miłość
Czterdzieści jeden i pół Rozdział 10 Ocean lęków i zwątpień
Grudzień 3, 2017
wazon
Dla Oliwii
Grudzień 17, 2017
Pokaż wszystkie

Czterdzieści jeden i pół Rozdział 11 Komfortowy styl

kobieta

Przeważnie otwierałam Robertowi drzwi w stroju sportowym, żadne tam dekolty, czy pliski przed kolana. Oczywiście dres, który miałam na sobie, nie był poplamiony tłuszczem od smażonych naleśników. Powypychany w kolanach z wyciągniętym kapturem, ani też byle jakiej jakości, zwisający na pupie. W domu też należy trzymać względny fason swojego wizerunku. Nigdy nie wiadomo kto zapuka do drzwi? W obecnym trendzie współczesnego świata niezapowiedziane wizyty to rzadkość, więc nie ma co się obawiać przydrożnych gości. Wszyscy siedzą na Facebooku lub na innych portalach społecznościowych, a jeśli już ma ktoś przybyć z wizytą do twojego domu, to jest ona na długo przed zaplanowana, więc każdy zdąży się odpowiednio przygotować. Osobiście komorników się nie spodziewam tylko sąsiadka od czasu do czasu wpadała na herbatkę, ale i tak dla samej siebie, by czuć się w miarę dobrze i sprawiać wrażenie zadbanej. Schludny strój był, jak najbardziej wskazany…
Bywają i takie dni, kiedy snuję się po domu od świtu do nocy w szlafroku, a nawet zdarza mi się piżamowa niedziela. Kiedy świat zwalnia, a ja nie muszę złościć się na budzik, który jak zawsze i zdecydowanie za wcześnie wyrywa mnie z głębokiego snu.
Dresy, to dresy wygodne wdzianko. Wolno mi żyć w zgodzie z samą sobą! Dbać o swoje ciało, kiedy domaga się komfortu… Robertowi, nie przeszkadzał mój ubiór. Nie oceniał tego, jak wyglądam. Oznaczało to dla mnie większą swobodę ruchów, a zarazem wygodę. Nie musiałam spędzać mnóstwo czasu przed otwartą szafą. Wpatrzona w nią z miną rozczarowania, jak przystało kobiecie. Zastanawiać się, co dziś na siebie włożę, kiedy on zapuka do drzwi…
Nawet gdyby Robert oczekiwał ode mnie czegoś innego, to bardzo by się rozczarował. W moim wieku nie spełnia się życzeń potencjalnego kandydata na swojego faceta. Raczej szuka się takiego partnera od którego można oczekiwać więcej, a nawet takiego od którego można się czegoś nauczyć. Podnosi się takiemu delikwentowi poprzeczkę i obserwuje jego starania, jak wysoko potrafi podskoczyć. Oj zaraz bezduszna egoistka! Nie prawda, nie o to chodzi. Nie musi od razu spełniać zachcianki rozkapryszonej damy… Zawsze w takiej relacji powinna być równa wymiana, wtedy jest przepływ i związek kwitnie. Chodzi w tym wszystkim oto, że trzeba umieć się dopasować do siebie, a czuć to już na początku wspólnych randek. Nawet, jak facet wygląda, jak przysłowiowe ciacho, ale intelektualnie dużo mu jeszcze do ciebie brakuje to szkoda czasu na wychowywanie sobie partnera. Szacunek i akceptacja do drugiego człowieka to jedno, a wymagania to drugie. Nonsensem byłoby po raz kolejny poparzyć sobie dłonie tylko dlatego, że ogień był za wysoki, szkoda kolejnych lat na błędne decyzje…
Najważniejsze w mojej relacji z Robertem i naszych wspólnych randkach w większości w moim domu było to, że mogłam być sobą. Rybką we własnym akwarium w swoim klimakterium. I choć Ambroży, jak zwykle paplał mi do ucha, coś w rodzaju „kobieto weź się ogarnij”. Ja uznawałam zdecydowanie, że właśnie to robię i nie mam sobie nic do zarzucenia…
Doktorek z natury domator z domieszką pustelnika. Jedynym miejscem, jakie razem odwiedzaliśmy poza moim domem, był park. Nie w głowie mu były wypady do kawiarni, ani też, nie interesowały go imprezy masowe. Preferował zaciszne miejsca, najlepiej z dala od ludzi. Akceptowałam jego naturę, mimo że mnie bardziej ciągnęło do tłumów to i tak bardzo chętnie przystawałam na warunki Roberta, bez żadnego przymusu.
Stary zamek otoczony fosą. Rowem obronnym wypełnionym po brzegi wodą po której pływały sobie beztrosko kaczki. Po środku zamczyska wysoka brama. Kiedy ją przekraczaliśmy, przed naszymi oczami wyłaniała się oaza zieleni. Zagajnik przyrody ukryty w samym centrum miasta i niedaleko od mojego domu. Siadaliśmy wtedy pod wielkim dębem z małą puszką zmiksowanego drinka, który kupowaliśmy w przydrożnym sklepiku. Zanurzając się w kolorze zieleni, opowiadaliśmy sobie historie z przeszłości tak po prostu, by się lepiej poznać i wiedzieć o sobie coś więcej. Jedno było pewne odbieraliśmy na tych samych falach. Czyżby zerwana karteczka w sklepie z tablicy ogłoszeń to było to, co szykował mi los? A wszystkie elektroniczne zabawki uknuły sobie spisek żebym wreszcie znalazła sobie faceta albo raczej zdecydowała się na jednego z nich, bo nie narzekałam na brak adoratorów. Wszystko działo się tak szybko. Zaledwie na kilka miesięcy przed naszym pierwszym spotkaniem, zdążyłam spakować ubrania mojego małżonka, który niestety, jak bumerang wracał w moich snach, a raczej nazwałabym je nocnymi koszmarami, które urzeczywistniały się w moim codziennym życiu, powiedziałabym o nich prorocze…
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.