wolność
Tak blisko naszej wolności a jak daleko – cz.7
Maj 28, 2014
miejsce
Przystanek w klasztorze na chwilowy oddech – cz.9
Czerwiec 2, 2014
Pokaż wszystkie

Pozostało nam tylko cierpliwie czekać – cz.8

lotnisko

— Musimy poczekać do świtu, wszystkie loty odwołane.
— Dlaczego odwołane?
— Z powodu mgły, nikt nigdzie nie leci…
— I co teraz? — patrzyłam na detektywa jak na wybawcę. —
Zostajemy na lotnisku? To się dzieje naprawdę, nie wierzę!
— Tak. I nic nie możemy zrobić… — odparł.
Jednym słowem, zostaliśmy uwięzieni. Za oknem noc i twarze, które znałam. Ciągle stał ktoś z jego rodziny, jakby na zmianę trzymali wartę. Raz widziałam teściową, raz jego brata, raz kuzynki…
Nie opuszczałam lotniska pod żadnym pozorem. Pomimo tego, że nie mieli biletów, ja nadal bałam się, że jednak uda im się pod jakimkolwiek pretekstem wejść do środka. Patrzyłam na malutkie dziewczynki, jak ślicznie spały. Nie we własnym łóżku, ale na ławce w poczekalni. Chwilami czułam się winna, że wybrałam im takiego oto ojca i teraz muszą przechodzić przez to wszystko, nie zdając sobie sprawy, dlaczego. W sercu miałam do niego żal, wiele pytań chodziło mi po głowie.
Co ja takiego zrobiłam, że tak postąpił? Dom był zawsze perfekcyjnie wysprzątany, dzieci dopilnowane, czego można było jeszcze chcieć? — myślałam.
Tej nocy nie zmrużyłam nawet oka. Stanąć stopami na ojczystej ziemi… Byłam tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Wracałam do przeszłości i słów, które wypowiadał jak mantrę właściwie każdego dnia mój mąż:
— Kocham cię, ty na zawsze jesteś moja, nie pozwolę cię
skrzywdzić, zawsze będę przy tobie… Wspomnienia zakłócały rzeczywistość. Słońce wstawało powoli, mgła znikała bezpowrotnie. Na tablicy informacyjnej pojawił się rozkład lotów.
— Rzym! Zobaczcie, jest nasz rejs! — zakomunikowałam donośnym, pełnym ekscytacji głosem.
Wróciła mi energia do życia. Jeszcze tylko czekałam na znak rozpoczęcia odprawy granicznej. Muszę dodać, że bramki do kontroli pasażerów były bardzo szczelne. Mam tu na myśli, że oprócz okazania paszportu, proszono mnie również o odcisk palca wskazującego.
Nadszedł czas, podeszłam z dziećmi do odprawy, pokazałam paszporty. Nikt o nic nie pytał. Weszliśmy na pokład samolotu bez żadnego problemu.
Dlaczego nie startujemy? — myślałam zdenerwowana.
— Przecież już pora… — patrzyłam na drzwi. Były otwarte, strach nie opuszczał mnie nawet przez chwilę. Co, jeśli zaraz będę musiała opuścić samolot albo wejdzie policja i zabiorą mi dzieci? Siedziałam odrętwiała w fotelu i zaciskałam dłonie. Czarne scenariusze powróciły… Zmęczeni
byliśmy wszyscy, długie oczekiwanie na lot dało nam się we znaki. Zamknęły się drzwi samolotu.
— Boże, wreszcie — westchnęłam zniecierpliwiona.
Samolot kierował się na pas startowy. Złe myśli odchodziły z każdą chwilą. Wreszcie oderwał się od ziemi i wzbił w niebo. Łzy radości dosłownie zalały moje oczy.
— Jest już dobrze, jesteśmy wolne — wyszeptałam do córek i mocno je do siebie przytuliłam.
Lecieliśmy do Rzymu, po tym wszystkim, co przeszłyśmy, nie mogłam wrócić od razu do Polski. Było to zbyt ryzykowne i niebezpieczne. Ojciec dzieci znał mój adres, a że był w Europie, mógł
tam już na nas czekać. Wylądowaliśmy we Włoszech…
— Dam sobie już radę sama — powiedziałam.
Serdecznym uściskiem pożegnałam detektywa. Nie mógł nam dalej towarzyszyć, obowiązki wzywały go do kraju. Stałam tak na zewnątrz pod dachem lotniska z kartką z adresem, pod który mam się udać. Bez bagażu, w ubraniu, w którym wyszłam z domu jego rodziców, z dziewczynkami i pieniędzmi w kieszeni, które zostawił mi detektyw.
Niedaleko stała taksówka. Wsiadłyśmy do niej, miała nas zawieźć na miejsce pod wskazany przeze mnie adres…
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.