białe złoto
Złota obrączka symbol naszego związku – cz.29
Październik 8, 2014
urodziny
Dla Iwony
Październik 19, 2014
Pokaż wszystkie

Dlaczego postanowiłam zapisać elektronicznie Historię jednego związku?

ksiązka

Sprawcą był zupełny przypadek losu, choć osobiście uważam, że nie ma przypadków.
Wszystko dzieje się po coś? Ludzie spotykają się po coś? Tragedie w naszym życiu również wydarzają się w jakimś celu. I te piękne chwile, kiedy jesteśmy szczęśliwi, nie pojawiają się od tak sobie. Zawsze we wszystkim, co robimy, jest ukryta jakaś wewnętrzna przyczyna, która prowadzi do jakiegoś zamierzonego z „góry” skutku.
Hmn.
Wewnętrzna przyczyna, tkwiąca w nas samych?! Obszerny temat nabytych chociażby w dzieciństwie wzorców, programów podświadomości itp. Lepiej go nie zaczepiać!!! Sama nie do końca ogarniam ten temat.
Podsumowując w skrócie wszystko, co dzieje się wokół nas ma swój cel, abyśmy mogli uczyć się na własnych błędach i rozwijać.
Idąc do przodu przez życie, wyciągać odpowiednie wnioski, własnych decyzji podjętych, czy to w chwilach, kiedy targały nami ogromne emocje, czy kiedy nasze decyzje były skrupulatnie przemyślane i w danej chwili wydawały się słuszne i uzasadnione.
Pewnego wieczoru byłam światkiem rozmowy mojej córki z moim obecnym partnerem, który specjalizuje się w informatyce i wszystkim, co jest związane z tym tematem.
Nalegała wręcz, że chce mieć własnego bloga i pytała czy on pomógłby zapoznać ją z tematem od strony technicznej.
Wtrąciłam się do rozmowy, wypowiadając się na dany temat negatywnie.
Uważałam, że to jest głupi pomysł i taki blog jest jej do niczego nie potrzebny.
To co powinno interesować ją na chwilę obecną, to przede wszystkim dobry start w szkole średniej, a nie zaniedbywanie obowiązków szkolnych, ślęcząc nad tekstem do bloga.
Niestety, uporczywość mojej nastolatki, przełamała lody i zgodziłam się na ten pomysł.
Zaczęłam śledzić ich początki. Wybór szablonu, czcionki itp.
Obserwowałam entuzjazm mojej córki, co chce napisać i jakie ma pomysły dotyczące strony. Wszystkie ich działania i jej osobiste wizje zaczęły wzbudzać we mnie coraz większe zainteresowanie.
Pewnego dnia, śmiechem – żartem, zupełnie spontanicznie zakomunikowałam, że też „chcę takiego bloga”.
Mój partner natychmiast podchwycił mój pomysł, proponując mi indywidualny wygląd strony. I tak właśnie wkręciłam się sama na prowadzenie własnego bloga, jakbym każdego dnia miała za mało pracy w domu i poza nim!
Traktowałam mój pomysł, jak coś nowego, coś czego nigdy wcześniej nie próbowałam. Podchodząc do tego z dużym dystansem i kapryśnym uśmiechem na twarzy.
Kiedy już wymyśliłam tytuł strony i blog był gotowy, siedziałam patrzyłam na niego i nic nie przychodziło mi do głowy.
Towarzyszyła mi zupełna pustka, nie miałam pojęcia co mam w nim pisać.
W końcu napisałam tekst o „ Kosmicznej kobiecie” i wkleiłam go.
Było to dla mnie nowe doświadczenie. Nie ukrywam, nie spodziewałam się, że przyniesie mi to tak dużo satysfakcji i radości do tego stopnia, że sama sobie składałam gratulacje. Cieszyłam się, jak małe dziecko, wtedy właśnie narodził się pomysł w mojej głowie i tak powstała „Historia jednego związku”.
Na początku, nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. W końcu nie jestem pisarką, a moja interpunkcja „leży i kwiczy”.
Pamiętam do dziś, słowa mojej polonistki, kiedy już sprawdziła moje maturalne bazgroły, jak wtedy głośno krzyczała idąc za mną na przestanek autobusowy „ powinnaś za błędy ortograficzne leżeć przynajmniej tydzień krzyżem w kościele”. Zrobiło mi się wtedy głupio, wszyscy koledzy z mojej klasy, słyszeli ten niby, żartobliwy tekst.
Nie oblała mnie tylko dlatego, bo uważała, że mam spory potencjał. Zawsze pisałam długie interesujące wypracowania i każda praca domowa z języka polskiego, była wyczerpująca i wzbudzała u niej zainteresowanie. Dodatkowo, bez niczyjego nacisku, pisałam własne wiersze i nosiłam polonistce do sprawdzenia.
