zielony
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 12 Ruszaj do przodu bardziej zielone nie będzie!
Styczeń 5, 2018
dama
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 14 Brawa Ambrożego
Styczeń 27, 2018
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 13 Gwiazda dla idealnego faceta

brunetka

Najważniejsze to, nie gwiazdożyć! Bo gwiazdka to gwiazdka i może się szybko wypalić, tak szybko, jak szybko zabłysła rozświetlając wszystko dookoła.
Robert ma swoje zalety, a i wady też posiada, jak każdy człowiek na tej planecie. Jedną z kosmicznie porażających mnie wad, którą udało mi się u niego odkryć, to jego beztalencie taneczne. W moim życzeniu do uniwersum o idealnego mężczyznę było zanotowane, jasno i wyraźnie „On musi umieć tańczyć!” Na parkiecie ma się poruszać, jak drzewo o głębokich korzeniach płynące wraz z życiem.
Moje myślenie przy wyborze partnera stało się bardzo zawężone i nie przynosiło mi dodatkowych korzyści tylko zażenowanie. Odkryłam to trochę później. Ale zanim doszłam do takiego wniosku. Na nos założyłam sobie różowe okulary i skrupulatnie zawęziłam listę potrzeb tak mocno, że nawet nie zauważałam innych zalet Roberta takich jak: wewnętrzny spokój, opanowanie, brak cwaniactwa, rozwaga, świadome podejmowanie decyzji, uczciwość i długo by tu jeszcze wymieniać….Jego wszystkie zalety mieściły się w moim przedziale o nazwie wady, choć w codziennym życiu stawały się bardziej przydatne niż gibanie się na parkiecie w zatłoczonej dyskotece. Zauważyłam jego zalety, a raczej uświadomiłam sobie je trochę późno. Ale ważne jest to, że w ogóle je zauważyłam i zaczęłam doceniać zamiast ślepo podążać za ideałem, który tak naprawdę nie istnieje. Przyznaję się bez bicia! Skupiałam się w przeważającym procencie na moich zachciankach względem idealnego faceta. Którego wyimaginowałam sobie w stosunku do własnych potrzeb, pewnej księżycowej nocy. Kiedy to wzięłam kartkę papieru do ręki i nadgryzionym długopisem, wypisałam wszystkie zalety przyszłego partnera. Tylko zalety? Niestety tylko. Jakby każdy człowiek na tej planecie, nie posiadał wad lub specyficznych nałogów. Zapomniałam, że nie ma ideałów, no bo poco komu wady. Ha ha.
Pamiętam. Lista moja była długa i częściowo logicznie nie osiągalna. Nikt nie bronił mi marzyć, więc poniosły mnie wodze fantazji. Wypisywałam w szaleńczym nadmiarze, dodatnie aspekty męskiej osobowości. Jego wygląd zewnętrzny. Zachowanie jakie ma przejawiać w stosunku do kobiety. Zainteresowania, pasje. Zaczęłam opis od ciała następnie wędrowałam dalej poprzez umył, a skończyłam na duchowości.
Bolesne i nie do końca zrozumiałe było dla mnie to, że z własnym facetem nie mogę wywijać na parkiecie. Traktowałam to jako osobistą porażkę, ale nie przyznawałam się do niej. Myślałam tylko sobie z lekkim uśmiechem na twarzy, że pomyłki uniwersum też się zdarzają. I może w czymś innym Robert będzie mógł mnie zaskoczyć, rekompensując mi w stu procentach moją stratę. Nie skreśliłam go zaraz na starcie i dobrze zrobiłam. Wczułam się w jego osobę. Załóżmy że on prosi mnie abym złożyła komputer od podstaw. On również zanim mnie poznał, wysłał list z konkretnym zamówieniem do uniwersum. Prosił o partnerkę, która interesuje się informatyką. Grzebaniem w laptopach z naciskiem, by rozumiała język programistów…Nie spełniałam jego zamówienia do uniwersum w żaden sposób i zapewne poległabym na pierwszej randce.
Roberta taniec nie kręcił. Nawet nie próbował zaimponować mi chęcią otwarcia się na taką możliwość. Nie chciał nawet udawać, by sprawić mi tym przyjemność. O lekcjach tańca nawet nie chciał słyszeć. Cały czas był sobą, nie ugięty i stanowczy, bez względu na sytuację. W przypadku poruszania się w rytm muzyki, nieskłonny był do poświęceń. Dziwne to było trochę, bo w trakcie trwania naszej znajomości grał w klubie. Płynnie miksował składanki znanych utworów, zawsze przy jego muzyce sala taneczna była wypełniona po brzegi. I te jego dedykowane piosenki tylko dla mnie przez mikrofon, zwalały mnie z nóg. Czułam się taka wyjątkowa, choć już dawno powinnam była z tego wyrosnąć. Takie emocje są dobre dla nastolatek, ale widocznie uczucia, które siedzą w człowieku, nie maja oporów na ilość lat, jakie sobie niekiedy przypisujemy. Tłumimy je w sobie mówiąc, że tak nie wypada …
Nie zaprzeczę, zdarzyło się nam razem zatańczyć jakiś wolny rytm. Niestety była to nasza porażka, a raczej moja. Nasze gibanie na boki z krokami w rytmie jest mi zimno a tramwaj się spóźnia, albo jak kto woli, gdzie jest toaleta, bo ciśnie mnie na pęcherz…Było dla mnie drogą przez mękę. Piosenka trwała ze cztery minuty, a ja odnosiłam wrażenie, że stoimy w blasku reflektorów już kilka dobrych lat, ba wieki staliśmy na tym parkiecie, bo czułam, jak się starzeję, ciało kurczy, a włosy z ciemno brązowych zmieniają kolor na siwy. Nigdy więcej z Robertem na parkiet! Powtarzałam to sobie, jak mantrę, kiedy wracaliśmy do stolika. Musiałam to sobie sama jakoś rekompensować, więc nie odmawiałam wszystkim tym, którzy prosili mnie do tańca z cichą nadzieją w sercu, że są do tego stworzeni. Na szczęście mój doktorek nie piał, jak kogut z zazdrości, ale oczu od nas nie odrywał, kiedy obejmował mnie obcy facet na parkiecie. Robert nie jest wylewnym facetem, a raczej opanowany do bólu. Bóg wie, co sobie wtedy myślał i jaką zemstę planował? By odechciało mi się raz na zawsze, ulegać zaproszeniom nieznanych mi tancerzy.
Nie wypominał mi parkietowych partnerów, ale od czasu do czasu zgryźliwie potrafił krótko i bardzo ogólnikowo podsumowywać moich adoratorów, co oczywiście powodowało u mnie to, że rosłam pod sufit i czułam się, jak gwiazda, jego gwiazda…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.