małpka
Dla Bartka
Styczeń 18, 2015
życzenia
Dla Małgosi
Marzec 22, 2015
Pokaż wszystkie

Wymazana z pamięci i zapomniana dawna klątwa – cz.36

karty

Długo jeszcze rozmawiałyśmy przez telefon. Czułam się tak, jakbym znała ją od bardzo dawna. Spontanicznie w trakcie trwania naszej dyskusji rozłożyła mi karty. I to, co utkwiło mi najbardziej z całej przepowiedni, to było to, że za rok będę zupełnie kimś innym.
Zdziwiły mnie trochę jej słowa.
Jak to kimś innym, zupełnie inną osobą? — pomyślałam, nie ukrywając ogromnego zaskoczenia.
Według mnie, niczego mi nie brakowało. Uważałam, że taka, jaka jestem, w zupełności sobie samej wystarczam. Nie potrzebowałam żadnej zmiany, a już na pewno nie samej siebie.
Szybko zrobiłam sobie w myślach ekspresową samoocenę. Prowadzę dom nienagannie, czyli wysprzątane, poprasowane, rachunki opłacane na bieżąco. Wszystkie spotkania umówione, czy to z lekarzem, czy w urzędzie miasta… jak w szwajcarskim zegarku. Dzieci zadbane, obiad ugotowany…
Czego mogłam od siebie więcej wymagać? — zastanawiałam się w duchu, analizując przepowiednię. W końcu zignorowałam te słowa. Wydawały mi się takie zwyczajne, rzucone na wiatr. Choć jednak, mimo woli zostawiły gdzieś głęboko w mojej pamięci ślad.
Dokładnie po upływie roku znajomi i przyjaciele zaczęli mówić za moimi plecami, jak i bezpośrednio do mnie, że zmieniłam się o 180 stopni. Dopiero wtedy dotarło to do mnie. Odświeżyłam zaszufladkowane gdzieś głęboko słowa, już nie wróżki, a serdecznej przyjaciółki. Osobistej terapeutki, która to podstępnie, nie informując mnie o niczym, cały czas leczyła mnie z nałogu mojej chorej miłości, ukazując mi bardzo delikatnie kulisy naszej toksycznej relacji partnerskiej. Uświadamiając mi przy tym, że moja przemiana bycia kimś innym miała dotyczyć mojej sfery uczuciowej, a nie, jak uważałam sama, stania się bardziej perfekcyjną panią domu niż byłam, o czym jeszcze rok wcześniej nie miałam bladego pojęcia.
Zmieniałam swoją rzeczywistość…
Wszystkie te działania prowadziły drobnymi kroczkami do radykalnego zakończenia mojego związku (oj, odbiegłam od tematu, ale już nie uprzedzam faktów, o tym, jak do tego doszło, dowiecie się w dalszych rozdziałach, ale mój facet nie raz jeszcze was, moi czytelnicy, zaskoczy, a także i mnie).
Upłynęło dobrych kilka dni. Mąż nadal gościł z wizytą u swojej rodziny. Słuch po nim zaginął. Wiedziałam tylko, że doleciał i tyle. Nie robił już na mnie żadnego wrażenia fakt, że nie dzwoni co wieczór, choćby na minutkę, zapytać, co u nas. Ja bym tak zrobiła, no ale on nie był mną. Jego telefon milczał. Zawsze tak robił, jak już stanął stopami na ziemi ojczystej, więc zdążyłam się przyzwyczaić do tego po wspólnie przeżytych razem latach.
Nie naciskałam na codzienne elektronicznie podpisywane listy. Zdawałam sobie sprawę, że z bliskimi jego sercu osobami widuje się bardzo rzadko, więc nie chciałam zakłócać jego pobytu w Pakistanie i sama też nie dzwoniłam, a już po ostatnich wydarzeniach na lotnisku w Warszawie muszę się przyznać w ogóle nie miałam ochoty słyszeć jego głosu. Jak dla mnie, mógł tam gdzie był, siedzieć miesiącami.
On w Azji, ja w Europie. Zafascynowana nową znajomością i wiedzą, która zawsze wzbudzała we mnie duże zainteresowanie. Może zostało mi coś po mojej babci ze strony mamy i po mojej mamie? One obie rozkładały karty, stąd pewnie moje zamiłowanie do tajemnic innego, niewidzialnego i nienamacalnego przez ludzką rękę świata.
Zaczęłam chłonąć wiedzę jak gąbka wodę, kiedy tylko czas pozwalał mi serfować po Internecie.
Dni upływały jeden po drugim na rozmowie z moją przyjaciółką wróżką, a kontaktowałyśmy się ze sobą niemal codziennie. Podczas naszych rozmów głównie ja zasypywałam ją pytaniami.
