love
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 8 Paseczek przeznaczenia
Listopad 11, 2017
miłość
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 10 Ocean lęków i zwątpień
Grudzień 3, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 9 Zdyscyplinowane myśli

kobieta

Przystojny brunet z lekkim zarostem na twarzy. Doktor uzdrawiacz moich elektronicznych zabawek. Wysokiego wzrostu, jakieś metr osiemdziesiąt. Musiałam lekko odchylić głowę w tył, by spojrzeć mu prosto w jego brązowe oczy. Na moje oko młodszy ode mnie o kilka lat.
Lekko zmieszany, wolnym krokiem wszedł do środka, dyskretnie rozglądając się na boki. Zaproponowałam mu filiżankę kawy. Kulturalnie odmówił, tłumacząc, że nie pije małej czarnej wieczorową porą.
Zaakceptowałam odpowiedz Roberta, bo tak miał na imię mój wybawiciel i nalałam mu szklankę zimnej wody.
Położyłam laptopa na stole ogólnikowo tłumacząc, gdzie leży problem. Nie wiem, czy coś z tego zrozumiał, jak opisywałam zaistniały defekt tego urządzenia. Właściwie mogłam nic nie mówić. Po uruchomieniu laptopa sam wiedział, co jest na rzeczy…
Jakiś czas później od ostatniej wizyty Roberta padła mi drukarka. Następnie stacjonarny komputer. Ujmując krótko. Fala elektronicznych nieszczęść nawiedziła mój dom. Nawet Pan Ambroży był w ciężkim szoku i te jego wielkie oczy zdziwienia. Rozśmieszały mnie za każdym razem, kiedy na niego patrzyłam. Biedaczyna nie dowierzał, że nagle hurtowo wszystko się psuje, tak jakby te wszystkie sprzęty zmówiły się same ze sobą, realizując jakiś głębszy odgórny plan, którego sama nie rozumiałam. Nawet ktoś zhakował mi skipie, włamał na pocztę… Wszystko to działo się, jak w cyklicznie nadawanym programie telewizyjnym „ Nie do wiary”, ale niestety miało miejsce.
Więc wykręcałam i wykręcałam numer telefonu z karteczki, a Robert gościł i gościł w naszym domu i nawet już nie brał ode mnie wynagrodzenia za swoje usługi, bo chyba musiałabym wziąć kredyt abym mogła go spłacić. Zamiast tego czuliśmy się coraz lepiej i lepiej w swoim towarzystwie.
Moje dzieci też asystowały przy stole, kiedy toczyliśmy długie rozmowy. Może nie uczestniczyły przy nich do białego rana, ale do późnych godzin wieczornych. Podsuwały Robertowi coraz to inne zadania matematyczne. Geometrię i takie tam łamigłówki, nie na moją głowę. Doktorek ze stoickim spokojem, całkowite przeciwieństwo mnie. Brał ołówek do ręki i pomagał im w rozwiązywaniu zadań domowych. Bardzo mnie to cieszyło, że chce poświęcić swój czas. Nie ukrywałam przed nim entuzjazmu, kiedy pomagał moim dzieciom. On też czuł się ważny i potrzebny.
-Ambroży, patrz na mnie, co znowu?!!! Zauważyłam go siedzącego przy drzwiach wejściowych od mojego pokoju. Znowu to robisz, czepiasz się?!!! Znowu się czepiasz! Nie znoszę tego wahadła dziwactwa u ciebie!!! Ktokolwiek by to nie był, to Ty ciągle zrzędzisz! Za młody, za stary?! Bogaty – biedny! Mądry – głupi! Ciągle coś Ci nie pasuje, przecież my nawet nie jesteśmy ze sobą na serio! Weź odpuść! Najlepiej to wyjdź z mojej sypialni! Dobranoc, chcę się wyspać!
Przyznam upierdliwą naturę ma ten mój Pan wiek! Raz mi doradza abym bliżej poznała Roberta, że niby niezła z niego partia. Bez obowiązków, bez balastu z przeszłości, a potem stanowczo odradza. Co za typ z tego mojego Ambrożego?! Musiał dostać poduszką po głowie, bo inaczej by siedział i na mnie patrzył, urządzając sobie gimnastykę mimiczną własnej twarzy, bawiąc się pstryczkiem od mojej nocnej lampki, jak to miał w zwyczaju robić.
Nie chciałam gdybać. Co będzie to będzie? Nie spieszyło mi się do stałego związku.
Ledwo ochłonęłam po tatusiu moich córek i w sumie, nie układałam w swojej głowie żadnego scenariusza, dotyczącego wspólnej przyszłości z Robertem. Przychodził, bo dobrze się czuł w moim towarzystwie, ja w jego zresztą też. Nawet ze swoim byłym mężem nigdy tak nie rozmawiałam, jak z doktorkiem informatyki. Zaskakiwał mnie dojrzałymi odpowiedziami. Dziwiło mnie to trochę, że ktoś o kilka lat ode mnie młodszy, może tak poważnie podchodzić do życia i tak sztywno trzymać się swoich zasad… Z nas obojga to ja byłam ta bardziej wyluzowana, wręcz zakręcona, aż głupio się przyznać. Przecież nigdzie nie jest napisane, że muszę mieć zdyscyplinowane myśli, dwadzieścia cztery godziny na dobę…
Poza wyskokami w sobotnie wieczory do klubu, choć było miło i zabawnie, a ja nieraz uśmiałam się do łez, to i tak brakowało mi dojrzałych rozmów w zaciszu domowego kominka, które od jakiegoś czasu zaczynał uzupełniać właśnie Robert…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.