smutek
Rozstanie to bolesne doświadczenie – cz.2
Maj 21, 2014
wzrok
Rozstanie z dziećmi bardzo bolało- cz.4
Maj 23, 2014
Pokaż wszystkie

Ukryty romans tak blisko mnie – cz.3

romans

Mój mąż, wprowadzając mnie w swój nowy pomysł na biznes, zapowiedział, że przyjedzie jego nowy wspólnik wraz z żoną oraz czwórką ich dzieci i że zostaną u nas przez weekend. Dodając, że oni również pochodzą z Pakistanu, a ich korzenie wywodzą się z tego samego miasta, co i jego.
Tłumaczył mi, że na początek nie da się wszystkiego załatwić przez telefon. Do Londynu nie może teraz pojechać, więc spotkają się u nas, aby wszystko na spokojnie przeanalizować. Nie byłam zadowolona z tej sytuacji, która miała mieć miejsce w naszym domu.
Znowu wszyscy będą rozmawiać w ojczystym języku, a ja będę uśmiechać się i czekać na tłumaczenie. Ale biznes to biznes, niech będzie – pomyślałam. Przyjechali. Można sobie wyobrazić, jaki zrobił się harmider i kto musiał potem wszystko posprzątać. Oczywiście ja.
Po długich dyskusjach panowie podjęli ostateczną decyzję i rozpoczęli współpracę. Odwiedzili nas całą rodzinką, jeszcze kilka razy. Później jego wspólnik przyjeżdżał bez żony i dzieci, ale nie nocował u nas (odległość dzieląca ich to zaledwie 40 minut samolotem).
Tym, o czym chcę opowiedzieć, nie był biznes, ale żona jego wspólnika.
Kobieta o okrągłych kształtach, niezbyt symetrycznej budowie ciała, przeciętnej urody…dużo starsza od mojego faceta. Nieraz siedziała ze mną przy jednym stole, jadła z mojego talerza i piła kawę z mojego kubka, patrząc mi prosto w oczy… Babskim podstępem postanowiła go uwieść, wcielając się świadomie w rolę jego kochanki. On oczywiście bez żadnych oporów poddał się jej oczekiwaniom (dziś wiem od samego zainteresowanego, co się wtedy wydarzyło, ale o tym w innym rozdziale). Jasne, że na początku niczego się nie domyślałam, co dzieje się za moimi plecami, ufałam mężowi, ale z upływem czasu wszystko i tak ujrzało światło dzienne.
Trwało to jakieś pół roku, a może i więcej. Biznes się kręcił…
Od tego czasu zaczęły się dziać dziwne rzeczy z wybrankiem mojego serca. Był nieobecny, jakiś ciągle zamyślony, fizycznie też go nie było. Jak chciał wyjść z domu, a nie miał ku temu żadnego powodu, prowokował awantury — super pretekst! Trzaskał drzwiami i znikał na dzień lub dwa bez znaku życia, przeważnie w weekendy, po czym wracał, próbując wmówić mi, że to moja wina. Od tego czasu cokolwiek zrobiłam, było dla niego złe. Czepiał się rzeczy banalnych, których wcześniej nawet nie zauważał.
Czułam, że mieszkam z obcym człowiekiem, zupełnie byłam z tego powodu zdezorientowana, a brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który by wyjaśniał jego zachowanie, spędzał mi sen z powiek. Miałam ochotę spakować się i po prostu odejść od niego. Zamiar miałam taki, by wrócić do Polski… Zaczęłam zastanawiać się, o co chodzi. Zadając sobie samej pytania. Czy on już mnie nie kocha? Czy może naprawdę ze mną jest coś nie tak? Pytałam siebie, długo myślałam i nagle mnie oświeciło: on ma inną kobietę! Podejrzenia niemalże w trybie natychmiastowym padły na, jak dla mnie „starszą panią” z Londynu. Czy to na pewno ona?!!! Romans na odległość?! Czemu nie?! Skoro są pieniądze na rejsy samolotem…
Z całym szacunkiem do jej osoby, nie była atrakcyjną kobietą: nic szczególnego sobą nie reprezentowała… Osobiście nie rozumiem dlaczego? Nie darzyłam jej sympatią z chwilą, kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłam. Za to jej mąż, w zasadzie przystojny facet, wysoki, szczupły wykształcony…, w dodatku partner biznesowy mojego męża, od razu dał się polubić.
Lawina pytań w mojej głowie, a wokół mnie gradobicie meteorytów — tak się wtedy czułam. Nie dowierzałam własnym myślom… Pozostało mi tylko przyjrzeć się całej sytuacji z bliska. I znowu zaczęłam pilnować telefonu Asana.
