dama
Czterdzieści jeden i pół – O czym jest opowiadanie?
Wrzesień 10, 2017
relaks
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 2 Słomiany kapelusz – cała ja
Wrzesień 23, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół – Rozdział 1 Singlowa mama

nogi

Dwudziesty pierwszy wiek. Na świecie panuje chaos. Taki współczesny chaos, porównywalny do dalekiej przeszłości, starożytnej mitologi Greckiej, średniowiecza… Jest wiele nurtów nauki, gdzie z łatwością idzie tą naszą współczesność dopasować. Rozwinięta technologia na maksa. Ludzie o wiele bardziej wykształceni. Warunki mieszkalne niemalże luksusowe i nie mam tu na myśli pałaców ani też złotych klamek… A mimo tego zachowujemy się jak zwierzęta, dzikie zwierzęta… Jakbyśmy mieli w rękach maczugi, zamiast kluczyka do nowego porsche i cofnęli się co najmniej do czasów, kamienia łupanego… Ale nie o czasach kamienia łupanego tu mowa, tylko o mnie.

Mam czterdzieści jeden i pół. Nie milionów na koncie w banku, choć bardzo sobie tego życzę i nie kwiatów w wazonie, bo nie ma mi je kto przynosić. No może lekko przesadzam z tym brakiem kwiatów w wazonie. Gdyby tak głębiej pokopać w studni płci męskiej znalazłby się zapewne jakiś nieśmiały amant. Który chętnie zaśpiewałby pół głosem serenadę pod moim balkonem, tak, by nikt nie wycelował w niego doniczką z czerwoną pelargonią. Spadałaby szybko, ale bolałaby długo. Oj! Szkoda byłoby chłopaka… Wybór jest spory „pół świata tego kwiatu”, ale nie zawsze jakość odpowiada moim oczekiwaniom…

Absolutnie nie zaprzeczę! Trochę poprzewracało mi się w głowie. Może miałam do tego prawo? Może dostałam nagrodę od życia? W postaci drugiej młodości. Powracając na planetę ziemia, jako mama singiel ka. Bo, jak długo można być poważnym i rygorystycznym wobec siebie. Żyć wedle stereotypów, nie do końca poukładanego świata. Narzucając sobie błędny tok myślenia wcześniejszych pokoleń… Żyć wedle tradycji, które dziś dają wiele do myślenia. Podczas, gdy jedna definicja moralna, przeczy drugiej. Ech kto to wie? Dziwny jest ten świat, mimo tego dostałam przywilej tu być, więc jestem. Nie po to, by narzekać, ale cieszyć się życiem i brać garściami wszystko to, co przynosi mi los, nawet wtedy, kiedy kręcę głową na nie.

Czterdzieści jeden i pół to ilość przeżytych lat, a w nich miesięcy, tygodni, weekendów i godzin… Uświadomiłam to sobie na fotelu dentysty zupełnie nie tak dawno. Zanim do niego przyszłam musiałam wpaść w jakąś ogromną dziurę czasu. Nie pamiętam, kiedy minęły mi te wszystkie lata. Przede mną przyszłość, niewiadoma długość mojego życia. Czwórka z przodu jest uniwersalna, różnie interpretowana… Przerażona jestem trochę, nie ukrywam, mogłam się nie umawiać na tę wizytę u dentysty! Żyłabym sobie nadal w nieświadomości upływającego czasu, wygodniej jest budzić się beztrosko…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.