kwiat
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 3 Ideologia osobowości
Październik 1, 2017
lot
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 5 Karimowe przeszpiegi
Październik 13, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 4 Skondensowane myśli

zamieszanie

Nic a nic, nie brakowało mi mojego byłego męża, kiedy to zatrzasnął za sobą drzwi z wielkim hukiem, jak przystało na mężczyznę takiego pokroju. Wręcz przeciwnie postanowiłam na dobre odpocząć od facetów. Przekierować swoją uwagę na siebie, a czas, który przeznaczałam na gdybanie o Karimie, nic nie wartym tatusiu moich córek, zagospodarować na maksa.
Wolna przestrzeń fizyczna i emocjonalna pozwoliła mi podnieść się z samozniszczenia, wyczerpania, zatracenia. Nie lamentowałam, bo nie miało to sensu. Nie rozpamiętywałam, bo niczego by to nie zmieniło. Klamka zapadła! Zostałam sama w wielkim domu z małymi dziećmi i kotem plątającym się pomiędzy nogami…
Na początku totalna wolność, jakbym ja sama zerwała się ze smyczy. Nocne kluby, spotkania z przyjaciółkami. Nowe ciuchy, aerobik… Robiłam wszystko to, czego wcześniej sama sobie zabraniałam. Oczywiście wszystkie moje działania były w granicach rozsądku w końcu nie byłam sama na tej planecie… Chciałam odreagować. Pełną piersią zaczerpnąć świeżego powietrza.
Stopniowo porzucałam stare bezużyteczne schematy, jak powinnam żyć. Co wypada matce, a co nie wypada? I dobrze mi z tym było…Niestety nie trwało to zbyt długo, choć rola mamy singielki bardzo przypadła mi do gustu.
Kręciło się wokół mnie wielu adoratorów. Ich wzrok dawał mi odczuć nutę pożądania i wiarę w to, że z moim wyglądem zewnętrznym nie jest jeszcze, aż tak źle. I guzik mnie obchodziło to, co tak naprawdę o mnie myśleli…Takie ich zachowanie względem mnie dowartościowywało moją kobiecość w zupełności. Czułam, że znowu żyję i pomimo domowych obowiązków, które w żaden sposób nie uległy zmianie. Ku mojemu zdziwieniu, znajdywałam czas na przyjemności i dogadzanie samej sobie. Nawet wyciągnęłam zza szafy stare zakurzone płótno i znowu zaczęłam malować, jak dawniej zanim jeszcze poznałam Karima, wyszłam za mąż i urodziłam dzieci. Nikt, nie bronił mi trzymać pędzla w ręku, ale zawsze brakowało mi czasu i skupienia, by rozwijać swoją pasję. Niegdyś zmęczona kieratem domowym, wieczorami padałam do łóżka, jak kłoda, a buzujące myśli, jak woda sodowa w mojej głowie pod tytułem; gdzie jest Karim? Wieczny amator rozrywek! Powodowały to, że nie potrafiłam się nad sobą skupić, jak i na swoich potrzebach. Wszystko to skutecznie uniemożliwiało mi działanie w obranym kierunku. Choć od jego odejścia nie ubyło mi obowiązków to i tak czułam emocjonalną ulgę.
Nie był to moment na nowy związek. Nie szukałam nowego partnera na stałe. Nie traktowałam moich nowych znajomości na serio. Dlaczego? Nigdzie mi się nie spieszyło. Nie miałam ciśnienia, by wplątywać się w coś beznadziejnego na ekspresie. Znaleźć sobie kogoś fuksem tylko po to, by nie czuć się samotnie. Nie interesowały mnie wybrakowane egzemplarze, odpady z rynku poddane powtórnej obróbce. Pan Ambroży stanowczo kiwał głową na nie, kiedy to trafiała mi się trochę ulepszona męska wersja od mojego Karima, a w mojej głowie zapalała się zielona lampka fascynacji dla nowego okazu. Błyskawicznie mi ją zmieniał na czerwoną wyskakując, jak poparzony naprzeciw mnie ze znakiem ostrzegawczym o napisie- zakaz zbliżania!
Ci wszyscy nowo poznani panowie różnili się od siebie tylko tym, że mówili w moim ojczystym języku, więc nie było pomiędzy nami utrudnienia w komunikacji wyrażania własnych myśli. Poza tym jednym pozytywnym aspektem „ładna skórka psia naturka”, każdy z nich był siebie wart. Nie wierzyłam ślepo w ich słowa. Mój wiek bardzo skrupulatnie kondensował myśli, choć bywały momenty, że prawie dałam się nabrać na cukrowe słówka oraz fantazyjne bzdury, naszej wspólnej przyszłości. Wtedy „uciekałam” czym prędzej, byle by, jak najdalej od adoratora, który za mnie planował mi moją przyszłość i sposób w jaki mam żyć. Z uśmiechem na twarzy patrzyłam na tych dojrzałych facetów i zastanawiałam się kto im odjął przedni płat mózgowy, odpowiedzialny za logiczne myślenie…
To obył okres fascynacji nową mną. Odkrywałam swoją skalę możliwości. Podnosiłam sobie poprzeczkę, wyżej i wyżej…
Przydrożny seks był w moim pakiecie rozrywek, dlaczego nie? Kilkanaście lat wierności wystarczyło. Ha ha i dla mnie nadszedł czas nadrobić zaległości. Ale i tak spośród wielkiego wyboru kandydatów na kochanka, ku mojemu zdziwieniu, nie za bardzo było z czego wybierać. Nie ubolewałam z tego powodu, w końcu to ja decydowałam z kim chcę spędzić upojną noc, a nie potencjalny koneser kobiecego ciała. Nie wiem, dlaczego płeć męska uważała, że w „wyrywaniu panienek” mają oni kluczowe znaczenie, przecież ostateczna decyzja jest w naszych kobiecych rękach…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.