widelec
Razem zaczynaliśmy wszystko od nowa – cz.14
Czerwiec 19, 2014
widok
Londyn tam się spotkałyśmy – cz.16
Czerwiec 24, 2014
Pokaż wszystkie

Obłędne moce nie do wiary – cz.15

strach

Wstał z kanapy zrobił, kilka kroków i zatrzymał się przy komodzie, stanął na przeciw niej i patrzył na nią, jakby był jakiś zaklęty. Nagle pocałował delikatnie kant szafy. Roześmiałam się pod nosem. Widok pocałunku z komodą, przez moment mnie rozbawił. Nadal patrzyłam jak wryta i nie dowierzałam temu, co widzę. – Na Boga, co on wyprawia?! – szepcząc do siebie, złapałam się za głowę.
Upłynęło może kilka chwil od pocałunku, kiedy to delikatnym ruchem, jakby ktoś go przytrzymywał w okolicach bioder, osunął się na podłogę. Rozłożył ręce, zamknął oczy i nie ruszał się wcale. Siedziałam jak posąg na kanapie. Tak mnie zamurowało, że wymawiałam tylko jego imię jak nakręcona pozytywka i prosiłam, żeby wstał. – Nie wygłupiaj się, to nie jest śmieszne! Nie bawi mnie to!!! – powiedziałam donośnym głosem.
On nadal leżał, nie reagował, trwało to ze trzy do pięciu minut.
Zerwałam się z kanapy, podeszłam do niego i nachyliłam nad nim…Uderzyłam go kilka razy w twarz. Nadal leżał nieruchomo. Niewiele myśląc, pobiegłam do kuchni po szklankę wody i bez zastanowienia, czy to ma jakikolwiek sens, chlusnęłam mu prosto w twarz.
Zaczął się silnie krztusić, otworzył oczy i usiadł ogromnie przerażony na podłodze. – Dobrze się czujesz?! – zapytałam zlękniona chyba bardziej od niego. Przestraszył mnie ogromnie, nie wiedziałam co myśleć o tym wszystkim. -Jakieś zjawy? Czy może stan przedzawałowy? Bo na pewno nie był to żart!!!
-Wstań z tej podłogi, jutro odwiedzimy lekarza i porobisz sobie badania – zakomunikowałam.
Nie spaliśmy już do białego rana. Przerażony opowiadał, co widział i czuł w momencie, kiedy leżał na podłodze. Ja z zaciekawieniem i wewnętrznym strachem słuchałam jego wersji. – Podszedłem do niej – zaczął swoją opowieść.
– Ciągle patrzyła na mnie, wołała mnie do siebie. Nie dałem rady dłużej stawiać oporu, musiałem iść w jej stronę. To było silniejsze ode mnie – dodał i kontynuował.
– Pocałowałem ją, a ona podłożyła rękę pod moje plecy i delikatnie pomogła położyć mi się na podłodze. Nie opierałem się wcale. Potem usiadła na mnie i zaczęliśmy uprawiać seks. To było bardzo realne, a ja nawet nie mogłem się poruszyć, żeby ją zrzucić, dosłownie mnie sparaliżowało.
– Poddałem się zupełnie jak dziecko – kręcił głową, jakby nie wierzył w to, co mówi.
– Jedną rękę trzymała na moim gardle i z każdym ruchem zaciskała ją coraz mocniej i mocniej ,jakby chciała mnie udusić.- Nie mogłem nic zrobić, totalna bezradność- powtarzał zdziwiony.
I wtedy poczułem wodę na twarzy, a ta kobieta uleciała przez sufit i zniknęła – dodał.
Diagnoza moja była natychmiastowa. Zwariował!!! – pomyślałam. Zaczęłam mu się dziwnie przyglądać. Siedział przestraszony i mówił o tym w kółko jak katarynka.
Potem wziął telefon do ręki i dzwonił do swoich rodziców, opowiadając im, co się właśnie wydarzyło…