W końcu uznałam, że jest odpowiednią osobą, której mogę opowiedzieć o wydarzeniu pewnej dziwnej nocy sprzed lat, kiedy to mój mąż osunął się na podłogę jak wysportowany akrobata, bardzo elastycznie, twierdząc przy tym, że kobieta o nieziemskiej urodzie sprowokowała go do tego. Bez narażenia się na drwinę i wyśmianie mnie z jej strony za historyjki rzekomo wyssane z palca (temat dotyczy rozdziału 15). Przez kilka lat nie otrzymałam żadnej logicznej odpowiedzi, ani nawet potwierdzenia moich domysłów na ten temat.
Kiedy już wysłuchała mojej opowieści do końca, powiedziała:
— Proszę, wyślij mi jego zdjęcie na e-maila, a ja zobaczę, co mogę zrobić. Mam pewne przypuszczenia, ale pozwól, że się najpierw sama upewnię.
— Tylko zdjęcie! To wystarczy, tak na odległość? — zapytałam poniekąd zdziwiona jej prośbą.
— Tak, na początek tak — odparła spokojnym głosem.
Czułam, że usłyszała coś, co zrobiło na niej duże wrażenie.
Kamień noszony przez kilka lat spadł mi z serca. Byłam przekonana, że wie dokładnie, z czym ma do czynienia i o czym mówię, ale nie chciała dalej ciągnąć tego tematu.
Może nie chciała mnie straszyć na wyrost? Urwała go bardzo sprytnie, wyjaśniając mi, na czym to wszystko polega, jeżeli stawiałybyśmy na klątwę, czyli czarną magię.
Nie było wcale tak, jak to sobie wyobrażałam. Egzorcyzm kojarzył mi się wcześniej z obrazem z horroru, powiązanym z rytuałem mrożącym krew w żyłach. Wyjaśniła mi krok po kroku, na czym to polega, ale i tak nie bardzo potrafiłam to sobie wyobrazić, pracując na pełnych obrotach oczami duszy.
Kiedy ona sprawdzała mojego męża ze zdjęcia, które jej podesłałam, ja miałam za zadanie czekać cierpliwie na sygnał równoznaczny z ukończeniem pracy nad moim facetem, bo tak się wstępnie umówiłyśmy. Przyznam, że wcale nie byłam cierpliwa, zżerała mnie babska ciekawość, chciałam szybko wszystko wiedzieć, co w przysłowiowej trawie piszczy.
Kiedy siedziałam w jadalni przy stole w zupełnej ciszy i przeglądałam zaległą pocztę mailową, nagle zupełnie niespodziewanie zadzwonił mój mąż. Aż podskoczyłam z krzesła, tak przestraszył mnie dźwięk telefonu. Wreszcie przypomniał sobie o moim istnieniu, kiedy to ja raczej czekałam na sygnał od mojej czarodziejki, oznajmiając mi, że ma mi coś bardzo ważnego do powiedzenia, tonem osoby pokrzywdzonej i jakby lekko przestraszonej.
— Okłamali mnie wszyscy!!! Mój przyjazd związany z podpisem co do sprzedaży sklepu, pamiętasz!!! — krzyczał, jakby wydawało mu się, że słabo go słyszę.
— Wszystko okazało się fikcją, rozumiesz???!!! Pretekstem!!! — twardo akcentował, krzycząc dalej.
— Skłamali tylko po to, bym szybko się tu pojawił, a powód mojej wizyty był zupełnie inny!!! Sam jestem w szoku i nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć?!
Zdążył wypowiedzieć tylko to jedno długie zdanie i coś przerwało nasze połączenie.
— Halo!? — powtórzyłam kilka razy to samo słowo i odłożyłam słuchawkę, zaskoczona tym, co mi powiedział.
Po głębszym oddechu jeszcze raz przeanalizowałam jego słowa, ale nic z tego nie rozumiałam. Jaki mógł być powód, który nakazał jego rodzinie kłamać? Albo może sam coś wymyślił głupiego? Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć…
Nie pozostawało mi nic jak tylko czekać, kiedy ponownie zadzwoni, bo kiedy ja dzwoniłam do niego, w telefonie włączała się automatyczna sekretarka.
Kiedy zatopiłam się w swoich myślach dość intensywnie, nagle niespodziewanie otrzymałam na Skypie wiadomość od wróżki o treści „zadzwoń, już wszystko wiem”, a za tym tekstem wiele wykrzykników. Natychmiast sięgnęłam po telefon stacjonarny i wykręciłam kierunkowy do Polski.
— Hej, nie za późno dla ciebie? — ciepły głos odezwał się w słuchawce. Zawsze brzmiał tak samo miękko i spokojnie.
— Nie, nie śpię jeszcze, czekałam na twój sygnał i w dodatku mój mąż też chce mi coś powiedzieć, ale nie dzwoni od momentu, kiedy nas rozłączyło…
Wzięła głęboki oddech i po dłuższej chwili milczenia, jakby się lekko wahała, powiedziała:
— Usiądź, kochaniutka, bo za chwilę przejdą cię ciarki, tak jak mnie, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zdjęcie twojego „zaczarowanego” faceta…
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.