kobieta
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 9 Zdyscyplinowane myśli
Listopad 21, 2017
kobieta
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 11 Komfortowy styl
Grudzień 13, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 10 Ocean lęków i zwątpień

miłość

Afrodyta, bogini miłości i piękna. Symbol boskiej energii kobiecości.
I tak, jak ona powstała z piany morskiej tak i ja wynurzam się teraz z oceanu moich leków i zwątpień, jeszcze nie do końca emocjonalnie gotowa na nowy związek. Miałabym przekroczyć bramę wolności, totalnego luzu i związać się na nowo z facetem odkrywając po drodze jego nawykowe grymasy. Zbierać porozrzucane skarpetki, znosić morały… Dlaczego w ogóle takie myśli zaprzątały moją głowę? Otóż wszystko na to wskazywało. Coś wisiało w powietrzu tuż nad naszymi głowami. Za każdym razem, kiedy Robert przekraczał próg mojego domu, czułam wewnętrzną radość. Przyglądałam się bacznie nam obojgu. Analizowałam jego słowa i swoje zachowanie.
Nie czułam się przy nim spięta, a wręcz przeciwnie bardzo wyluzowana. Może po kilku tygodniach znajomości nie traktowałam go jeszcze zbyt serio? Tego, nie wiem. A może on po prostu pozwalał mi być sobą? Taką jaka jestem. Naturalna, bez maski w swoim środowisku. Nie zwracałam uwagi na słowa, jakie padały z moich ust. Nie układałam w swojej głowie poukładanych pytań, by dobrze wypaść, prezentując swój wysoki poziom intelektualny. Odpowiedzi w stosunku do niego też miałam luźne, bez żadnego nadzoru, żadnej kontroli, takie spontaniczne. Nawet nie próbowałam na umówione spotkanie z Robertem wyglądać idealnie, jak przystało na randkę z facetem. Nie uwodziłam go wzrokiem, by poczuć na swoim ciele ten przeszywający mnie wzrok pożądania. Nie zaprzeczę, lubię takie spojrzenia facetów. Która z nas nie lubi czuć się atrakcyjnie w oczach mężczyzny, być adorowaną? Nie zmuszałam się do tego aby biegać po domu w szpilkach. W moim przypadku groziłoby to kalectwem. Moja pięta, kilka centymetrów nad ziemią?! Czarno to wtedy widziałam. Na dodatek w mojej kuchni, po gołych płytkach podłogowych?! Nie jestem desperatką, co to, to nie!!! Nie dla mnie takie eksperymenty, już raz złamałam sobie nogę i to w banalny sposób, zwyczajnie na plaży. Wtedy wróciłam z tej wyprawy z opuchniętą kostką, a następnego dnia nosiłam na niej gips.
Pamiętam. Pojechałam z dziećmi na jeden dzień powdychać jodu.
Piękny zachód słońca. Jak ja kocham takie nadmorskie wieczory. Opustoszałe piaski. Mewy nad głową. Gwar ludzi znikający bez powrotne. Z minuty na minutę robiło się wokół nas coraz więcej przestrzeni, wtedy zaczynałam naprawdę oddychać. Siedziałam i patrzyłam na horyzont, gdzie morze zlewało się z niebem, zatapiając słońce w swojej grze styczności. Nagle jedna z moich córek zupełnie niespodziewanie krzyknęła w moją stronę, jakby się gdzieś paliło. Z zegarkiem w ręku i niecierpliwą miną pełną strachu oznajmiła mi, że najwyższy czas zbierać się na pociąg, bo inaczej odjedzie bez nas, a był to ustani kurs tej ciuchci do naszego miasta.
Fakt, pociągiem było mniej komfortowo niż samochodem, ale za to można było nim szybciej dojechać do celu. Gapić się beztrosko w szybę, omijając korki na trasie.
