radość
Ten moment na który czekałam mój rodzinny dom – cz.10
Czerwiec 3, 2014
drink
Tej nocy był szczery i taki prawdziwy – cz.12
Czerwiec 6, 2014
Pokaż wszystkie

Patrzyliśmy sobie prosto w oczy – cz.11

romans

Muszę się przyznać, że sama uknułam tę intrygę.
Na moją osobistą prośbę koleżanka, miała mu podać mój numer telefonu, jeśli znowu o niego poprosi. Dodając, że robi to bez mojej zgody i żeby trzymał to w tajemnicy…

Długo nie musiałam czekać. Dźwięk telefonu wybudził mnie ze snu, nie wiem, która była na zegarku. Sięgnęłam po niego z pośpiechem, nie chciałam obudzić dziewczynek.
-Słucham- wyszeptałam zaspanym głosem.
W słuchawce była cisza….
-Halo- wyszeptałam. Nikt nie odpowiadał.
Po chwili usłyszałam sygnał przerywany. Ktoś dzwoni i się wyłącza? Głupie żarty! Spojrzałam na telefon, numer zastrzeżony, nie wiedziałam kto dzwonił, odłożyłam słuchawkę i ponownie zasnęłam.

Następnego dnia, całe poranek, nocny telefon nie dawał mi spokoju. Zaczynałam się domyślać, kto mógł być po drugiej stronie… Musiałam się jednak upewnić. Zadzwoniłam do koleżanki, która widywała go dość często i miała z nim bliższy kontakt niż pozostali znajomi.
-Dałaś jemu mój numer?- zapytałam wprost.
-Tak ,wczoraj, pytał o ciebie, więc za twoją zgodą zrobiłam, jak się umawiałyśmy- odpowiedziała.
-Ale całkiem wyskoczyło mi z głowy wysłać ci wiadomość.- Przepraszam- dodała.
Poplotkowałyśmy jeszcze przez chwilę z lekkim humorem i wróciłam do swoich obowiązków.

Teraz, kiedy wiedziałam, że już go dostał, byłam prawie pewna, że nocny telefon to nie przypadek.
Ciekawe, co ma mi do powiedzenia – zastanawiałam się…
Myśli zaczęły błądzić jak szalone, różne wnioski chodziły mi po głowie.
– Czy aby dobrze zrobiłam? Czy może popełniłam błąd… udostępniając mu numer mojej komórki?
Jedna połowa mnie, krzyczała: Głupi pomysł, będziesz tego żałować!!! Druga zaś na odwrót: Co ci szkodzi w końcu nadal coś do niego czujesz, nie oszukuj samej siebie, nie zrobi ci krzywdy?! I tak do wieczora, jedna połowa mnie konkurowała z drugą, która z nich ma rację…
Tego popołudnia nie wyszłam z dziewczynkami na spacer, pogoda była niezbyt ciekawa…

Pamiętam zaprosiłam rodziców na obiad. Kiedy tak ze stoickim spokojem i bez żadnego pośpiechu przygotowywałam nowe danie z przepisu sąsiadki, zadzwonił telefon. Kierunkowy się zgadzał, ale nie znałam kolejnych liczb.
Nikt ze znajomych? Nie o tej porze -pomyślałam.
Nacisnęłam klawisz, choć ręka mi drżała i usłyszałam.

-Nie mogę przestać o tobie myśleć- wyszeptał głos w słuchawce. -Tylko się nie rozłączaj- dodał.
Nogi ugięły się po de mną. To był on! Facet, który mnie tak mocno zranił, a ja w głębi serca nadal go kochałam.
-Skąd masz numer mojego telefonu? – zapytałam, udając zaskoczenie.