Dziwił mnie trochę ten zbieg okoliczności. Telefon z groźbami od eks-kochanki, jego elastyczne obsunięcie się na wykładzinę, kompatybilne z tym, co widziałam. Dobrze zbudowany facet powinien runąć na ziemię jak przysłowiowa kłoda. A nie bardzo powoli jak wybitnie wygimnastykowany akrobata – pomyślałam, będąc świadkiem całej sytuacji.
Dobrze, że za nim poszłam do salonu, w przeciwnym razie mogłabym rano zastać go na podłodze już martwego – pomyślałam. Wiele pytań i hipotez krążyło mi po głowie, ale żadnych konkretnych odpowiedzi…

Kiedy słońce wzeszło na dobre, a my na wpół przytomni przebudziliśmy się z kilkuminutowej drzemki na kanapie w salonie, nadal obserwowałam jego zachowanie… Nie zapomniał. Kiedy przed wyjściem do pracy brał prysznic, prosił, żebym stała obok niego. Bał się zamknąć drzwi od łazienki i zostać sam… Nigdy wcześniej tak się nie zachowywał.
Gdy wychodził do pracy, dałam mu obrazek Jezusa i choć był innego wyznania, wsunął go do kieszeni marynarki, bez słowa wymówki. Usiadłam do Internetu i zaczęłam czytać. Nic nie wskazywało na to, że to jakieś omamy alkoholowe… To, jak bardzo był przerażony, cała jego historia i to wszystko, co mówił o całym zdarzeniu. Nie wyglądało to również na stan przedzawałowy, nie te objawy. Analizowałam wszystko krok po kroku… Coraz bardziej intensywnie moje myśli kierowały się w stronę magii. Otworzyłam szeroko oczy, kiedy czytałam różne artykuły… Nie miałam żadnego doświadczenia w tych tematach.
– Nieźle!!! Ale cyrk! – zdziwiona pomyślałam. – To jakaś paranoja! Co za brednie!? – mruczałam pod nosem. – W obecnych czasach to nie możliwe!!! A jednak byłam w błędzie…
W Europie nie praktykuje się takich rytuałów albo jest to dla większości temat tabu.
Jacyś cudowni uzdrowiciele i tyle, niektórzy pseudo, a niektórzy z powołania, prawdziwi, których jest zaledwie garstka. Dowiedziałam się, że w krajach azjatyckich, afrykańskich…bardzo często ludzie robią sobie krzywdę w taki właśnie naganny, jak dla mnie, sposób.
Niekiedy nie zdając sobie nawet sprawy, jakie to może przynieść konsekwencje samemu pomysłodawcy. Jednym słowem, jest to niebezpieczna zabawa, nieraz przekazywana z pokolenia na pokolenie. W Europie słynne jest tylko zauroczenie i w większości przypisuje się je niemowlakom lub leczy się ludzi medycyną naturalną… Niestety na kontynentach azjatyckich, afrykańskich…wykorzystywania ziół w pozytywny sposób, stosuje się je w nie pożądanym kierunku i zadaje konkretne klątwy, które potrafią wyrządzić wiele krzywdy ludziom nie mającym bladego pojęcia o ich istnieniu… Byłam wręcz przekonana, że to właśnie przytrafiło się mojemu partnerowi. Wszystko wskazywało na eks-kochankę. Nikt z nas niestety nie był do końca tego pewny… Lubiła takie zabawy, ale nie złapaliśmy jej za rękę. W trakcie trwania ich romansu też pił dziwne napoje, gdzie na dnie butelki pływał jakiś skrawek papieru… Zdziwiona byłam wtedy, ale do głowy mi nie przyszło, że może mu to zaszkodzić…. Robił wszystko dla niej, co tylko chciała, i sam nie wiedział dlaczego… Do takich nieczystych magii trzeba mieć ogromną wiedzę, żeby wyrządzić komuś taką krzywdę.
Zapewne zapłaciła za usługę szamanowi, który wykonał swoją robotę perfekcyjnie? Zastanawiałam się i nad taką ewentualnością z jej strony. Ona, będąc pochodzenia pakistańskiego, wiedziała to i owo i zapewne miała swoje kontakty, skoro wcześniej ktoś spreparował jej dziwną wodę.
Ale to były tylko moje niczym nie poparte spostrzeżenia… Groźby przez telefon i pragnienie zemsty nie były bezpodstawne, tak oboje sądziliśmy…A mściwa to ona była, takie chodziły pogłoski (dowiedziałam się dopiero sześć lat później, co było tego przyczyną, i nie pomyliłam się ani trochę, ale to w innym rozdziale).