Od cudownego zachodu słońca, a miejsca w którym mieszkaliśmy dzieliło nas jakieś półtorej godziny drogi, bez przesiadek. Bardzo lubię jeść ślimaki właśnie w tej okolicy. Podają takie świeżutkie i dobrze doprawione, jak nigdzie indziej. Więc propozycja moich córek, co do takiej wyprawy była przeze mnie zawsze akceptowana, niemalże w trybie natychmiastowym. Iza, bo tak ma na imię moja najstarsza córka. Doniosłym, wręcz przeraźliwym głosem wskazała na zegarek. Jej słowa zabrzmiały tak, jakby ktoś nagle wystrzelił działo z armaty. Ja zaś zatopiona w otchłani marzeń własnych myśli. Zauroczona widokiem natury, zareagowałam bardzo nerwowo, wykonując swoim ruchem ciała gwałtowny manewr powstania na baczność, jak w wojsku.
Wstałam z ręcznika tak szybko, że niemal w tym samym momencie usiadłam na niego z powrotem i już nie mogłam ponownie się podnieść. Noga odmówiła mi posłuszeństwa. Gdybym ja wygłupiała się na tym piasku, urządzając swoim dzieciom super zabawę integrując się z nimi na maksa, to jeszcze mogłabym zrozumieć? Ale ja, tylko wstałam na rozkaz mojej córki, zupełnie zaskoczona jej donośnym głosem. Moja noga dziwnie się wsunęła pod niewielką warstwę piasku, wykrzywiając się tak niefortunnie, że na pamiątkę z pobytu nad morzem, zafundowałam sobie sześć tygodni gipsu. Mało tego, nie zdążyliśmy na pociąg! Ból w okolicach prawej kostki tuż nad stopą przeogromny. Kuśtykałam żółwim tempem w stronę stacji wmawiając sobie, że to tylko zwichnięcie. Pociąg odjechał bez nas. Wtedy, nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać z bólu. Na dodatek, jak na złość, wszystkie hotele w okolicy były po brzegi wypełnione gośćmi. Nie miałam najmniejszych szans, by coś dla nas wynająć. Paradoks życia, pełny portfel nic nie zdziałał. Musiałyśmy spędzić kilka godzin na dworcu. Kiedyś udawało się mi zupełnie spontanicznie znaleźć nocleg, tym razem wszystko działano na moją niekorzyść, a ja chciałam się tylko wygodnie położyć do łóżka połykając tabletkę od bólu… Tak zgodzę się! Spontaniczność w sezonie wakacyjnym, nie był to dobry pomysł. Wpadka zdarza się najlepszym, nieprawdaż? Przyznaję się bez bicia „dałam plamę” niestety tym razem zabrakło mi odpowiedzialności, choć zawsze uważałam, oceniając samą siebie, że jestem taka poukładana i przewidująca. Gotówkę w portfelu miałam, tak na wszelki wypadek, gdyby coś…? Ale niestety tej nocy nawet sklepy z namiotami były pozamykane i bez sensu byłoby budować hotel na jedną noc. Skąd mogłam wiedzieć, że złamię nogę? Gdybym wywróżyła to sobie wcześniej z fusów na pewno umówiłabym się z lekarzem na ostrym dyżurze, by na mnie czekał cierpliwie do zachodu słońca, rezerwując wcześniej apartament w budynku obok szpitala i na dodatek miałabym przy sobie numer na taksówkę …
Dlatego więc, nauczona banalnym doświadczeniem, wolę stabilny grunt pod nogami, nie bez przyczyny. Jeśli zakładam szpilki, to tylko na szczególne okazje i na pewno nie w domu. Moje dzieci mają tendencję chlapania podług na całej powierzchni mieszkalnej. A to ze szklanki wylewa się im herbata, a to jakiś ogryzek pizzy leży na podłodze. Nietrafione do kosza pa złotko po maśle, wszystko przeciwko mnie. Nie tym razem, wolę dmuchać na zimne…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.