lot
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 5 Karimowe przeszpiegi
Październik 13, 2017
sweter
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 7 Kobiecość bez granic
Październik 30, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 6 Obywatel moralności

okulary

Pachnąca pościel niczym maciejka wieczorową porą, i te promienie słońca o poranku, zaglądające do wnętrza mojej sypialni.
Za oknem wiosna po mroźnej zimie, ale tylko w uczuciach do płci przeciwnej. Kocham zimę nawet wtedy, kiedy szczypie w nos i mrozi dłonie. Żaden z nich nie rozpalił we mnie namiętności, nie zdobył ręki księżniczki…
Pan Ambroży mój wiek siedział obok mnie i bezczynnie bawił się pstryczkiem od mojej nocnej lampki od czasu, do czasu skrobiąc w abażur swoim pazurem. Zamyślony, jakby trochę zmartwiony, taki na wpół obecny. Nie wiem, chciał się mnie pozbyć wydając ponownie za mąż? Dziwne były te jego zamiary.
– Kobieto ogarniesz się wreszcie, zdecydujesz coś? Spotykasz się z facetami i nic ?! – zachrypnięty, jakby właśnie zjadł pudełko lodów, mruczał mój Pan wiek.
-Ambroży wiem, że się o mnie troszczysz. Kochany jesteś, wiem! I wiem też, że powinnam zdecydować… Tak, to też wiem! I nie musisz tu siedzieć! Ale zrozum jedno, nie czuję swojego wieku. Nie jest ze mną, aż tak tragicznie! Nie dramatyzuj i nie bądź smutny, to tylko czterdzieści jeden i pół, nie panikuj proszę cię… Miło, ale stanowczo odepchnęłam jego atak na moją osobę. On nieustannie brzdękał i brzdękał pod nosem i brzmiał przy tym, jak rozciągnięta struna w gitarze. Słuchałam go, bo co miałam zrobić niech się biedaczyna wybrzdąka. Kontynuował swoje wywody.
Kto zechce babcię za żonę, no kto pomyśl? – westchnął rozglądając się po mojej sypialni zupełnie, bez celu przewracając gałkami ocznymi w rożnych kierunkach, jak po heroinie. Nie lubiłam jego błędnego wzroku dezorientacji…Wyglądał, jak pijany marzyciel.
– Ambroży, posłuchaj mnie, i przestań wywracać oczami! Dobrze jest, jak jest. Co ty chcesz zmieniać, naprawiać? Przecież orbita nie spadnie nam na głowę, ani słońce też nie przestanie świecić, jak sobie trochę powybrzydzam w doborze partnera… OKEY?! Popatrz wiosna za oknem…
Zniknął tak, jak się pojawił razem z moimi głębszymi myślami.

