kobieta
Powrót do wspomnień z przeszłości – cz.13
Czerwiec 13, 2014
strach
Obłędne moce nie do wiary – cz.15
Czerwiec 23, 2014
Pokaż wszystkie

Razem zaczynaliśmy wszystko od nowa – cz.14

widelec

Weszłam do domu. Ciepło przywitały mnie uśmiechy dzieci. Byłam znowu z nimi. Obecna tylko ciałem, kiedy tuliłam je mocno do siebie. Moje myśli nadal pozostawały poza granicami kraju, z którego właśnie wróciłam.
Czułam się jakby ktoś przekroił mnie na pół. Nie było to takie życie, jakiego oczekiwałam. On był tam, ja z dziećmi tutaj… Tygodnie mijały, dzwonił do mnie każdego wieczoru. Zapewniał, że wszystko będzie jak kiedyś …
Biłam się z myślami, czy powinnam podjąć takie ryzyko i wrócić do niego, czy też nie. Czy próbować sklejać ponownie rozbite szkło? Czy lepiej zostawić to wszystko tak jak jest? Po co znowu się skaleczyć!- zadawałam sobie pytania. Radziłam się przyjaciół, znajomych, co mam zrobić. Zdania w tej kwestii były podzielone. Choć liczyłam się z opinia innych, wiedziałam jedno: Ze względu na różne komentarze dotyczące mojej przyszłości… Sama i tak muszę podjąć decyzję. Długo to rozważałam, nie było mi łatwo… Zwlekałam długo, aż wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy obudziłam się rano i wszystko było już jasne. -Wracam do niego! Podjęłam ostateczną decyzję, oznajmiając to wszystkim dookoła… Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy moje i dzieci i wyruszyłam. Znowu byliśmy razem.
Na początku nie mieliśmy nic, zatrzymaliśmy się u znajomych. Dopiero po jakimś miesiącu wynajęliśmy mieszkanie i zaczęliśmy od przysłowiowych sztućców. On pracował, ja zajmowałam się domem…Przeglądałam często oferty pracy, nie chciałam już dłużej być zależna finansowo od niego… Mijały tygodnie, pełne szacunku i zrozumienia. Od nowa odbudowywaliśmy to, co runęło.Nie zabierał dziewczynek na spacer do parku, by choć na chwilę oswobodzić mnie z pod ich władzy… Kochałam go, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Ciężko było tak żyć, ale nie miałam ochoty, znowu przechodzić przez piekło. Wolałam zachować odrobinę zdrowego rozsądku. I tak wystarczająco ryzykowałam wracając do niego. Pewnego wieczoru, błogi spokój zakłócił nam telefon od eks- kochanki.
Byłam zdziwiona, a jednocześnie zaniepokojona tym faktem. Może nadal się spotykają?- przemknęła mi przez głowę taka myśl. Rozumiałam każde wypowiedziane przez niego słowo. Tylko dlatego, bym i ja, choć biernie, była świadkiem tej rozmowy. Po czym zdenerwowany przerwał ją, rzucając telefonem…
-Jutro zmienię numer telefonu, nie chcę mieć z nią nic wspólnego!!!- powiedział tak, jakby miał ochotę udusić ją gołymi rękoma, gdyby miał tylko ku temu okazję…
-Grozi mi!!! Że o niej jeszcze usłyszę, a wtedy dowiem się, kim ona jest!!! Powtarzał to zdanie jak papuga, układając w głowie zapewne niecny plan zemsty. Zaczął znowu opowiadać, jak do tego wszystkiego doszło…Nie chciałam słuchać już tych żalów, jaki był głupi i od nowa tej samej historii. Bolały mnie te wspomnienia, nie miałam ochoty już do tego wracać. Minęło zaledwie kilka dni, od perfidnej adoratorki mojego faceta i jej telefonu pełnego dziwnych, nie do końca zrozumiałych gróźb…Pewnej nocy, wydarzyło się coś dziwnego. Była późna pora dzieci spały w najlepsze, my leżeliśmy w sypialni i rozmawialiśmy.
Dziwna to była rozmowa. Opowiadał o sobie jakby to była jego ostatnia spowiedź… Ja słuchałam… Zatrzymał się w swojej spowiedzi na chwilę i zamyślił, spoglądając na pusta szklankę, którą ściskał w dłoni. -Idę do kuchni zrobić sobie kolejnego drinka – odparł wstając z łóżka.
Chyba na trzeźwo nie był w stanie się zwierzać? Po chwili wrócił ze szklanką w ręku.
-Byłaś przed chwilą w kuchni?- zapytał mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. -Nie ruszałam się z łóżka- odpowiedziałam zdziwiona.
-Miałem wrażenie, że stałaś za mną przez chwilę, kiedy nalewałem sobie drinka- dodał.
Kiedy mnie pytał, nie wyglądało to na żart…
Pomyślałam wtedy, że chyba schizuje i ma jakieś zwidy alkoholowe, nigdy nic takiego nie zdarzyło się wcześniej. Rozmowa przestała się kleić. Leżeliśmy oboje na łóżku. W pewnym momencie zrobił się bardzo nerwowy, patrząc na otwarte drzwi naszej sypialni.
– Stoi tam, widzisz!!!- krzyknął, wskazując palcem na miejsce, gdzie coś widział. Nie był pijany, zaledwie po kilku małych drinkach. Często wieczorami wypijał taką samą ilość i nic się nie działo… Nagle zerwał się jak poparzony z łóżka na równe nogi i zaczął mówić, a właściwie krzyczeć, donośnym głosem. -Odejdź stąd !!! Wynoś się !!! Zaskoczył mnie, swoją reakcją… Nie opowiadałam tego zdarzenia nikomu, bo wszyscy uznaliby mnie za wariatkę, a jego za świra. Poza jedną osobą, której ufałam bezgranicznie. Musiałam się komuś wygadać. Sama sobie nie dowierzałam, że plotłam takie bzdury… Z tego, co mówił później, bardzo przestraszony, na przemian z buzującą wściekłością, była to kobieta widmo, a uroda jej i sylwetka, jak opisywał, nieziemska…
Kiedy zniknął za drzwiami sypialni w poszukiwaniu zjawy, leżałam jeszcze przez chwilę, ale coś mi mówiło, żebym jednak wstała i poszła za nim. Tak też zrobiłam, choć nie miałam ochoty ruszać się nigdzie z łóżka.
Gdy weszłam do salonu, siedział na kanapie, wpatrując się w jeden punkt, mianowicie w komodę, oddaloną o kilka kroków od niego.
-Nic nie widzisz?! Jest tutaj! Stoi, patrzy na mnie i woła do siebie skinieniem ręki!!! – stanowczo twierdził.
-Gdzie? Nic nie widzę! – zdziwiona odpowiedziałam na pytanie.
Ciarki zaczęły przechodzić przez moje ciało. Przestraszyłam się na dobre. Coraz bardziej zaczynałam mu wierzyć. Ściskając różaniec, siedziałam w fotelu i obserwowałam jego reakcje. Wbiegł do kuchni jak poparzony, złapał energicznie pokrywkę od garnka do ręki i z ogromną złością rzucił ją w kierunku,w którym coś rzekomo widział.
-Zwariowałeś!!! Co ty robisz!!! – zwróciłam mu uwagę zdenerwowana jego zachowaniem. Nie ruszałam się z miejsca, patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Zaczynałam się zastanawiać, czy powinnam dzwonić na pogotowie już czy jeszcze poczekać?
W pewnym momencie…

CDN

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.