relaks
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 2 Słomiany kapelusz – cała ja
Wrzesień 23, 2017
zamieszanie
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 4 Skondensowane myśli
Październik 7, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 3 Ideologia osobowości

kwiat

Zacznę od pozytywów i będę się trochę przechwalać, bo przecież mi wolno?! Jestem sympatyczna, opiekuńcza, wrażliwa, choć mój były mąż miał inne zdanie, jego sprawa…Nic na to nie poradzę, że nie jestem odporna na paplanie głupot. Wyimaginowanych i naciąganych szczególnie przez jego osobę. Ale to już przeszłość! Nie ma już co do tego wracać, choć zapewne jeszcze nie raz wspomnę o Karimie tak dla zrozumienia całej kwestii o nas… Tak, zgadza się, nie jest to polskie imię. Mój wybranek był obcokrajowcem. W wielkim skrócie przystojniak, egzotycznie zakręcony…

Wracając do mojego opisu. Optymistyczna, romantyczna, zwariowana. Nic dodać nic ująć! Czasami ryzykantka, bez namysłu robię krok do przodu, a potem myślę. Czy powinnam była zrobić tak, a nie inaczej? Taka już jestem. Wady? Hmm… czy je mam? Jeśli to można nazwać wadami, to tak. Potrafię wbić się w skórę, jak pijawka. Pełzać, jak żmija, ale nie robię tym nikomu krzywdy. Dużo gadam, często w kółko to samo tak dla pewności, gdyby ktoś nie dosłyszał.
W stosunku do własnych dzieci, nie jestem stanowcza, przykład: szlaban na internet, tak dla obrazowego podejścia, powiedzmy tydzień, po czym włączam zasię po dwóch godzinach. Masakra, cała ja! Jeszcze te moje destrukcyjne ruchy. Niekiedy jestem poobijana, jakbym miała damskiego boksera na zlecenie. Powód jest bardzo oczywisty, ciągle gdzieś mi się spieszy.
Szafka stoi na mojej drodze i ewidentnie przeszkadza, utrudniając mi jej ominięcie. W piwnicy czy garażu przeważnie zawsze walnę w coś głową. Nawet potrafiłam złamać sobie nogę na piachu. Z wizyty nad morzem wróciłam z nogą w gipsie. Paradoks życia nic dodać nic ująć…
Ale po kolei, bo mowa tu o mamuśce singiel ce. Najtrudniejszy był rozwód, to była największa góra na którą wlazłam, a raczej się zaczołgałam. Wierzchołek był wybawieniem. Warto było! Polecam niezdecydowanym kobietom, które patrzą w górę ze strachem, że jest za wysoko. Co prawda to prawda było wysoko i zdecydowanie trudno mi było podjąć decyzję. Zarzucić linki, zasunąć skafander, a jeszcze dobrać wygodne buty, które poprowadzą do wolności, to już było mistrzostwo z moim udziałem.
Przepychanki na sali sadowej i jego emocjonalne wygibasy. Przekonały mnie, że miałam rację i podjęłam słuszną decyzję odpinając łańcuch z szyi Karima, dając mu totalną nieograniczoną wolność, czego tak naprawdę on sam, nie chciał. Poniekąd go rozumiałam. Cieplutko miał. Na głowę nie spadały krople deszczu to i poco szukać innej budy… Dziwni są ci faceci? Jak prosisz go, aby był w domu tuż po pracy to narasta problem z jego punktualnością i nawet tramwaje nie jeżdżą regularnie, jak go puszczasz wolno odpinasz kolczastą obrożę to on nagle chce być więziony i sam podaje tobie smycz…
Po rozwodzie, nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Po kilkunastu latach przesiąkłam na dobre chorym schematem życia w naszym toksycznym związku i wydawało mi się, ale tylko wydawało, że tak musi być już zawsze. Och, jak ja się wtedy myliłam, aż sama w to nie mogę uwierzyć po dziś dzień. Gdyby nie ten rozwód czekałoby mnie nudne monotonne życie, pełne negatywnych emocji, które regularnie dostarczał mi mój były mąż. Nie żebym była zwolenniczką rozwodów… ale wypaliłabym się za wcześnie, zupełnie niepotrzebnie. A tak świat podarował mi wiele dobrodziejstw, zatroszczył się o mnie na maksa. Warunek był jeden, musiałam przestać się bać! Zostać sama z dziećmi. Stawić czoło chwilowej samotności. Bo przecież po burzy zawsze wychodzi słońce, jak i nowy partner, zapewne też, by wyrósł, jak grzyb po deszczu. Tak, jasne! Zawsze słyszę od potencjalnych rozwódek- żadnych facetów!!! Jeden beznadziejny wystarczył na sto lat do przodu, więc u jakiego diabła potrzebny mi kolejny łamaga, bawidamek, niemota, agresor, zazdrośnik i takie tam babskie gdybanie… Ha ha ha, dobre cycaty też tak miałam…
Kiedy zwolniło się miejsce w sypialni, a z półek w szafie zniknęły Karima precyzyjnie poukładane ubrania, dzieło moich dłoni. Na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Dlaczego miałam płakać? Nic z tych rzeczy, szkoda byłoby moich łez. Wolałabym, aby płynęły przy romansidle. Nie mieliśmy pomocy domowej. Troszczyłam się o wszystko sama, trochę było to głupie z mojej strony przecież było nas na nią stać, ale ja, zaślepiona perfekcyjną panią domu, nie chciałam nawet o tym słyszeć.
Ups, kolejna wpadka z mojej strony, duży błąd! Miałabym więcej czasu dla siebie, na swoje hobby, na spełnianie marzeń, rozwój osobowy, a tak nie miałam kiedy zająć się samą sobą. Przesadna koncentracja wszystkimi dookoła, nie była najlepszym pomysłem na życie…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.