Spodziewałam się tego, że zadzwoni, choć przyznam, że nie było mi łatwo.
-Nie chcę o tym mówić, nieważne od kogo- odparł.
Rozmawialiśmy dosłownie jeszcze przez moment, zupełnie neutralnie, a właściwie więcej milczeliśmy, żadne z nas nagle nie wiedziało, co powiedzieć. Odłożyłam słuchawkę, usiadłam na krześle w kuchni i siedziałam nieruchomo przez dłuższy czas.
Wraz z jego głosem powróciły wspomnienia romantycznych dni, które razem przeżyliśmy, przeplatane złością i żalem minionych wydarzeń…
Odwołałam obiad, nie byłam w stanie przy stole udawać, że jest wszystko okey…

Od tego czasu dzwonił już coraz częściej. Coraz odważniej krok po kroku zbliżaliśmy się do siebie.
Rozmawialiśmy o nas, temat porwania dzieci zszedł na drugi plan, żadne z nas nie chciało wracać do bolesnych wspomnień. Zdawał sobie sprawę, co zrobił i wiedział, że rani mnie taka rozmowa.
Pytał, jak dziewczynki, czy czegoś mi brakuje, czy potrzebuję pomocy finansowej… Był świadomy tego, że dwoje dzieci to jednak wydatki…
Jasne przydałyby się pieniądze! – myślałam, ale byłam zbyt dumna, żeby o cokolwiek go prosić.
Stanowczo nalegał, w końcu sam zdecydował i zaczął przysyłać pieniądze. nie odmawiałam.
Od tej pory każdego dnia siedział w mojej głowie. W dzień zajmowałam się dziećmi, w nocy zasypiałam z jego obrazem przed oczami.
-Spotkajmy się, przyjedz do mnie- często zadawał takie pytanie, właściwie przy każdej rozmowie.
Stanowczo mówiłam- nie. Choć bardzo chciałam go zobaczyć, uporczywie odmawiałam.
Znowu stopniowo zaczynałam mu ufać i wierzyć w to, że zrozumiał swój błąd, za który sam przyznał, teraz „słono” płaci, ale najzwyczajniej w świecie bałam się z nim spotkać.
Choć tak często mówił- wybacz mi, daj mi kolejną szansę…

Słyszałam pogłoski, jak żalił się i płakał do moich przyjaciół. Często powtarzając, że był głupi i naiwny, że wszyscy którym ufał, oszukali go i zostawili.
Z własnego doświadczenia wiem, bo widziałam nie raz, więc było to zgodne z prawdą.
Prawie każdy z jego kumpli tak naprawdę nie do końca liczył się z jego zdaniem…
Czego nie robi się, aby ktoś płacił rachunki w restauracjach lub obdarowywał drogimi prezentami? Tak twierdziłam za każdym razem, kiedy miałam okazje obserwować… Jego było na to stać nawet, gdy ktoś czerpał z tego własne korzyści.
Wtedy myślał, że ma prawdziwych przyjaciół, ale to było tylko złudzenie. I dostał nauczkę!
-Rozejrzyj się wokół siebie, nie widzisz tego?… – powtarzałam do znudzenia. Nie reagował.
Słyszałam nawet, że nie miał gdzie mieszkać, stracił swój biznes, a wszyscy się od niego odwrócili…
Obojgu nam było ciężko… Ja w Polsce, on w obcym kraju, nie mając zupełnie nic.
Bez dachu nad głową, bez nas… Nie chciał wracać do swojej ojczyzny.
Próbował od nowa posklejać wszystko i dalej żyć, ja też próbowałam.

Rodzicom swoim nie mówiłam, że dzwoni. Wolałam zachować to dla siebie…
Pewnego dnia tak zwyczajnie powiedziałam:
-Lecę na weekend za granicę.
Wiedziałam, że mój tata nie uwierzył mi ani trochę, że muszę pozałatwiać kilka zaległych spraw.
Zapewne czół, ze mam kontakt z ojcem dzieci i chcę się z nim spotkać. Niby skąd pieniądze na moim koncie, skoro szukam pracy? Naturalnie od niego, zapewne tak myślał.
Faktem jest, że wspominałam, jak niewiele zostało.
Nie komentował mojej decyzji, patrzył tylko ze zdziwieniem na mnie.
-Chcesz to możesz jechać, zajmę się dziećmi- powiedział.
Zdawał sobie sprawę, że długo tak nie usiedzę, a zatrzymywać mnie, nie miało najmniejszego sensu. Uparta to ja byłam i jestem chyba do dziś.
Zabukowałam bilet …