Kilka dni później po wydarzeniach traumatycznej nocy kręcił się w łóżku i przez sen coś krzyczał. Ze złości uderzyłam go łokciem w bok, wybudził mnie wtedy ze snu, a ja skoro świt wstawałam do nowej pracy…
Przerażony usiadł na łóżku i dziękował mi za pobudkę jak dziecko za czekoladę, tłumacząc, że czuł paraliż całego ciała i nie mógł się nawet ruszyć, choć bardzo tego chciał. Potem powtórzyło się to jeszcze ze dwa, może trzy razy w przeciągu całego miesiąca i ucichło. Przypadek tak intensywnego wpływu, jaki miał miejsce w nocy… Nie wydarzył się już nigdy więcej. Pomimo tego, że pił whisky regularnie co wieczór jak ja herbatę. Długo jeszcze wspominał demoniczną postać, żartując sobie z odstających sutek. Badania lekarskie nic nie wykazały. Czuł od czasu do czasu blokady, coś w rodzaju odrętwień w ciele. Ale nie były one uciążliwe, więc nie chciał ponownie odwiedzać lekarza. Uważał, że jest to spowodowane stresem… Po tym incydencie zaczęliśmy się do siebie oddalać w sposób zupełnie naturalny. Mijaliśmy się w przedpokoju: on wchodził do domu, ja szłam do sypialni.  Rano, kiedy spał, ja wstawałam, szykowałam dzieci do przedszkola, a siebie do pracy. Obowiązki nie pozwały mi na późne przesiadywanie z nim wieczorami. Kiedy wracałam po całym męczącym dniu do domu, jego nie było w nim, nie śpieszył się za bardzo. Pozostawał nam tylko telefon i tak dzień za dniem uciekał aż nadeszły ferie zimowe.

– Pojedziecie do Anglii? – zapytał niepewnym głosem.
Zaskoczył mnie tymi słowami, wyrwanymi zupełnie z kontekstu tamtejszego wieczoru.
Chciałam gdzieś wyjechać i zapomnieć o monotonii dnia codziennego, ale…
– Dlaczego tam? – z dziwną miną zapytałam.
– Do mojej siostry przyjechała mama z Pakistanu – dodał.

Nie zastanawiałam się zbyt długo nad jego propozycją. – Czemu nie – odparłam.

Bałam się trochę tego spotkania, ale z drugiej strony chciałam zobaczyć jego mamę na neutralnym gruncie. Minęło w końcu ponad trzy lata od mojej ucieczki z Pakistanu. Jego siostra już zdążyła być u nas wizytą kilka razy i z każdej wyniosła bardzo pozytywne wrażenie… Po wyjeździe z Belgii zdawała całą relację rodzinie z pobytu u nas i oczywiście mamie mojego mężczyzny, która była bardzo ciekawa jak żyjemy… Nie mogła nas odwiedzić, choć bardzo chciała. Z prostych przyczyn, trudności z wizą… Czas zrobił swoje. Już nie czułam się tak bardzo nieakceptowana jak na początku naszego związku. On nie mógł ze mną jechać, choć bardzo tego chciał. Był pupilkiem mamusi, ostatnim jej dzieckiem z całego rodzeństwa, jakie miała. Czasem byłam zazdrosna i odnosiłam słuszne wrażenie, że bardziej z nią konsultuje jakieś bieżące sprawy, które dotyczą bezpośrednio nas, niż ze mną. Ja dowiadywałam się o wszystkim na końcu. Rozumiałam więź matki z synem, ale czasami miałam dość tych wieczornych rozmów, które kończyły się grubo po północy. Drażniło mnie to, nie przeczę…Spakowałam do walizki najpotrzebniejsze rzeczy dzieci i moje.
Pociągiem dojechałyśmy do Londynu dość szybko. Zaledwie w dwie godziny. Na miejscu czekała na nas jego matka z siostrą i jej dziećmi…

CDN

2 Komentarze

  1. hallo pisze:

    czesc 15 jest bardzo fajna i twoj blog jest proprostu super bardzo czekawe i nie moge sie doczekac do nastepnej czesci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.