Przypomniał mi się dzień, kiedy odwiedziła nas z mężem. Wyszliśmy wtedy wszyscy razem na kolację do restauracji. Oni pod pretekstem zapalenia papierosa na zewnątrz, zniknęli na ponad godzinę, zostawiając nas samych przy stole. Zwracałam uwagę, jak z nią rozmawiał, przez telefon w mojej obecności. I przyznam, że o wiele milej niż ze mną. Choć nie rozumiałam treści rozmowy, było to słychać w jego tonacji głosu i czuć energetycznie na odległość. Na pytania, jakie mu zadawałam, dlaczego to właśnie jej poświęca cały wieczór, zamiast ofiarować go mnie, twierdził, że to normalne, że skoro mają wspólny biznes, to i z żoną wspólnika trzeba zamienić kilka słów. Trzymał mnie na dystans i nie informował na bieżąco o niczym, więc chwilami czułam się jak zupełnie obca.
Zaczynałam rozumieć też, dlaczego ona zbyt często i powiedziałabym, nachalnie, wydzwania do mnie, dziwnym trafem zawsze podczas jego nieobecności. Mój mąż miał nienormowany czas pracy, a jednak dziwnym zbiegiem okoliczności nigdy go nie było w domu, kiedy ona dzwoniła na stacjonarny telefon. Po krótkim ogólnym wstępie typu rozmowa o pogodzie, tj. o wszystkim i o niczym, zawsze pytała, czy u nas wszystko okej? A najbardziej interesowały ją relacje między nami… Nie otrzymywała satysfakcjonujących odpowiedzi. Ja natomiast nie czułam potrzeby opowiadania jej, że wszystko się wali. I na dodatek zwierzania się komuś, komu nie ufałam, by miała z tego satysfakcję.
W sumie to nie wiem, dlaczego jej nie ufałam. Kobieca intuicja. Nie byłyśmy bliskimi sobie osobami. Nawet moi najbliżsi przyjaciele nie mieli pojęcia, co się dzieje. Znali tylko skróconą wersję upadku naszego związku. Jedynie jego starszy brat, który był na miejscu, bo mieszkał od nas dosłownie kilka ulic dalej, został wtajemniczony w nasz kryzys. Ale on też nic nie wskórał, a może nie chciał się wtrącać, tego nie wiedziałam. Do jego rodziny nie miałam odwagi dzwonić. Bariera językowa dodatkowo ograniczała mi kontakty. Z jego mamą, która miała jeszcze na niego jakiś wpływ, niezbyt wiele rozmawiałam, bo właśnie znałam tylko podstawowe słowa jej ojczystego języka i to wszystko.
— Jest źle między nami — mówiłam.
Co mogła zrobić dla mnie? Nic, nie rozumiała mojego przekazu. Znała wersję własnego syna, a nie moją. Wciąż byłam czujna.
Gdy kochanka raz gościła u nas kilka godzin, rzekomo przejazdem, on cały w skowronkach, spełniał każdą jej prośbę. Nawet nasza znajoma, będąc z wizytą u nas w tym czasie, zauważyła, że coś jest nie tak. Puzzle zaczęły układać się w całość, wiązałam fakty i wciąż obserwowałam.
Nie miałam stu procentowej pewności, żeby rzucać oskarżenia, ale wszystko na to wskazywało.
Przypadek sprawił, że mój krętacz, zapomniał telefonu, wychodząc do pracy. Wzięłam do ręki jego dzwoniący telefon, który leżał na blacie kuchennym. Nawet nie wiedziałam, że go zostawił, zanim się nie rozdzwonił. Kierunkowy Londyn?! Spojrzałam zdziwiona na ekran i niezbyt pewnie przycisnęłam klawisz, łącząc rozmowę. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, nawet kiedy się kąpał, a telefon dzwonił i dzwonił. Tym razem jakiś wewnętrzny głos powtarzał mi: Odbierz i milcz! To była ona, kobieta z Londynu. Od razu zaczęła mówić, swobodnie, bez ograniczeń, to był jej głos. Gdy już się upewniłam, kto znajduje się po drugiej stronie słuchawki, wypowiedziałam krótkie „halo”. Była zdziwiona. Myślę, że nawet doznała szoku. Złapała głęboki oddech i wyłączyła telefon. Nie spodziewała się, że po drugiej stronie jestem ja. Minęło ponad dziesięć lat od tego zdarzenia, nie pamiętam już dziś, co dokładnie mówiła, myśląc, że odebrał mój facet. Sama stałam ze słuchawką w ręku jak figura z betonu. Jej zachowanie było jednoznaczne. I już wtedy nie miałam wątpliwości… Układanka skończona!!! Zamiast cieszyć się, że intuicja nie zawiodła mnie i tym razem, dziękować okolicznościom, ja natomiast na odwrót, miałam w głowie tysiące nie do końca pozytywnych myśli.
