lotnisko
Pozostało nam tylko cierpliwie czekać – cz.8
Maj 29, 2014
radość
Ten moment na który czekałam mój rodzinny dom – cz.10
Czerwiec 3, 2014
Pokaż wszystkie

Przystanek w klasztorze na chwilowy oddech – cz.9

miejsce

Długo jechałyśmy. W końcu taksówkarz zatrzymał się przed bramą.
Rozejrzałam się dookoła, sama wcześniej nie wiedziałam, gdzie dokładnie jadę. Po raz pierwszy miałam okazję być we Włoszech, zupełnie tego wcześniej nie planując.
Uniosłam głowę lekko w górę i zobaczyłam budynek otoczony zielonym ogrodem. Klasztor położony był na wzgórzu, do którego prowadziły kręte schody. Wynajmowali tam pokoje turyści oraz pielgrzymi, którzy przyjeżdżali z wizytą do Watykanu.
Weszłyśmy do środka. Recepcjonistka wychyliła głowę zza lady i spojrzała na nas dziwnym wzrokiem, jakbyśmy były nagie. Po dokonaniu wszystkich formalności zapytała:
— Ma pani ze sobą jakiś bagaż?
Spoglądała co chwilę na moje ubranie. Było wymięte i lekko przybrudzone. Sari, które założyłam na podróż, miało szary kolor, bez żadnych ozdób. Trochę czułam się w nim jak żebraczka w europejskim świecie…
— Nie mam — odpowiedziałam, niczego nie tłumacząc. Wolałam pozostać anonimowa. Ona też już o nic nie pytała.
Po dłuższej chwili trzymałam klucze do naszego pokoju. Otworzyłam drzwi, dziwnie się wtedy poczułam. Nie znałam okolicy, miejsca ani ludzi. Przykro mi było, że nie mogę wrócić do własnego domu. Dla bezpieczeństwa naszej trójki zmuszona byłam tam zostać.
Pokój był bardzo mały. Służył tylko do tego, aby się przespać. Wspólne prysznice na końcu długiego korytarza i stołówka. Potrzebowałyśmy dosłownie wszystkiego. W wyposażeniu pokoju znajdowały się tylko ręczniki, na stole stała woda, trzy szklanki i to wszystko. Jezu, nie mamy najpotrzebniejszych rzeczy — pomyślałam. Właściwie nie miałyśmy zupełnie nic poza bezpieczeństwem. Nie rozwiązywało to jednak do końca nadchodzących problemów…
Dźwigając jedno dziecko na ręku, drugie zaś trzymając za rączkę, powędrowałam do sklepu. Pampersy, szczoteczki do zębów, proszek do prania, mleko… Wszystko musiałam kupić.
Nie miałam nikogo do pomocy i nie było mi łatwo. Gdy tak wracałam ze sklepu obładowana zakupami, myślałam o nim, mężczyźnie, z którym jeszcze tak niedawno mieszkałam pod jednym dachem.
Co teraz robi? Jak się czuje z myślą, że już nigdy może nie zobaczyć swoich dzieci? Czy zrozumiał swój błąd? Byłam na niego wściekła za to, że doprowadził do takiej sytuacji.
Zniszczył całe nasze życie, mocno mnie upokorzył i zranił. Boże, spraw, żeby już nigdy nie stanął na mojej drodze, nie chcę go już widzieć! — wręcz błagałam we własnych myślach. Chciałam jak najszybciej wymazać pamięć minionych tygodni, ale serce nie sługa.
— Dlaczego ja? — zadawałam sobie takie pytanie, patrząc przez okno na panoramę Rzymu.
Upłynęło może ze cztery dni, a ja już miałam wszystkiego serdecznie dość. Radość udanej akcji przysłaniała nowa, równie skomplikowana rzeczywistość. Pieniądze mi się kończyły, o kupieniu nowych ubrań dla dzieci mogłam tylko pomarzyć. Potrzebowałam dla nich czegoś cieplejszego w wyprawie choćby do sklepu spożywczego. Wtedy zamiast kurtek służyły mi koce. Gdy dziewczynki zasypiały, wieczorem ręcznie prałam ich rzeczy, a rano zakładałam od nowa.
