarowanie, żal i wiele myśli bez odpowiedzi, które przeplatały się wraz ze złością, do samej siebie. Towarzyszące mi uczucie bezradności co do sytuacji oraz męcząca moje myśli niepewność „czy nadal będzie kontynuował swój romans” były nie do zniesienia.
Pomimo tego, że byłam nadal czujna, nie słyszałam już nocnych rozmów mojego męża, pozostał mi na długo gorzki smak minionych wydarzeń i kontrolka, która paląc się nieustannie mówiła „nie ufaj mu, na pewno spotyka się z inną kobietą…”.
Upłynęło trochę czasu, emocje opadły. Wtedy pytałam męża, co to miało wszystko znaczyć. Te wszystkie telefony? Choć wewnątrz mnie i tak jego odpowiedzi były bez znaczenia, nie wierzyłam mu do końca, znowu stracił u mnie zaufanie na dobre. Zarzekał się, że to tylko koleżanka i że lubi taką muzykę jak on, nic ich nie łączy i takie tam chore tłumaczenia.
Odpuściłam temat, choć jej numer pozostał w moim notesie i towarzyszył mi dość długo. Ona zaś bez mojej świadomości potajemnie tkwiła w naszym związku, a raczej życiu mojego męża, ale o tym trochę później…

CDN

1 Komentarz

  1. Ewelin pisze:

    Znam, Wiem, przechodzilam to samo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.