Sobotni poranek to coś, co kocham najbardziej. Wolny dzień od pracy i szkoły. A po nim kolejny, niedziela. Nie muszę wstawać na rozkaz budzika. Nigdzie się spieszyć. W domu przy takim poranku panuje błogi spokój. Dzieci nie biegają po schodach, jak poparzone. Nikt nie krzyczy, nie ma kolejki do łazienki i tłumów w kuchni. Spacer po parku, zakupy w galerii handlowej i lenistwo, to priorytety weekendu…
Obiecałam sobie po rozmowie z Ambrożym, mimo jego nie do końca uzasadnionej presji w związku z moim wiekiem, że nie pozwolę nikomu wkraść się do mojego życia nieproszonym. Nie oddam byle komu mojej drugiej połówki łóżka, ani też moich marzeń za jeden uśmiech faceta. Nie przekupi mnie nikt nawet mój Pan wiek, który ostatnimi dniami, ba tygodniami, jest jakiś niecierpliwy i wręcz nachalny. Zwyczajnie pogrywa mi na nerwach, jak skrzypek na swoim instrumencie fałszując co niemiara, aż zgrzyta w zębach.
Musiałam coś z nim zrobić!? Do szafy schować go nie mogłam, bo był nienamacalny. Na dodatek widziałam go tylko ja, więc nie mówiłam o nim nikomu, tak dla równowagi psychicznej moich przyjaciół z którymi spotykałam się na co dzień. W rezultacie naszych przepychanek Ambroży otrzymał ode mnie – zakaz stękania!
Zamiast mi pomagać, wspierać, pocieszać. On perfekcyjnie zakłócał mój harmonogram dnia, jakby ktoś mu za to płacił pokaźną sumkę. Musiałam go ukarać tym zakazem stękania. Był nie do zniesienia! Nie zaprzeczę trochę było mi przykro z tego powodu, że zabroniłam mu szczerze wyrażać swoje myśli, bo patrzył na mnie z żałosną miną i było to zrozumiałe, w końcu był częścią mnie. Tym razem, nie wziął mnie na litość, nie dałam się zmanipulować. Byłam stanowcza, jak nigdy przedtem. Nie pozwoliłam sobie na jego pchle skoki po mojej głowie. Miał przestać ględzić, zamilknąć! Jego obłęd, kiedy myślał, raz tak, raz siak, jak zwichrowany obywatel moralności był dla mnie kulą u nogi…
Bywało i wesoło z tymi moimi podbojami. Poznałam go na dyskotece. Świetny był z niego tancerz, bo zawodowo się tym zajmował. Od razu przypadł mi do gustu. Kocham taniec, więc mogłabym przetańczyć resztę swojego życia, jak dla mnie kusząca propozycja na długotrwały związek.
Spotykaliśmy się krótko, przeraziła mnie jego dominacja. Lubię stanowczych facetów, energicznych z iskrą szaleństwa, ale ten to przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, zwyczajnie przesadzał. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że jak się poznaliśmy na dyskotece i tej samej nocy przetańczyliśmy prawie do białego rana, nie odstępując siebie na krok. Zmęczeni parkietowymi wygibasami robiliśmy sobie, co jakiś czas przerwy na papierosa. I za którymś tytoniowym podejściem, kiedy spojrzałam w jego kierunku miał łzy w oczach prawie płakał. Tej nocy nigdy nie zapomnę zrobił on na mnie ogromne wrażenie. A nawet zmieszałam się trochę. Szkoda mi było tego faceta, bo tak mu te łzy płynęły. Oczywiście wzbudził moje zainteresowanie swoim nostalgicznym stanem, niemalże natychmiast. Kiedy go delikatnie zapytałam, co jest powodem jego łez? Odpowiedział, że płyną one ze szczęścia. Nie rozumiałam go ani trochę. Nie chciałam wymuszać na nim szybkiej odpowiedzi. Czekałam cierpliwie, aż wydusi z siebie końcówkę zdania. Wziął głęboki, oddech, otarł łzy rozpaczy i przemówił. Litania w moim kierunku zdawała się nie mieć końca. I jak już usłyszałam treść monologu, papieros wypadł mi z pomiędzy palców i oniemiałam z wrażenia. Afrodyta bogini piękności, nie miała ze mną szans… I ta jego radość, że mnie poznał… Ten błysk w zaszklonych od łez oczach.
Ha ha ha, wolne żarty! Wtedy nie zaśmiałam się wcale, a raczej powstrzymywałam, nie wypadało. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Ambroży też tam ze mną był. Stał tuż obok oparty o ścianę i bacznie się nam przyglądał. Ale mimo zainteresowania naszą rozmową milczał, jak grób na moją wcześniejszą wyraźną prośbę, którą zapomniałam odwołać, kiedy już zeszło mi ciśnienie na jego nudne podteksty, gdzie właśnie teraz, jak nigdy wcześniej potrzebowałam jego świadomej opinii. Chciałam być pewna, czy aby na pewno dobrze zrozumiałam przekaz tego faceta, jego wylewne teksty i czy na pewno ma równo pod sufitem? On jednak nie improwizował był ze mną szczery do bólu, a może dawka alkoholu zrobiła swoje, a może dobrze opanował podstępny flirt… ? Nie wnikałam, bo i po co miałam to robić? Miał facet ochotę popłakać to niech płacze. Nie rozżalił mnie, i nie płakałam razem z nim. Chyba byłam w szoku! Nigdy wcześniej nikt z mojego powodu nie płakał na pierwszej randce, jeśli można tę naszą znajomość nazwać randką. Facet nie miał urazu psychicznego to wiedziałam na sto procent, co mnie bardzo cieszyło, a nawet dodawało skrzydeł mojej kobiecości. Nauczona doświadczeniem szybko zorientowałam się, co to za amant. Może i miał cechy pozytywne, które bardzo mi imponowały, ale pierwsze skrzypce grały u niego, wrodzona przylepność do kobiet, tak wywnioskowałam z własnych obserwacji. Musiałam sobie tego przystojniaka odpuścić dla swojego dobra. Zrobiłam to z wewnętrznym oporem, choć Ambroży słał mi nieme aplauzy zadowolenia mojej decyzji. Chciałam czy nie, musiałam się z nim rozstać. Zazdrość niszczy związek, a on oglądał się za kobietami… Nie miałam najmniejszej ochoty po raz kolejny przez to przechodzić. Najlepszy dla mnie facet to taki, który nie stwarza sytuacji bym musiała tak myśleć, że skrywa przede mną namiętny romans, niejednokrotnie przeszukując jego telefon. Nie chciałam nerwowo obgryzać paznokci, ani też samotnie zajadać się popcornem przed telewizorem, kiedy to moja intuicja w parze z Ambrożym, wyświetlają w mojej głowie jednoznaczne sytuacje jego niewierności, jak film w kinie…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.