nałóg
Mamuśka niezła fucha Epizod 11 Nikotynowy potwór
Maj 30, 2017
urodziny
Mamuśka niezła fucha Epizod 13 Siódemka jak siedem lat
Czerwiec 1, 2017
Pokaż wszystkie

Mamuśka niezła fucha Epizod 12 Udusić dzieciaki

dziecko

Czasem, chyba niczego nie rozumiem? Brak mi siły, aby logicznie myśleć, szukając przyczyny… Jak zdarta płyta w kółko, bez wytchnienia, bez emocjonalnego szantażu, bez nacisku. Grzecznie proszę. Niekiedy nawet błagam, zażenowana brakiem zainteresowania, własnych dzieci…

Nie proszę je o skoszenie trawnika, malowanie ścian, wywożenie szamba, czy nawet umycia podłogi. Ale o zwykłe czynności domowe: podnieś papierek z podłogi, wstaw buty do szafki, zabierz plecak szkolny z korytarza, bo łatwo się o niego potknąć… Mamy w domu takie współczesne urządzenie, które samo myje naczynia, bez wysiłku, bez namaczania po prostu za naciśnięciem jednego magicznego pstryczka. Ale zapakowanie i rozpakowanie przez moje dzieci stwarza ogromny problem i robi się z tej czynności wielkie zamieszanie…

Koszmar, rozpacz, nerwica. Melisa z własnego ogrodu nic nie pomaga… Kawa stygnie, a ja zamiast cieszyć się jej smakiem wraz ze wszystkimi urokami poranka, podarunek od matki natury… W skąpej koszulce nocnej, bez kremu na twarzy, bez porannego prysznica, biegam po kuchni, bo jest mi wstyd za moje panny. Trafia mnie piorun, gotowa jestem udusić je własnymi rękoma, kiedy energetyczny nieład panuje wokół mnie.

Rozlane mleko na blacie kuchennym. Papierek po cukierku obok kosza na śmieci, a nie w nim. Wiem! Ciężko jest trafić do kosza, a co dopiero podnieść ciężką stalową pokrywę. Na litość boską trochę szacunku dla matki…!!!

Niedomknięta lodówka. Talerze na stole w jadalni, okruchy bułki pod krzesłem. Buty porozrzucane dosłownie wszędzie, różnej marki i na każdą porę roku w każdym rogu, dlaczego? Miejsce na buty ma duży metraż, niestety wymaga to pracy użycia rąk… Staram się je zrozumieć? Na próżno, nie nadążam… Nie wiem, czy płakać, czy rzucać porcelaną? Nic już nie wiem, za późno na naukę, a może jest szansa? Jak do nich dotrzeć? Zmienić repertuar codziennie odtwarzanej płyty? Ale na jaki, co zadziała…?

Wiem za długo trzymałam je w bezruchu, układając zabawki na pułkach w ich pokoju. Sprzątałam dżinsy z podłogi, skarpetki zbierałam z parapetu… Dziś mam, co chciałam! W sumie słusznie, jak nauczyłam tak mam, a dziś trudno przekręcić klucz w zepsutym zamku… Daję im z siebie wszystko, co posiadam. Nieba uchylam. Chronię przed deszczem rozkładając parasol. Trzymam nad przepaścią ich lęków i zwątpień. Na wzburzonym morzu rzucam koło ratunkowe o mało sama, nie wypadnę za burtę…

One nieruchome, jak posągi w parku. Nie reagują, jakby były upośledzone słuchowo… Grafik dyżurów na ścianie, nie działa! Zero pomocy, zero zrozumienia. Smarkate dzieciaki, zlasowane umysły, uzależnione od internetu niczym narkotyku. Leniwe, zmęczone od siedzenia w szkolnej ławce. W domu wpatrzone w szkiełko wirtualnego życia. Skoncentrowana na dzieciach mam śmiałość przypuszczać, że prawdziwe życie ich nudzi… Młode nieletnie kobiety, a jak stare, aż strach pomyśleć, co będzie dalej… Przerażona przyszłością w dwadzieścia minut robię porządek w kuchni i złość odchodzi, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.