nogi
Czterdzieści jeden i pół – Rozdział 1 Singlowa mama
Wrzesień 15, 2017
kwiat
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 3 Ideologia osobowości
Październik 1, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 2 Słomiany kapelusz – cała ja

relaks

W gumowych butach odpornych na deszcz, dużymi krokami idzie do mnie mój jeszcze nieprzeżyty Pan wiek. W słomianym kapeluszu na głowie. Starym prującym się pod pachą garniturze koloru szarego z wypchanymi kieszeniami pełnymi rzodkiewek. Z oddali bardzo przyjaźnie wymachuje do mnie kalendarzem z moim imieniem, od czasu do czasu wyrywając energicznym ruchem kolejne kartki. Nie tygodni ani też dni, ale lat mojej przeszłości, wskazując szpiczastym palcem na przyszłość, której jeszcze nie widać…

Pan Ambroży nie ma srogiej miny. Rzekłabym jest przyjaźnie nastawiony, ale uśmiech jego jakiś sarkastyczny? Czy on, to ja?! Wygląda śmiesznie i lekko zubożale. Nie oceniam jego odzienia i tego, co chowa w kieszeniach… W końcu to mój anioł stróż, nie będę go krytykować…

Pędzi życie pędzi. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Za niedługo, piątka zastąpi czwórkę. Martwi mnie to trochę. Nie zrealizowałam nawet połowy moich życiowych planów, bo nie miałam kiedy! Po drodze do dentysty urodziłam trójkę dzieci, same dziewczynki. Nie żebym narzekała na nadmiar płci w chromosomie żeńskim, ale chłopak taki synek do kompletu, byłby mile widziany w naszej rodzinie. Dziś jest już trochę za późno! Nie dla mnie już pampersy i mleko o czwartej nad ranem…

Potem kupiłam dom z dużym ogrodem. Wyremontowałam go od parteru po drugie piętro. Zasadziłam róże w ogrodzie i drzewka oliwne, a na koniec zdążyłam się jeszcze rozwieść.

Facet nie był mnie wart! Szkoda tylko, że tak późno wytrzeźwiałam! Upajana niegdyś regularnie emocjami patologicznego związku, ale lepiej późno niż wcale…

Jak wyglądam? Hmm…Trudno mi oceniać samą siebie, tą część mnie powinien opisać mój nowy facet, jak go znajdę to oddam mu pióro, a raczej kawałek klawiatury. Mężczyźni mają dobre oko. Choć, każdy z nich tak, jak i zapewne każda kobieta, szukają oni zupełnie czegoś innego, patrząc na kształty potencjalnej narzeczonej lub kochanki. Ale zanim to nastąpi, wypada przedstawić się po części, robiąc sobie małą autoreklamę.

Urodę mam nieziemską. Chodząca piękność. Zgrabna, powabna, wymiary modelki. Z przykrością muszę stwierdzić, że żadna nastolatka, nie dorasta mi do pięt. Już w kołysce czarowałam swoim urokiem osobistym. Subtelna i szlachetna, coś w rodzaju damy na wybiegu …Okey rozumiem… Fantazja wzięła górę, zbyt wiele bym oczekiwała od swojego wyglądu, a tymczasem zamiast biegać na siłownię narzekam na schody we własnym domu, cała ja! Poniosło mnie przyznaję, wybaczcie.

Zacznę od początku.

Mam na imię Amelia. Tak dla rozpoznania mojej osoby czarownica na miotle. Ha ha wolne żarty, czasami z niej schodzę i już nie jestem czarownicą tylko taką, jak Ty. Kobieta z krwi i kości. Ale po kolei.

Zacznę od swojego wyglądu, choć przeciętna ze mnie wiedźma, ale kotkę posiadam na stanie, by tradycji stało się zadość. Kotka ma białe futerko, tylko miejscami na jej sierści przebijają się brązowe łatki. Przybłąkała się pod moje okno, nie wiadomo skąd? I tak została pod moim dachem… Mogłabym ją opisać bardziej szczegółowo, ale nie o kota tu chodzi… Mój wzrost to jakieś metr sześćdziesiąt pięć, śniada cera. Zaczynając od głowy w dół. Twarz mam owalną, niebieskie oczy. Na czole występują u mnie miejscami naturale zmarszczki mimiczne. Nie wymagają jeszcze interwencji hiragana plastycznego i chwała mojej genetyce. Nie mam co dramatyzować, choć wiele babek mimo że są niczego sobie, regularnie biega do chirurga naciągając swoją urodę, która nie wymaga jeszcze, aż takich zabiegów upiększających, jak im się wydaje. Cóż, każda z nas ma prawo decydować o swoim wyglądzie i nikomu nic do tego!