W samolocie zastanawiałam się, jak będzie wyglądać nasze spotkanie.
Różne myśli biegały mi po głowie, chwilami czułam zagrożenie własnego życia.
Może chce mi zrobić coś złego? A wszystkie telefony to następna gra z jego udziałem? – z przerażeniem słuchałam własnych myśli. Przecież doskonale wiedział, jak działają na mnie czułe słowa. Wybaczyła raz, to wybaczy i drugi- pewnie myślał tak o mnie.
-A jeśli to podstęp? Chora zemsta? -pytałam siebie.
I na przemian raz pozytywy, raz negatywy aspekt, dosłownie podniebna karuzela myśli…

Wylądowałam. Był już wieczór, gdy wyszłam z lotniska.
-Fajnie cholera, nie ma go! Super ! Brawo! Nieźle jak na początek- mruknęłam pod nosem…
Zapaliłam papierosa, rozglądając się pomału za transportem do miasta.
Gdyby coś poszło nie tak, miałam gdzie nocować i w razie potrzeby otrzymać wsparcie.
Nie jechałam do końca na ślepo…
Nerwowym ruchem wzięłam telefon i wykręciłam numer do Polski. Chciałam poinformować najbliższych, że już wylądowałam.
Prowadząc rozmowę, w pewnym momencie, zobaczyłam jego postać.

Szedł z kwiatami w moją stronę, ja natomiast nie mogłam się nawet ruszyć z miejsca i podejść parę kroków bliżej w jego kierunku, ciało odmówiło mi posłuszeństwa.
Ściskałam tylko telefon w dłoni i nawet nie wiem, co mówił na koniec mój tata.
Patrzyłam na niego… Gdy już stanął na przeciw mnie, wręczył mi kwiaty i z lekkim zawahaniem pocałował w policzek, wziął za rękę, mrucząc przy tym coś pod nosem, wskazał zaparkowaną nieopodal taksówkę.

Nie przywitaliśmy się jak dwie bliskie sobie osoby, których wiele łączyło i nadal łączy.
Choćby nasze dzieci, one na zawsze pozostaną wspólne, czy nam się to podoba, czy nie.
Żadne z nas nie miało odwagi wpaść sobie w ramiona, choć przez telefon rozmawialiśmy zupełnie luźno.
Czułam dystans, niepewność, nawet strach zdążył zadomowić się na moment.
Kiedy tak szliśmy w stronę samochodu, on ściskał mnie za rękę, spoglądając co chwilę na mnie, ja natomiast ukrywałam zmieszanie.
Czułam się jak na pierwszej randce, tylko że z bagażem doświadczeń…
Nie powiem, schudłam kilka kilo, stres zrobił swoje.
Choć nie należałam do grona otyłych, zrobiło to na nim i tak spore wrażenie.
Zawsze jak gdzieś razem wychodziliśmy, mój wygląd zewnętrzny był nienaganny.
Nieraz widziałam jak ze złością i spod oka patrzył na facetów, którzy spoglądali na mnie z odrobiną zainteresowania. Jednym słowem był zazdrosny.
Tego wieczoru wyglądałam dość atrakcyjnie…
Zobacz co straciłeś- myślałam, uśmiechając się do siebie z ironią.
To, jak na mnie patrzył, rozpoznawałam doskonale. Był to wzrok zauroczenia, taki sam jak na początku, gdy spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę. Om natomiast gotowy był zrobić dla mnie dosłownie wszystko.
Dotarliśmy na miejsce…
Czas pędził jak szalony, rozmawialiśmy prawie do białego rana.
Blask świecy rozświetlał nasze twarze, w tle muzyka, którą razem lubiliśmy.
On mówił, ja słuchałam…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.