Gdy wypowiedziałam krótkie „halo”, była zdziwiona, złapała głęboki oddech i wyłączyła telefon. Nie spodziewała się, że po drugiej stronie jestem ja…
– Nikt już nie będzie mnie dłużej okłamywał!!! Koniec zabawy moim kosztem!!!
Nie potrafię opisać, co się ze mną działo, wszystkie fale emocji przeszły przez moje ciało i zmieniały się co chwilę jak w kalejdoskopie.
– Naiwna idiotko! – mówiłam do siebie o sobie samej, gdy byłam zwyczajnie na siebie zła.
Chwilę później zrobiło mi się smutno, a łzy pociekły mi po policzkach. Siedziałam sama w dużym pokoju na zimnej skórzanej kanapie, owinięta kocem, skulona w pół jakbym miała
silne, przeszywające bóle brzucha. Wokół mnie panowała grobowa cisza. Skrzywdzona emocjonalnie i rozczarowana moim mężem, żaliłam się samej sobie, zadając jednocześnie pytanie, czy ja nie mam prawa do szczęścia…? Kiedy już otarłam ostatnie łzy, zaczęła narastać we mnie nienawiść do niego i chęć zemsty. Jej natomiast miałam ochotę zrobić jakąś krzywdę. Oczywiście poinformowałam męża adoratorki, co się tutaj dzieje, ale co on zrobił z tą informacją, nie wiem.
Zresztą, nie interesowało mnie to. Nie mogłam czekać z tym do wieczora. Poszłam do pracy mojego faceta. Był sam. Nie musiałam ukrywać emocji…
Rzuciłam jego telefon na blat i podniesionym głosem zażądałam wyjaśnień… Jego reakcja na stawiane mu zarzuty w zupełności mi wystarczyła. Zamarł, nie odpowiadał. Mimika twarzy, zmieniający się kolor, pierwsze krople potu na jego czole i nerwowe ruchy ciała potwierdziły moje przypuszczenia. Już nie musiał nic mówić. I wtedy uderzył mnie w twarz po raz pierwszy. Nie zabolało, zbyt lekko się zamachnął…Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do domu. Czekałam na niego, chciałam w jego obecności wyrzucić wszystko, co leżało mi na sercu, wykrzyczeć jak bardzo mnie zranił… Ale nie przyszedł na noc. Może i dobrze, bo nie wiadomo, co by się tej nocy wydarzyło…
Gdy nad ranem usłyszałam otwierające się drzwi, moje emocje zdążyły już opaść. Jedyne, co miał mi do powiedzenia, to to, że sobie coś ubzdurałam. Nie wierzyłam w żadne jego słowo. Miał całą noc na wymyślenie historyjki, która w ogóle nie trzymała się kupy. Coraz bliżej byłam myśli, żeby odejść od niego na zawsze…
Choć serce krzyczało: Wybacz! Ludzie popełniają błędy. Zastanawiałam się nad wyjazdem do Polski. Zranił mnie bardzo mocno i za dużo mnie to kosztowało nerwów, nieprzespanych nocy… Czułam się poniżona i upokorzona jak nigdy dotąd…
Zaczął wracać do domu po pracy ku mojemu zdziwieniu punktualnie. Już nie dzwonił do niej wieczorami i ona nie dzwoniła też. Nawet poranne telefony jej do mnie ucichły bezpowrotnie…
Przejawiał ofiarność ze swej strony wczesnym powrotem do domu i siedzeniem cicho, bez słuchawki w ręku, pozornie wpatrzony w program, który wyświetlał się na telewizorze właściwie bez zainteresowania… Cały czas o czymś myślał. Ciche dni pomału zaczęły mnie przerastać.
Rozmawialiśmy już tylko oficjalnie, o uczuciach ani słowa i o tym co się stało. Po prostu nie było nas… Nie próbowaliśmy niczego ratować. Wizja powrotu do Polski zbliżała się wielkimi krokami.
Nie potrafiłam, choć bardzo się starałam, zapomnieć i mu po prostu wybaczyć. To uczucie było ode mnie silniejsze, nie tak wyobrażałam sobie nasz związek. Ufałam mu bezgranicznie, z mojej strony nigdy nawet nie myślałam o romansie, nie zdradziłam go. Oczekiwałam tego samego od niego. Upłynęło dosłownie kilkanaście dni po wszystkich wydarzeniach, kiedy to on zaskoczył mnie po raz kolejny. W najgorszych snach nie widziałam takiego scenariusza. W jednej chwili jak bańka mydlana pękło wszystko. I moje życie przestało mieć dla mnie jakikolwiek sens…
.
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.