Zaglądając regularnie w zwierciadło czasu, tak nazywam moje wielkie lustro w łazience stwierdzam, że jeszcze nie padłam ofiarą skalpela. Nie dotknęła mnie, a raczej moją psychikę mania poprawek…

Żadnych znaków szczególnych ani na twarzy, ani na całym ciele. Nie mam tatuaży. Nie lubię szpecić swojej skóry zadając sobie dodatkowy ból, choć muszę przyznać u innych osób takie dzieła artystyczne wyglądają dość przyzwoicie, ale nie moja to bajka… Długie za ramiona włosy kolorowane regularnie, stosownie do pory roku. Zimą ciemne barwy, latem blond refleksy, niekiedy burza kolorów w zależności, co mi wpadnie do głowy… Rozmiar miseczek pominę, aż tak szczegółowo nie będę się opisywać. Biust nie za duży, nie za mały dla mnie w sam raz. Budowa ciała bez nadwagi, ale i tak kilka kilo mogłabym zrzucić. Zresztą z tą moją wagą jest różne. Raz mi jej przybywa, a raz ubywa. Na co dzień ubieram się w coś, co nie krępuje moich ruchów. Lubię czuć się swobodnie, obciśnięte ciuchy mnie drażnią. Wydaje mi się, że mam za okrągłe kształty, wypięty brzuch i zbyt mocno zbite uda. Niestety przy trójce dzieci daleko mi do figury modelki. Ubieram się w zależności od okoliczności. Nigdy wyzywająco chyba, że w sypialni, by podkręcić atmosferę. Podsumowując, cała szafa ubrań, a ja i tak, jak się czepię jednego zestawu, to biegam w nim tak długo, aż się sama zorientuję, że przesadzam. Podejrzewam, że w takim stereotypie zachowania nie jestem sama. Wiele z nas kobiet tak ma, więc luzuję na maksa…Może zbyt chaotycznie opisuję swój wygląd, ale cóż cała ja! Charyzmatycznie zakręcona na szpilkach, nie lubię zagłębiać się w detale. Nie każda z nas jest stworzona do tak szczegółowej twórczości…

Pod lupę weźmy mój charakter. Sama go nie ogarniam, jaka jestem? Na wszelki wypadek opiszę się w samych superlatywach.

Uważam, że każda z nas tak ma. Rzadko kiedy wymieniamy swoje wady na forum, będąc szczere do bólu. Nie ma mowy! Tak po prostu przyznać się do porażek, bez żadnego przymusu, bez siekiery zwisającej nad głową, a jeszcze te wady miałyby być dostępne dla każdego?! W żadnym wypadku! Żadnej destrukcyjnej reklamy, po co strzelać sobie w kolano ? A jeszcze, nie daj Boże! Aby przeczytał je potencjalny kandydat na męża. Masakra! Zwiastująca porażkę w stu procentach! Misterny plan złowienia faceta padłby na asfalt, bez potknięcia. Biedaczyna odjechałby pierwszym autobusem, a na dodatek musiałby do niego biedź ile sił w nogach, bym go nie dogoniła z racji tego, że mój przystanek jest położony dość daleko od domu w którym mieszkam… Zawsze trzeba mieć asa w rękawie, nawet jakby miał z niego wyskoczyć wściekły pies i kogoś pogryźć. Nie wolno dać się od razu zdemaskować, bo natychmiast stracimy na wartości i to przy pierwszym spotkaniu, jeśli już tak na serio szukamy potencjalnego kandydata do wynoszenia śmieci i strzyżenia ogródka. Dystans i niewielka dostępność do namacania przez osobnika płci przeciwnej naszych jędrnych piersi i pośladków musi być względnie ograniczona…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.