To jakiś koszmar, tylko w lżejszym wydaniu — myślałam.
Wykręciłam numer telefonu do kancelarii detektywa.
— Nie zostanę tu już ani minuty dłużej, wracam do Polski — zakomunikowałam stanowczo.
Rozumiał, że jest mi ciężko, po czym zaproponował:
— Przyjedzie ktoś do ciebie, przywiezie ci to, czego potrzebujesz. Powiedz tylko, kto? Wszystko zorganizujemy. Zostało tylko kilka dni do twojego powrotu, sprawdzamy wszystko. Jak już będę miał stuprocentową pewność, że nic ci nie grozi, zabierzemy cię z klasztoru.
Po jego słowach trochę się uspokoiłam. Detektyw ostudził moją frustrację co do sytuacji, w której się znajdowałam.
— Dobrze — westchnęłam głęboko.
Wskazałam kobietę, która nigdy mnie nie zawiodła w trudnych momentach mojego życia, do której miałam stuprocentowe zaufanie. Była to ta sama kobieta, która towarzyszyła mi tej feralnej nocy, kiedy mój mąż uprowadził dziewczynki do Pakistanu. Następnego dnia późnym wieczorem dotarła już na miejsce z walizką pełną ubrań i służyła mi pomocą przez następne dni.
Zmienili nam nawet pokój na większy, nie trzeba było już chodzić na drugi koniec korytarza do łazienki. Od tej pory było mi o wiele lżej, mogłam w zupełnym spokoju wziąć prysznic, a wieczorami miałam z kim porozmawiać.
I tak nastał okres świąt Bożego Narodzenia, wspólna Wigilia… A potem życzenia noworoczne. Patrząc z daleka na rozbłyskujące na niebie fajerwerki, z szampanem w ręku życzyłam sobie, aby nikt mnie już nie zranił tak, jak to zrobił mój mąż.
Dwa dni później zadzwonił telefon, głos w słuchawce powiedział:
— Pakujcie swoje walizki. Jutro o świcie przylatujemy po was, wracacie z nami do domu.
Bardzo się ucieszyłam. Spędziłyśmy tutaj prawie dwa tygodnie. Choć personel był przyjaźnie nastawiony, a ja miałam wsparcie, słońce i tak powoli zachodziło każdego dnia. Nie potrafiłam do końca się zrelaksować. I choć bardzo pragnęłam wymazać z pamięci wydarzenia ostatnich tygodni, one niestety na przekór wracały jak bumerang…
Tak jak zostało to wcześniej ustalone, późnym wieczorem wylądowaliśmy wszyscy na lotnisku w Warszawie. Byliśmy dosłownie niemalże dociśnięci z każdej strony przez tłum ciekawskich reporterów…
CDN

1 Komentarz

  1. Roksana pisze:

    Kochana czekam z niecierpliwoscia na dalszy ciag Twojej historii. Sama mam meza pakistanczyka, nie mamy dzieci Twoja historie przeczytalam jednym tchem. Mam nadzieje , ze w chwilii obecnej jestes z dzieci bezpieczna. Podziwiam za odwage.

  2. Sara pisze:

    Super pomysl Kochanie!!! Przeczytalam jednym tchem i czekam na ciag dalszy! Az trudno uwierzyc, ale to niestety nie fikcja. Trzymam kciuki!!

  3. admin pisze:

    Witam , fajnie że ci się podoba.
    Staram się pisać po rozdziale dziennie.
    Nie jest łatwo przypomnieć sobie wszystkiego po tylu latach i na dodatek skleić w jedną całość, nie myląc przy tym kolejności zdarzeń .
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.