Opisywanie „ Historii jednego związku” nie należy do najprostszych, nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkiego, niestety nie prowadziłam pamiętnika z każdego, przeżytego razem dnia.
Z niektórych wydarzeń, mam tylko krótkie flesze, a potem siedzę i zastanawiam się, co było przyczyną i jak do tego doszło?
W dodatku staram się żeby wszystko miało „ręce i nogi” zachowując przy tym ciągłość wydarzeń, aby spójnie współgrały ze sobą tworząc jedną całość, a mój czytelnik zrozumiał, co mam na myśli i co chcę przekazać odbiorcy.
W trakcie pisania wracają wspomnienia i te dobre i te złe z przeżytych wspólnie razem chwil.
Czasami od nowa analizuję wydarzenia, co powinnam była zrobić w tej sytuacji, a czego nie zrobiłam w danej chwili. Nieraz wściekam się sama na siebie, nieraz łza zakręci mi się w oku i już zdążyłam się nawet popłakać.
Kiedy piszę o tych wydarzeniach z mojego życia, mam wrażenie, że się wewnętrznie oczyszczam i coraz mniej mam sobie do zarzucenia, gdzieś w głębi siebie czuję, że z każdą emisją kolejnej części znikają we mnie nieuzasadnione pretensje.
To jakby przelewanie wszystkiego na papier i wynoszenie na strych, pozostawiając historię następnym pokoleniom do oceny i analizy.
Czasem doświadczenia innych, w tym wypadku moje, pozwalają ustrzec czytelnika, przed własnymi niepowodzeniami. Zwolnić własne tempo życia, a nawet zatrzymać się na chwilę. Taka pauza pozwala docenić pozytywne wartości, których często sami nie dostrzegamy we własnym związku partnerskim.
Bardzo proszę o cierpliwość i wyrozumiałość w związku z emisją kolejnych rozdziałów na blogu. Odnoszę wrażenie, że to niekończąca się opowieść, bo do dnia dzisiejszego niema ona swojego zakończenia.
Mam jeszcze sporo niespodzianek, które zaskoczyły mnie samą i pewnie podzielicie wkrótce moje zdanie, ale wszystko wymaga czasu, a ja przy obowiązkach dnia codziennego, ledwo znajduję wolny czas, by w spokoju usiąść do komputera i pozbierać myśli.
Wszystkim moim czytelnikom, bardzo dziękuję za własne opinie i spostrzeżenia.
Dziękuje za e-maile od kobiet, które są w związkach z obcokrajowcem. Cieszy mnie to, że nie które z nich los obdarował wspaniałym facetem.
Cieszy mnie również to, że moje rady są odbierane pozytywnie, choć nie przychodzą mi łatwo.
Każdy związek jest indywidualny, jak i każdy człowiek na tej planecie. Ale staram się, jak tylko potrafię najlepiej, odpisywać na zadawane mi pytania. Dziękuję mojej córce za to, że zaraziła mnie swoim pomysłem.
Również dziękuję mojemu byłemu partnerowi, bez którego udziału, nigdy nie powstałaby ta historia.
Dziękuję, również za to, że po mimo kopniaków, jakie otrzymywałam od życia w których to mój były partner odgrywał główną rolę do momentu, kiedy to wreszcie obudziłam się z długiego snu, a różowe okulary wyrzuciłam do kosza.
Patrząc na wszystko z innej strony, nie grając na scenie własnego życia, a siedząc w fotelu. Przyglądając się uważnie przeszłości mojego związku z pozycji widza, obserwatora. Mogłabym dziś nazwać, mojego Pakistańskiego męża, uzdrawiającym aniołem, który odegrał swoją rolę w moim życiu po mistrzowsku, aby moja dusza otrzymała takie lekcje, które były mi potrzebne do transformacji samej mnie.
Tylko szkoda, że tak długo to trwało i szkoda w tym całym zamieszaniu naszych dzieci. Ale co poradzić, takie życie.

4 Komentarze

  1. Roksana pisze:

    Ja dziekuje ze odwazylas sie napisac o swoim zyciu kazdy Twoj wpis czytam jednym wdechem.pozdrawiam Roksana.

  2. admin pisze:

    Bardzo się ciesze, że Ci się podoba, pozdrawiam również.

  3. Iwona pisze:

    Niektórzy po prostu są stworzeni do tego, żeby dzielić się ze światem swoją wspaniałością. I żeby nie było nieporozumień, mówię to całkiem poważnie!

  4. Karolina pisze:

    Twoje wspomnienia są piękne. Jak to w życiu, czasem jest cudownie, czasem otrzymuje się lekcje. Twój blog powinny przeczytać wszystkie kobiety, które wchodzą w związek z panem z tamtych stron, bo ci panowie są w wielu kwestiach do siebie bardzo podobni. Dziękuję i czekam na c.d. historii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.